[S01E07] Mroczne miasto (reż. Alex Proyas; 1998) - podcast episode cover

[S01E07] Mroczne miasto (reż. Alex Proyas; 1998)

Jul 02, 20251 hr 36 minSeason 1Ep. 7
--:--
--:--
Download Metacast podcast app
Listen to this episode in Metacast mobile app
Don't just listen to podcasts. Learn from them with transcripts, summaries, and chapters for every episode. Skim, search, and bookmark insights. Learn more

Episode description

W siódmym odcinku naszego podcastu rozmawiamy o Dark City (“Mroczne Miasto”) z 1998 roku. Okres przełomu millenium to moment rozliczenia Hollywood z ułudą amerykańskiego snu w przeróżnych formach. Złamani bohaterowie naciskający na granice prawdziwości swojego świata to również konik tej raczej-zapomnianej produkcji od reżysera “Kruka”, która przedstawia nam fantazyjny mariaż neo-noir z myślą filozoficzną.

Analizujemy historię powstania filmu, fabułę, język wizualny oraz myśli przewodnie a wisienką na torcie są nasze PODWÓJNE UDERZENIA, czyli double-feature które stworzyliśmy z “Dark City”.

Będą spoilery, więc ostrożnych zachęcamy do obejrzenia filmu przed przesłuchaniem.

Do usłyszenia tam, gdzie słuchacie podcastów.

~~~~~

Podcast wspiera fundacja Reel North

Studio: Black Zebra studio

Osoby uczestniczące:

Igor Kadir

Bartosz Szturgiewicz

Łukasz Laskowski

Design okładki: Ela Jelińska

~~~~~

Filmy, o których wspominamy:

[1961] Ostatniego Roku w Marienbadzie / L'année dernière à Marienbad, reż. Alain Resnais

[1980] Odmienne stany świadomości / Altered States, reż Ken Russel

[1988] Akira / Akira, reż. Katsuhiro Ôtomo

[1994] Kruk / The Crow, reż. Alex Proyas

[1997] Gattaca - Szok przyszłości / Gattaca, reż. Andrew Niccol

[1998] Mroczne Miasto / Dark City, reż. Alex Proyas

[1998] Truman Show / The Truman Show, reż. Peter Weir

[1998] Big Lebowski / The Big Lebowski, reż. Joel Coen

[1999] Matrix / The Matrix, reż. Lilly Wachowski, Lana Wachowski

[1999] American Beauty / American Beauty, reż. Sam Mendes

[1999] eXistenZ / eXistenZ, reż. David Cronenberg

[1999] Podziemny Krąg / Fight Club, reż. David Fincher

[2001] K-PAX / K-PAX, reż. Iain Softley

[2002] Equilibrium / Equilibrium, reż. Kurt Wimmer

[2004] Ja, Robot / I, Robot, reż. Alex Proyas

[2004] Zakochany bez Pamięci / Eternal Sunshine of the Spotless Mind, reż. Michel Gondry

[2013] Ona / Her, reż. Spike Jonze

Transcript

Podwójne uderzenie. Surowy podcast dla prawdziwych kinomanów, takich jak ty czy ja. Albo Łukasz i Igor. Oglądamy filmy i o nich gadamy. Dzisiaj nie ma naszego stałego bywalca, naszego trzeciego, Adiego, ale mamy gościa, mamy Igora. Igor z Krakowa, muzyk, który podobno posiada kurtkę. I lubi oglądać filmy. Czy nie lubisz oglądać filmów? Zdarza mi się oglądać filmy zdecydowanie dużo częściej niż weryfikować to, czy posiadam tę kurtkę, czy nie. Dobra, Igorze, jesteś naszym gościem i gość

ma swoje przywileje. Tym przywilejem, jeżeli chodzi o przynajmniej pierwsze odwiedziny w podcaście, jest wybór filmu. Wybrałeś dla nas Dark City, Mroczne Miasto z roku 1998. Amerykańska produkcja w reżyserii Alexa Projasa. Pana, który jest znany, mógł być znany z reżyserii Kruka oraz później iRobot. Czyli iRobot. Czyli iRobot, jakby ktoś ten po angielskiemu nie pamiętał. I później troszeczkę jego kariera przygasła, powiedzmy, ale zostawił po sobie niezłe artefakty. Czy opowiesz nam tak

bez spoilerów, zachęcająco o Dark City? Jasne. Dark City... To film prezentujący historię bohatera, który radzi sobie, a przynajmniej próbuje sobie radzić z rzeczywistością, której nie rozumie. Bohatera, który budzi się bez wspomnień, w miejscu, którego nie zna, otoczony osobami, których nie zna i próbujący poradzić sobie z tą rzeczywistością zastaną i z niebezpieczeństwem, które w tym mieście na niego czyha. Wybrałem ten film ze względu na to, że bardzo wpasowuje się w taką niszę filmową,

którą bardzo lubię. To była seria filmów, które działy się i pojawiały pod koniec XX wieku, które dotyczyły podobnych tematów. Na pewno o wielu z nich wspomnimy w trakcie naszej rozmowy i naszej dyskusji. I jest to moim zdaniem bardzo niedoceniany film, który zasługuje na dużo, dużo więcej zainteresowania oraz rozmawiania o nim. Niestety pojawił się w okolicy kilku naprawdę dużych produkcji o bardzo podobnym temacie, które całkowicie przejęły dyskurs.

I to nie jest umniejszanie tym produkcjom, ponieważ te filmy, o których wspomniałem, są również rewelacyjne. Aczkolwiek ten taki mały, zapomniany klejnot kina noir, kina sci -fi jest bardzo bliskimi. Dlatego chciałem z wami o nim porozmawiać. Twój opis filmu był taki bardzo ogólny, ale w tym szaleństwie jest metoda. To trzeba przyznać.

Film wrzuca nas na głęboką wodę i musimy się w nim odnaleźć tak jak właśnie ten główny bohater, więc mówienie tutaj coś więcej, no to to już jest kwestia troszeczkę niszczenia niespodzianki. Łukaszu, jaka jest może twoja historia z filmem Dark City? Słyszałeś, kojarzysz? Dopóki nie powiedzieliście, że oglądamy ten film, nigdy wcześniej o nim nie

słyszałem i... Nawet tak naprawdę nie kojarzyłem nazwiska tego reżysera, w sensie kojarzyłem właśnie film Ja Robot czy Kruk, ale nigdy w mojej pamięci nie odbiło się jego nazwisko, więc spotkanie z Dark City, z Mrocznym Miastem, to było moje pierwsze spotkanie z tym filmem. No i jeżeli chodzi o mnie, to przyznaję, że na pewno nie słyszałem o tym... w okolicach premiery, albo nawet później, kiedy się odkrywało właśnie dużo z takich teraz już tuzów kinematografii lat 90.

i wczesnych 2000. Posłyszałem o tym filmie jakiś czas temu, też przez kogoś, drogą poczty pantoflowej. Mówię o tym, bo ta osoba, gdy opowiadała o tym filmie, porównywała go oczywiście mocno do właśnie innych filmów, ale tak... no w sposób konkurencyjny, co wydaje mi się tutaj nieproduktywne, jeżeli chodzi o odkrywanie tego filmu, bo to nie chodzi o to, żeby komuś zabrać, tylko żeby odkryć jakąś unikatowość, którą ten film zdecydowanie ma.

Więcej nie możemy powiedzieć bez uwolnienia spoilerów, więc zachęcamy do obejrzenia i słuchania dalej, albo oczywiście, jeżeli jesteście odważni, no to słuchajcie dalej, za chwilkę wracamy. Od siebie chciałem dodać, że jeśli macie wybrać sposób, w jaki obejrzeć ten film, osobiście polecę wersję reżyserską. Ze względu właśnie na ostrzeżenie o spoilerach, wersja kinowa, czyli pierwotna wersja, w jakiej ten film się pojawił, spojluje sporo istotnych elementów fabuły, monologu otwierającym.

Wersja reżyserska moim zdaniem jest lepszym sposobem na wejście w to, co Dark City miało prezentować jako film. Tak, zdecydowanie. To też jest chyba ogólna rzecz, że lepiej zawsze sprawdzać wersje reżyserskie. One są mniej znane, ale to jest to, o co temu twórcy chodziło najczęściej. Ale tak jeszcze szybko wracając do tego porównywania tego filmu do innych, to jest trochę tak jak z filmem, o którym mówiliśmy kilka odcinków temu,

czyli japońskim Cure. Mówienie o tym filmie Japońskie 7. no to jest totalne umniejszanie temu filmowi. No więc tak samo, no tutaj mówiąc o tym filmie dzisiejszym, Dark City, no trzeba powiedzieć, że istnieje opinia, że jest to gorszy Matrix. Co chyba obalimy tutaj. No jest to film zupełnie inny, więc jakby porównywanie ich to jest te przysłowiowe porównywanie jabłek i bananów. Myślę, że porównywanie ich tylko i wyłącznie dzieje się dlatego, że powstały prawie, że w tym samym

czasie. Adresują pewne podobne tematy, ale znowu, wydaje mi się i zgadzam się tutaj z wami, to było bardziej znamienne dla tej epoki, jeśli chodzi o kinematografię, właśnie taką sci -fi, taką bardziej eksplorującą mroczne elementy, niż jakakolwiek inspiracja, tym bardziej, że Dark City wyszło wcześniej i było projektem według tego, co wiemy od reżysera, od ludzi, którzy pracowali nad tym filmem, bardzo mocno odseparowanym

od tego typu inspiracji. Inspiracje reżysera sięgały dużo wcześniejszych rzeczy, a to w jakiej epoce wyszły i w jakim towarzystwie, to nie jest jego wina. I nastąpiła niestety klapa. Jeżeli już mówimy troszeczkę o tym wydaniu, to jest to jeden z powodów, dla których o tym filmie nie słyszeliśmy. Nie wgłębiałem się może za bardzo w historię, ale wydaje mi się, że to jest jedna z tych historii, która po prostu się przydarza.

Po prostu film nie zagryzł, jak to się mówi, nie znalazł swojej publiczności, ale teraz po jakimś czasie zostaje odkrywany przez albo tą publiczność, która go ominęła kiedyś, albo przez zupełnie nową publiczność, która nie ma tej historii i nie musi porównywać tego na siłę z całą tą falą. To jest jeden z tych nurtów, fali egzaminowania amerykańskiego snu, tylko że tym bardziej w kierunku sci -fi, coś co rok później właśnie zrobiłby

też Matrix. Oba filmy oczywiście mają wiele punktów wspólnych, ale też wiele punktów oddzielnych. I ten styl noir, no to jest coś, co rzuca się od razu, prawda? Ten klimat noir to jest jawny taki unikatowy element tego filmu. I widzimy go od pierwszych minut. Więc teraz może opowiedzmy troszeczkę o początku. Film, tak jak mówiłeś, ocieka tym klimatem noir z ciekawym twistem, co jest związane też z dalszą fabułą. Natomiast główny bohater budzi się oczywiście w ciemności,

w pokojowym hotelu. Jest zdezorientowany, jest zdecydowanie poruszony sytuacją, w którą jest, ponieważ nic z niej nie rozumie. W tymże hotelu znajdują się zwłoki. zamordowanej kobiety. A tylko wyjdę ci słowo, bo tu jeszcze jest motyw i to jest ważne, że on się budzi w łazience, w wannie wypełnionej wodą. Oczywiście, tak, tak, bardzo. Dokładnie, więc mamy kolejne elementy tylko i wyłącznie dodające tej konfuzji do całej sytuacji. Nic nie jest na miejscu, nic nie jest

takie, jak być powinno. Wszystko jest częścią czegoś, co mogłoby wyglądać na finisz bardzo burzliwej nocy, której nic nie pamiętasz. I od razu w takim razie to nas bardzo dobrze ustawia na temat tego, gdzie jesteśmy razem z bohaterem. Jego konfuzja jest naszą konfuzją, jego problem i brak zrozumienia sytuacji jest dzielony z nami, więc dla mnie to był taki moment natychmiastowego

nawiązania relacji z tym, co widzimy. Nie wiedząc więc, co się dzieje, jak się znalazł w tej sytuacji, znajduje zakrwawiony nóż, który prawdopodobnie był użyty do morderstwa, które zostało popełnione w tym mieszkaniu. podejmuje jedyną racjonalną decyzję, czyli ucieka. Od razu jest ścigany przez policję i od razu wypada na ulicę tytułowego Mrocznego Miasta, które adekwatnie do nazwy jest spowite ciemnością, jest posępne, jest mokre oraz wszystkie inne tropy, które odpowiadający

tematycy noir świat powinien posiadać. Mamy takie piękne Ujęcie wprowadzające do tego pokoju, w którym właśnie się budzi nasz główny bohater, czyli John Murdock, grany przez Jamesa Sewella, który jest znany raczej chyba z niczego, raczej z ról drugoplanowych. Jest to raczej aktor dalej nieznany i w tą postać wciera się raczej brawurowo, pięknie oddając tą konfuzję obudzenia się bez pamięci, bo o tym też trzeba wspomnieć. Jest on jawnie zagubiony w tym, gdzie się odnajduje.

I to jest super, a propos tego aktora, którego nie znamy, że ja też od razu wchodzę w tą sytuację, że to nie jest znana twarz, to nie jest, że znowu gra to jakiś, nie wiem, Leo DiCaprio czy ktoś, tylko mam aktora, którego nie znam. No, twoja wiedza poza filmowa tutaj nie miesza ci albo nie tworzy ci jakichś oczekiwań, prawda? Tak,

tak, tak. Bo wiem, że... Teraz już może nie, ale wiemy, że niektórzy aktorzy przeszłości jednak kierowali się rolą jakiegoś typu, nie mogli być zbyt źli na przykład, no bo to źle wpływa na wizerunek i tak dalej. No ale James tutaj jest troszeczkę taką białą płachtą na człowieku i możemy w nim wpisywać wiele rzeczy. I ten film przez długi czas gra właśnie tym początkiem i tym, co jest nam o nim powiedziane. kontra tym,

jak on się zachowuje i co robi z tą wiedzą. Ale zacząłem mówić właśnie o tym wprowadzeniu, bo ten film jest wypełniony efektami specjalnymi, ale Souto przyznaje efekty specjalne na takim idealnym poziomie niezauważalności. To jest mikstura pomiędzy miniaturami a efektami komputerowymi

i często nie widać, gdzie są te granice. A przez to, że są używane miniatury, które ok, widzimy, że to są miniatury, ale one są zrobione tak idealnie i oświetlone tak idealnie, że to całość dodaje takiej nierealności tego miasta, co wydaje się być zamierzone. I też mamy wstęp do ścieżki dźwiękowej, która na początku, przyznaję, jest raczej nietypowa, jeżeli chodzi o to, w którą stronę ten film zmierza, ale mamy taką sekcję dętą, która tak wzbiera,

robi takie crescendo. I mówiąc po pierwszej nutce, Matrix. To jest dźwięk z Matrixa, ten budujący dęciak. To jest coś, co niecały rok później było wykorzystywane parę razy w Matrixie, więc rozumiem te porównania. Jest to ten niesamowity zbieg okoliczności, kiedy artyści po prostu znajdują efektywny środek, żeby wyrazić jakąś emocję, czyli... zaniepokojenie, tajemnice, niepewność

i to tutaj działa. I tych zbiegów okoliczności i rzeczy, które nimi również nie były, na pewno moglibyśmy się doszukać więcej, gdybyśmy bardzo dokładnie obejrzeli obydwa te filmy. Jeśli dobrze pamiętam, przeczytałem, że nawet część setu, który był wykorzystywany w Dark City, pojawił się później w Matrice, w różnych miejscach, ze względu na znowu pewne podobieństwa tematyczne i klimatyczne. Można było faktycznie niektóre

te elementy użyć ponownie. Natomiast wspomniałeś o udźwiękowieniu, wspomniałeś o muzyce i tak, te początkowe dźwięki, ta początkowa sekcja dęta wydaje się być troszeczkę nie na miejscu i troszeczkę myląca, co moim zdaniem świetnie wpasuje się z powrotem w to, jak mamy myśleć o tym filmie i jak bohater się czuje na jego początku. Rzeczy nie są do końca takie, jak powinny być. Widzimy tą rzeczywistość noir, widzimy te ulice, widzimy te stare pojazdy, ale nie wszystkie są tak stare,

jak powinny być. Niektóre wydają się wyprzedzać tę epokę. Widzimy bary, widzimy inne tego typu miejsca rozsiane po ulicach tego miasta i nie wszystkie wyglądają tak staro, jak powinny wyglądać, biorąc pod uwagę moment, w którym wydaje nam się, że ta fabuła powinna się dziać. Stąd też te pewne decyzje, moim zdaniem, które budują nam dysonans w tym, jak patrzymy na ten film i jak go słyszymy, wydaje mi się być bardzo celowe.

A propos właśnie tego wykorzystania, takiego przemieszania elementów przyszłości, czy teraźniejszości i przeszłości w celu zbudowania wizji przyszłości, jest to według mnie genialny ruch twórców, bo ten film... Oglądając go nie mam poczucia, że to jest film sprzed dwudziestu kilku lat. On świetnie się zestarzał. Tak jak w zeszłym roku oglądałem w kinie Matrixa, to czuć, że ten film, ta nowoczesność nie wygląda tak, jak to Matrix przewidywał. A tutaj czuję, że ten film gdzieś

tak potrafi płynąć poza czasem. Że to jest taki sam zabieg jak w Hair Spajka Jonesy. Że tam też to było elementy przeszłości jakoś zmiksowane, żeby stworzyć przyszłość. To jest na pewno fajna rzecz w tym filmie. No właśnie, wracając do naszego głównego bohatera, pana Murdocha, budzi się bez pamięci, co jest nam i mu przekazywane przez film, przez realia filmu, jest to, że popełnił zabójstwo. Jest mordercą. Jest zakrwawiony nóż,

są zwłoki. Jest policja, która jest od razu na jego tropie i jak się dowiadujemy później, morderstwa były seryjne, więc to nie jest przypadek, że byli w tym miejscu, to nie jest przypadek, że tropią go konkretnie, co buduje bardziej taką pewność, albo inaczej pogłębia podejrzenie, że to faktycznie może być jego wina. W trakcie ucieczki John, wchodząc do pokoju, strąca akwarium z rybką. I zszokowany podnosi tą rybkę, wrzuca ją z powrotem

do wanny. Co jest później podłapane przez postać drugoplanową, ale ważniejszą, przez którą też odkrywamy ten świat, czyli detektywa Franka Boomsteda, nagranego przez Williama Hurta, którego ostatnio możemy znać z Marveli, ale wcześniej, kiedyś Altered States to był jego... Ten wehikuł, który doprowadził go do uznania. I on komentuje właśnie ten fakt. Jaki morderca znajduje czas, żeby uratować rybkę? I to jest jedna z tych rzeczy, która nam podpowiada, że ktoś nas tutaj oszukuje. Coś się

nie zgadza. Coś jest bardzo nie tak. Rzeczy się nie kleją. I obaj kwestionują to, co się dzieje. Jest jakaś taka głęboko zakorzeniona, głęboko zakorzeniony brak zrozumienia i brak akceptacji tej rzeczywistości, a raczej jej detali, prawda? Ponieważ jako taka jest kupowana i jako taka jest przyjmowana jako zastany świat, w którym trzeba coś zrobić, ale przy przyłożeniu lupy ona się zaczyna sypać. I właśnie jest kilka postaci, więcej niż tylko te, o których już wspomnieliśmy.

które postanawiają pociągnąć za tą nitkę i zobaczyć, w jaki sposób ta tkanina się porwie. Nie wszystkie są zadowolone z tym, co widziały i nie wszystkie postanawiają robić to dalej i iść tym głębiej, ale taka jest natura poznania tajemnicy Mrocznego Miasta. Tak jest. Oglądając wersję reżyserską, no to jakby wtedy poznajemy ten film taki, jaki powinien być. Że no właśnie wersja kinowa po pierwsze sprzedaje nam na początku, co to ma być, że ewidentnie studio się przestraszyło.

Odbiorca masowy może nie przyjąć tego, biorąc pod uwagę, jak konfundujący jest start. Tak, tak, tak. I koniec zresztą też. Też. Cały ten film jest. Nie daje ci jasnej odpowiedzi, co jest mało satysfakcyjne dla niektórych. Znaczy moim zdaniem daje jasną odpowiedź, ponieważ jedyne pytanie, które było istotne w całym tym filmie jest zaadresowane, ale nie ma takiego punktu happy ever after, tak? Tak, tak. Mimo, że funkcjonalnie moim zdaniem on tam jest. No tak. No i to też

był zamysł reżysera. No to mówi, jemu chodziło, żeby zrobić takie zakończenie filmu, po to, żeby ten film zostawił ludzi z jakimiś pytaniami. Po to, żeby ludzie mogli się sami zastanawiać, dyskutować, że do kogoś to trafia, do kogoś nie. I jest to świetny przyczynek do dyskusji. Co było dalej? Ucieczka naszego głównego bohatera rozpoczyna telefon od kogoś, kto się przedstawia jako doktor David Schreber. Jest to postać grana przez Kiefera Sutherlanda przed 24, przed tą

jego wielką karierą. W momencie, w którym raczej grał takie właśnie mniejsze role, gdzieś tam poboczne. Nie żebym był jakimś wielkim fanem wcześniej, ale po tym filmie myślę, że widzę ten potencjał. To jest bardzo taka, mi się wydaje, niecharakterystyczna rola na takiego białego mężczyznę, jeszcze w śle wieku. To jest postać właśnie doktora, który jest jednak zniszczony. Zniszczony fizycznie, ale również moralnie, duchowo. I gra go, powiedziałbym, że w odpowiedni sposób

przerysowanie. Często jak mówi, to wydaje się, że traci oddech, musi brać takie częste wdechy, ma właśnie tam opadającą powiekę, mówi w pewnym momencie, że ma słabe serce, kuleje. On ewidentnie zachowuje się jak o wiele starszy mężczyzna, że nawet jak tą rolę otrzymywał, to zastanawiał się, czy czasem reżyser nie pomylił Sutherlandów, że to nie powinien grać jego ojciec, no bo przecież Kiefer Sutherland wtedy... Miał około 30 kilka

lat, 30 coś, tak. Myślę, że tutaj trafiłeś w punkt, który się bardzo dobrze wiąże z tajemnicą tego miasta, bo dokładnie to samo możemy powiedzieć żonie bohatera, która z drugiej strony też wydaje się być osobowościowo dużo starszą osobą niż Jennifer Connelly, którą widzimy na ekranie. Co też powoduje pewien klasz wizualny, kiedy widzimy naszego bohatera, widzimy to, czym się mierzy i widzimy tą kobietę, z którą rzekomo jest od lat. Coś jest bardzo nie tak z logiką

tej sytuacji? Natomiast wracając do Kiefera, zgadzam się, że była bardzo zaskakująca wrażliwość i w pewnym sensie słabość postaci, tego jak on prezentował. Jego przerysowanie właśnie polega w dużej części na tym, że on posiada dużo większą wiedzę i kompetencje, niż jego zachowanie, jego manieryzmy pokazują. I to jest... Też faktycznie inne od tych postaci akcyjnych, z których go

możemy bardziej kojarzyć. I tak samo zwróciło to na mnie dużo większą uwagę niż jego późniejsze role, które były moim zdaniem bardziej płaskie, niż bardziej zniuansowana, bardziej subtelna rola jego umiejętności, które pokazał w Dark City. I on rozpoczyna tą ucieczkę i poszukiwanie. Bo on mówi naszemu bohaterowi, Murdockowi, Oni idą po ciebie. Oni cię szukają. Uciekaj teraz. Oni. W oryginalnej angielskiej formie strangers. Te osoby są tak określane. Co moim zdaniem dobrze

podsumowuje tę grupę. Mamy więc naszych antagonistów. Mamy odzianych w czarne płaszcze. Co znowu? Pachnie Matrixowo? Ale... I gestapo. I gestapo, tak. Unikalny pod innym względem. To są skrajnie bladzi, łyse osoby z charakterystycznymi kapeluszami.

Znowu mamy mocną noirową stylistykę, która miesza się z elementami ewidentnie wampirycznymi w stylu Nosferatu, ale i troszeczkę dużo bardziej modernistycznymi, jakby współczesnymi, jakby o tym pomyśleć, ponieważ nie są to te wełniane tręczkołty, które znamy. ze starych filmów czarno -białych i ewidentnie sprawiają wrażenie grupy, która trzyma kontrolę, która zawsze jest tam, gdzie chce być i zawsze

wie, co robi i zawsze wie, kogo szuka. Więc mamy ten kontrast pomiędzy naszym bohaterem, który absolutnie nic nie wie i nie wie, gdzie się zaczepić, w porównaniu do antagonistów, którzy zawsze się wydają być dokładnie tam, gdzie chcą, kiedy chcą, gotowi na wszystko, co ma się tam wydarzyć. No i też oni potrafią latać. To też trzeba powiedzieć. No i są bezpłciowi. Tak. Tutaj nawet kiedy mamy kobiety grające tych antagonistów, to są dubbingowane przez mężczyzn. Ale no wyglądają, możemy po rysach

twarzy poznać, że to może być kobieta. Ale jakby w filmie chodzi o to, że oni nie mają płci. Tak, tak. Mamy postaci, które mają bardziej męską prezencję, bardziej damską prezencję, ale wydają się takim monolitem, jeśli chodzi o jakąkolwiek tożsamość, która mogłaby się przebijać, a która się niespecjalnie przebija. Mają swoje unikalne tytuły, Mr. Book, na przykład Mr. Hand, które nic nam specjalnie o tych osobach nie mówią,

co też jest takie fundamentalne. Nie licząc tego, że mamy paru charakterystycznych aktorów, którzy odgrywają te osoby, każdy z nich jest taki jak pozostali. Łukaszu, no wspomniałeś, zaspoilowałeś. że strangersi potrafią latać i strangersi posiadają jedną bardzo ważną zdolność, jeżeli chodzi o ten świat przedstawiony. Co to jest? Domyślam się, że masz na myśli usypianie ludzi. Usypianie i coś, co oni nazywają tunowaniem, tak, dostrajaniem, gdzie oni potrafią sprawić, że cały świat przedstawiony

zasypia. Maszyny stają, ludzie upadają gdzie stali i zasypiają jak kamienie, nic nie jest w stanie ich obudzić, ale również potrafią zmieniać tą rzeczywistość. Wydaje się, że siłą woli potrafią sprawić, że drzwi, których przed chwilą nie było w jakiejś ścianie się pojawiają. I tutaj nam dodaje to taki element, no oczywiście, że ponadnaturalnej, ale ta szala. pomiędzy naszymi antagonistami a naszym protagonistą wydaje się tutaj niemożliwa

do wybalansowania. Osoby czy postaci, które właśnie mają kontrolę nad wszystkim kontra osoba, która nie ma nawet kontroli nad tym, kim jest. Dokładnie. Jedna taka postać, jeden taki antagonista już by zaburzył jakikolwiek balans pomiędzy osobą, którym my kibicujemy. a wrogą stroną. Ale mamy całą grupę, całą, wspominając wcześniej, rzesze, nawet bym powiedział, osób, które działają przeciwko

niemu. Więc jak on może coś osiągnąć przeciwko tak zorganizowanej, tak potężnej grupie, która dosłownie może kształtować rzeczywistość według swojej własnej woli? Otóż to jest właśnie pytanie eksplorowane przez ten film. To jest jedna z

głównych osi. Walka z tą beznadziejnością jego sytuacji, walka z szukaniem swojej własnej tożsamości oraz sposobu na to, jak mimo tych wszystkich przeszkód użyć swojego ducha, swojego człowieczeństwa i wszystkiego, co idzie w parze z tymi pojęciami, do tego, żeby odzyskać odrobinę kontroli i postawić się tej bezdusznej maszynie, która rządzi tym miastem. To jest właśnie to zawiązanie neo -noir

tego filmu, prawda? Budzimy się w sytuacji, o której nic nie wiemy, no i musimy odnaleźć nie tyle prawdę o sytuacji zastanej, jeżeli chodzi o te zwłoki i podejrzenie, które jest błyskawicznie rzucane na naszego bohatera, co na to, kim ten bohater jest. I od tego zaczyna w sumie ten bohater, że tak układając sobie te klocuszki po scenie, stara się znaleźć właśnie, jakie jest jego miejsce i jaka jest jego rola. Zaczyna od nazwiska, gdzieś widzi w zeszycie w hotelu, że jest podpisane

jako J. Murdoch. Później eksploruje, co może być za słowem J. w witrynie, próbując różne słowa, co tak, jak o tym sobie teraz myślę, jest takim zwiastunem tego, gdzie ten film zmierza. On próbuje

wyczuć. On próbuje wyczuć swoje imię, co jest wydaje się takie bardzo niewinne, troszeczkę może nawet zabawne, bo tam jest ujęcie na jakąś osobę sprzątającą, która na niego patrzy, jednak jak na troszeczkę obłąkanego, jak on tam chodzi w to i we w to przy tej witrynie i próbuje mówić, że hej, jestem Jake Murdoch, hej, jestem Joshua Murdoch, czy cokolwiek, prawda? W końcu dowiaduje się, że jest John Murdoch, najbardziej neutralny z... imiona Jay i dowiaduje się też, że ma żonę.

Żonę, o której wspomniałeś Igorze, graną przez Jennifer Connelly, która jest śpiewaczką, ale jej głównym zadaniem wydaje się, że w tym świecie jest kochać męża. To prawda. Redukcja jej osoby do tego jednego elementu jest kolejną rzeczą, która zwraca uwagę. Mała dygresja, dlaczego warto obejrzeć wersję reżyserską? ponieważ w wersji reżyserskiej utwór, który wykonuje Jennifer Connelly, używa jej własnego głosu i jej własnej rendycji utworu Sway. Wersja kinowa natomiast była dubowana

przez inną wokalistkę. Z jakiego powodu? Ciężko mi to powiedzieć. Wykonanie Connelly nie ma żadnych, moim zdaniem, problemów i wszelkiego rodzaju niedoskonałości, tylko lepiej... moim zdaniem komplementują to, jak wygląda jej sytuacja, jak wygląda konstrukcja tego świata. Zdecydowanie, zdecydowanie. No i też Jennifer Connelly ma taką energię noirowej femme fatale, ale bo powiedziałeś, że ona jej jedynym zadaniem jest kochać męża.

Ja mam z tym problem, bo ja myślę, że ona też, podobnie jak nasz główny bohater, też nie wie, co się dzieje. Bo po pierwsze, ona się z tym mężem pokłóciła. I on nagle zniknął na trzy tygodnie, po czym kiedy go spotyka, to najpierw dowiaduje się, że on jest oskarżony o morderstwo i to jeszcze seryjne morderstwo, że jest to już piąta ofiara, a po drugie, kiedy go spotyka, on jest zupełnie innym człowiekiem niż człowiek, którego znała te trzy tygodnie temu. I jakby nikt nie wie,

gdzie on był. Ona nie wie, gdzie on był, on nie wie, gdzie on był. Dlatego nie zgodzę się z tym, że jej zadaniem jest tylko kochać męża, a że może jej rolą, gdybyśmy włożyli ten film w jakieś takie ramy klasycznego kina z lat 40., no to może byłaby tą żoną, ale nie byłaby tą femme fatale. A teraz mamy kobietę, która ma wszystkie cechy femme fatale, powiedzmy wizualne, ale zachowanie jest zupełnie inne. Ja powiem coś bardzo radykalnego.

Uważam, że obydwoje macie rację. I uważam, że jest to celowy zabieg w tym, jak ten film był skonstruowany, jak jej postać była skonstruowana. Ze względu na to, że tego typu nieścisłości są tymi elementami, które właśnie budują w postaciach, które eksplorują dziury w tej rzeczywistości, te same wrażenia. I znowu, tak, nam się to nie skleja. Z jednej strony mamy diwę. która oczywiście byłaby tą kobietą, która wbiła szpikulec w szyję swojemu byłemu mężowi albo siedmiu swoim byłym

mężom w typowym filmie noir. Z drugiej strony mamy kobietę, która jest oddana swojemu mężowi, którego nie ma i którego oskarżają o morderstwo. Z trzeciej strony mamy znowu osobę, która wydaje się znać go od lat i być z nim od lat, ale zdecydowanie nie jest wystarczająco stara na posiadanie takiej z nim historii. Te sprzeczności, te konfliktujące ze sobą elementy charakteryzacji piętrzą się. I kiedy mając to w głowie zaczniemy się przyglądać innym osobom, dokładnie to samo zacznie wychodzić.

Więc to, że patrzymy na tę samą postać i interpretujemy ją zupełnie inaczej, świetnie wpasowuje się w to, jak konstrukcja tego filmu każe nam myśleć o tych osobach. I wyjaśnienie, które się znajduje później, bardzo jasno nam waliduje. te konflikty, te wszystkie niezgodności, które tam wychodzą. Tak, jeżeli chodzi o szukanie tych niezgodności, no to nikt lepiej teoretycznie nie szuka niezgodności

jak detektyw. I wspomnieliście tutaj o tym, że postać grana przez Jennifer Connelly, czyli Emma Murdock, dowiaduje się właśnie od detektywa o domyślnych, niecnych czynach męża. I on w trakcie tej rozmowy, no oczywiście... próbuje odnieść się, dowiedzieć paru rzeczy, jak długo jesteście razem, wtedy publica są tłumaczona, te całe backstory, które te postaci mają, ale zarazem zwraca uwagę na to, że jej postać bawi się pierścionkiem. I mówi to wprost, jakbyś nie była przyzwyczajona

do noszenia pierścionka. I ona mówi, nie, nie, nie, od trzech lat, czy tam ilu lat pierścionek, nigdy go nie zdejmuję. I to jest taki piękny trop, którego nie ma w wersji kinowej. I tutaj może zróbmy w sumie już taką poważniejszą dygresję, jeżeli chodzi o tę wersję, bo tak tańczymy wokół tego tematu i powiedzieliśmy o tym, że wersja kinowa zdradza bardzo dużo, ale są też dwie według mnie inne, równie znaczące wyróżniki pomiędzy

tymi dwoma wersjami. Jedna to tempo. Jeżeli chodzi o wersję kinową, mimo że różni je ledwo 10 minut, czy tam 15 minut z hakiem, to okazuje się, że ucinając po parę sekund tu, parę sekund tam, otrzymujemy nie już taki lekko senny noir mężczyznę chodzącego po mieście, eksplorującego rzeczywistość, rozmawiającego z ludźmi, co otrzymujemy naprawdę... pędzący, rozedrgany thriller. I to widać zwłaszcza

na tym początku. Bo później oczywiście sytuacja się normuje i emocje jednak muszą wziąć górę, więc oczywiście, że ten montaż jest szybszy. Ale jeżeli chodzi o tę różnicę w odczuwaniu początku, no to to było coś, co mnie bardzo zdziwiło. Jak pędzi wersja kinowa i jak odmienne wrażenie sprawia

do wersji reżyserskiej. Dokładnie tak jak mówisz, to jak zmontowane są inaczej te sekwencje, to jak dużo cięć jest, jak drastycznie zmieniamy punkty widzenia, jak panicznie kamera próbuje podążać za tą sytuacją, zupełnie zmienia odbiór i wpływa to bardzo na to, jak mamy myśleć o sytuacji bohatera i jak mamy myśleć o rzeczywistości,

w której się znajduje. Pytanie, która z nich jest lepsza, to jest oczywiście bardzo subiektywne pytanie, ponieważ to, czy chcemy być rzuceni w wir konfuzji, również wizualnej, jeśli chodzi o montaż, razem z bohaterem, czy wolimy być bardziej tym zewnętrznym obserwatorem, który widzi osobę z naszej perspektywy w tempie bardziej stabilnym, no to to już musimy sobie odpowiedzieć sami.

Natomiast tak, prezentuje to zupełnie inne decyzje, więc mimo, tak jak mówiłeś, niedużych różnic w długości samego filmu, to jak prezentowane są te sytuacje, rezultuje w zupełnie innym odczuciu tego, jak jesteśmy wprowadzani w ten świat. Tak, tak. A druga rzecz różniąca te dwie wersje, no są to właśnie te detale. Czyli ta rozmowa o pierścionku, która się nie wydarza w wersji kinowej i parę innych takich właśnie uwag, które zostały ucięte,

by zyskać ten czas. No tutaj robią sporo, bo żadna z tych postaci nie jest głęboko eksplorowana. To jednak są raczej takie pionki, które są poustawiane świadomie, to już możemy powiedzieć, raczej są bardziej płaskie niż trójwymiarowe i każda z tych takich dygresji, ich myśli, jest tutaj troszeczkę na wagę złota. Więc o ile ja nie odżegnowałbym się od wersji kinowej i wydaje mi się, że jest to nadal wersja, która jest najbardziej dostępna.

Podejrzewam, że jeżeli byśmy znaleźli ten film na VOD, to właśnie taka wersja będzie nam udostępniona. Jeżeli trafi na streamingi, podejrzewam, że również. To jest już kwestia logistyczno -biznesowa, ale zdecydowanie warto poszukać tej wersji reżyserskiej. Jasne, to jest coś, co chciał widzieć ostatecznie twórca, ale też daje nam inny smak tej historii. Więc obie są wartościowe, ale chyba ta reżyserska

jest troszkę bardziej wartościowa. I to jest tylko i wyłącznie moja teoria, natomiast być może to jest powód, dla którego dostajemy w wersji kinowej ten monolog, ponieważ te wszystkie subtelne charakteryzacje, te wszystkie rzeczy, które mogłyby nas poprzez Show Don't Tell informować o kierunku tego filmu i o tym, co tak naprawdę leży u podstaw tej rzeczywistości, zostały usunięte. Więc padła obawa, że bez tych drobnych tropów, bez tych drobnych elementów ludzie mogą nie połapać się

oglądając film? O co tak naprawdę może chodzić? Ja bym po prostu powiedział, że tutaj trzeba po prostu patrzeć z perspektywy pieniędzy i wytwórnia New Line Cinema była jeszcze przed Władcą Pierścieni. Więc ten film to jest 98 rok. Wydali na niego 27 milionów dolarów, więc patrząc na... To 98 rok, no to było dużo pieniędzy. Nie wiem jaki jest to dokładny ekwiwalent dzisiejszych budżetów, ale była to super produkcja. Też patrząc jak

ten film wygląda, wygląda fenomenalnie. I tak dużo mówimy o tej wizualnej stronie i to trzeba podkreślić. Zdjęcia robił Polak, Dariusz Wolski. Także szukając polskich nazwisk znajdziemy je bardzo szybko. Polska góra! W miarę szybko ten film pokazuje nam ten swój twist, który polega

na tym, że te postaci są sfabrykowane. Nie na zasadzie ci ludzie nie istnieją, ale te osobowości, te imiona, te wspomnienia, to wszystko jest stworzone sztucznie przez właśnie doktora, granego przez Kiefera Sutherlanda, na życzenie Strangersów. Nie wiemy do końca dlaczego, ale widzimy doktora, który produkuje właśnie te wspomnienia, mówi o tym, o ciekawe co tutaj jest, troszeczkę jakiegoś nieszczęśliwego dzieciństwa i tak dalej, i tak

dalej. Tworzy jakąś historię, która, dowiadujemy się, jest wstrzykiwana bezpośrednio w mieszkańców i to tworzy ich rzeczywistość, prawda? Więc... Tutaj ta nieścisłość pomiędzy tym, jak niektóre osoby wyglądają, albo jak się zachowują, kontra to, jakie role odgrywają, to jest to jakby rozwiązanie. To jest wielki eksperyment przez strangersów oraz doktora, by odnaleźć co? By odnaleźć duszę ludzką. Tak, by zabudelkować ducha ludzkości. Podzieje się, że jest wstrzykiwane, no i literalnie

jest to wstrzykiwane w czoło. Myślę, że warto też rozważając postać głównego bohatera, powiedzieć o tym twiście, kiedy strangersi chcą powiedzieć mu and now sleep, a on nie zasypia. Tak. I to jest istotne, że ten bohater jest odporny na działanie strangersów. To jest zarówno odpowiedź na to, dlaczego jego wspomnienia są tak bardzo poszatkowane. Bo on w miarę jak eksploruje mroczne miasto, spotyka się z ludźmi albo widzi jakieś artefakty, które teoretycznie powinny mu coś

mówić, ale zarazem on odczuwa tą niezgodę. I jest tam tłumaczone, on się obudził w trakcie tego procesu. Czasami to się wydarza, ktoś się przebudza, jeżeli chodzi o pana Murdocha, nie udało mu się zaaplikować znowu tych wspomnień, więc jest de facto osobą bez wspomnień. Jedyną w tym całym mieście i przez tą unikalną charakterystykę widzi te szwy. Widzi to, co się nie zgadza w

tej rzeczywistości. Może nawet widzi je dużo bardziej wyraźnie, ponieważ tak, detektyw Bumstead, a przynajmniej osoba będąca w tej iteracji detektywem Bumsteadem, wie o seryjnym mordercy. Inne osoby, które spotkamy, będą świadome mordów, które zostały popełnione. Mardock nie dostał tej osobowości, więc on budzi się w sytuacji, gdzie w każdej innej wersji John Mardock zobaczyłby swoją ostatnią ofiarę. i uciekałby przed policją, będąc pełni swoich morderczych kompetencji, a w tym wypadku

jest całkowicie zgubiony. I tak, ta eksploracja faktycznie staje się przez to cierniem w boku Strangersów, ponieważ nie dość, że obudził się, to jeszcze udało mu się uciec, więc nie udało im się naprawić tej sytuacji na miejscu. Normalnie dopadliby go, uśpili z powrotem, wstrzyknęliby, co mieliby mu wstrzyknąć. i eksperyment byłby

kontynuowany zgodnie z ich zamierzeniami. Tymczasem Mardoka nie da się uśpić i nie dość, że nie da się uśpić, okazuje się, że jest jeszcze bardziej wyjątkowy niż tylko i wyłącznie odporny na ich technologie, magię, jakbyśmy tego nie nazwali. Mardok jest odporny na usypianie, widzi szwy, którymi spięty jest ten świat, ale ma jeszcze jedną zdolność. O co chodzi z tym, że on potrafi, nie wiem jak to powiedzieć, lewitować rzeczy,

ma jakąś moc psioniczną. To jest rzecz, która sprawia, że stringersi postanawiają zbadać, o co z tym chodzi, więc wstrzykują sobie jego wspomnienia. W tym momencie, pomimo tego, że zniżanie się do poziomu ludzkości poprzez zbudowanie sobie osobowości, która jest efektywnie przeznaczona dla ich laboratoryjnych myszy, jakby na to nie patrzeć, są zmuszeni do tego kroku, ze względu na to, że Murdoch staje się dużo większym zagrożeniem

niż oryginalnie by zakładali. Awansuje z osoby, która się obudziła, zdarza się to rzadko, ale się zdarza, awansuje z osoby, która jest odporna na ich usypianie, co nie powinno się zdarzać nigdy, na osobę, która... czy na używać ich umiejętności przeciwko nim. I to nie jest coś, co mogą przyjąć w jakichkolwiek kategoriach. O ile wcześniej mogliby go bagatelizować, mogliby go spróbować tylko i wyłącznie pojmać, w tym momencie zneutralizowanie jego zagrożenia staje się najważniejszą rzeczą

dla całego kolektywu strangersów. Więc tak, jeden z nich, jak mówią, podejmuje najwyższe poświęcenie po to, żeby... przyjąć wstrzyknięte do swojej głowy elementy osobowości, które budowały oryginalnego Murdoch 'a. Żeby zacząć myśleć tak jak on, żeby zacząć działać tak jak on, co być może będzie kluczem do znalezienia i uchwycenia tego rebelianta. Ale jednak mimo tego drastycznego kroku, nasz

główny bohater wiecznie im umyka. Oczywiście mija chwila, zanim ten nasz stranger, pan ręka, Mr. Hand, który zaczyna grać tutaj taką najgłówniejszą z ról, jeżeli chodzi o fabułę, jako przedstawiciel Strangersów. Odwiedza on Jennifer Connelly, próbując wyczuć, czy ona wie, gdzie jest jej mąż. Później przypomina sobie o istnieniu wujka, ale okazuje się, że główny bohater już tam był i tam też odkrył tą prawdę. To wszystko... tak finalnie i definitywnie waliduje jego podejście. On nie

jest szalony. On nie jest już w tym momencie zawieszony pomiędzy tym panicznym szukaniem punktu spójnego, pomiędzy tym, co on widzi, że nie działa, a tym, co mu mówią, że jest fundamentalnym elementem świata, w którym on jest. On w tym momencie wie, że ma rację. Wie, że faktycznie te wszystkie nieścisłości, te wszystkie drobiazgi, które się nie sklejały, są tam naprawdę i że mogą być łatwo manipulowane przez osoby, które mają takie narzędzia,

które w tym momencie się w nim budzą. Te wszystkie emocjonalne momenty, o których wspominałeś, nawet takie drobniejsze rzeczy, czy typu jego wydobycie portfela z maszyny, gdzie przez przypadek eksplodował coś na małej bardzo skali wtedy jeszcze, to wszystko zaczyna mieć sens, ponieważ on rozumie, że on jest w stanie użyć tych mocy, tych narzędzi, które posiadają Strangersi przeciwko nim, żeby... Może znaleźć swoje prawdziwe ja, a może po prostu przerwać ten cykl, który w tym momencie już widzi

przed sobą. No i właśnie. Prawdziwe ja. To jest bardzo ciekawe stwierdzenie. W filmie, w którym mamy tylko nieprawdziwe ja. Każda z tych postaci jest skonstruowana i każda z nich nie dostaje nigdy czasu, żeby jakoś ewoluować. Tam powiedziano o tym, że ten eksperyment zakłada... wymianę tych wspomnień, wymianę rzeczywistości. Widzimy jak rodzina, która raczej nie grzeszy pieniądzem, w takiej bardzo fajnie opowiedzianej wizualnie scenie zmienia się w rodzinę tak zwaną nowobogacką.

Ich dom rośnie, kominek rośnie, wszystko rośnie, ich stół się rozszerza, ich ubrania są wymieniane na lepszej jakości i oczywiście nowe wspomnienia zostają im wgrane. I po przebudzeniu zachowują się zupełnie inaczej. I tutaj te prawdziwe ja, to jest coś, co ten film eksploruje i na czym jakoś opiera tą swoją nadzieję. Jeżeli chodzi o połączenie męża i żony, takie czysto performatywne, jeżeli chodzi o Strangersów, ale ostatecznie prawdziwe, jeżeli chodzi o jakąś emocję, która

się tworzy pomiędzy tymi dwoma postaciami. Jest scena, w której Jennifer Connelly przychodzi do niego, on jest złapany w więzieniu, jest wizytacja, no i on tak drąży, mówi, że no nie, nie jesteś moją żoną, ja cię nie pamiętam, to po pierwsze, to jest wszystko jakby ułuda. Ona mu mówi nie, bo ja wiem, że cię kocham. I to jest, wydaje mi się, taki moment, w którym pojawia się też jego nadzieja. Że nawet w fałszywym świecie można

stworzyć coś prawdziwego. Tak. Coś, co być może nawet jest dłuższe i potężniejsze niż to, co oni z nim robią. Ja znalazłem w tej scenie sugestię, że to, co ich łączy, to nie jest rzecz, która została zbudowana w tej iteracji i w tym dniu. Że to jest coś, co prawdopodobnie jest echem czegoś wcześniejszego, że poprzednie iteracje ich osób, ich postaci musiało coś wiązać. Coś, co przetrwało tą czystkę mentalną, którą przeprowadzają

Strangersi. Ponieważ to nie jest tak, że tylko ona reaguje emocjonalnie tą więzią i tą prawdziwą emocją w jego stronę. On, trochę szokując samego siebie, prezentuje te same emocje. Czuje tak samo głęboko. Nie fascynacje, nie jakieś momentalne zauroczenie ładną twarzą przed sobą, tylko coś głębszego, coś prawdziwego. Ta scena... Pokazuje nam to, czego nie rozumieją Strangersi właśnie. I ta scena prowadzi nas bezpośrednio do finału, do finałowego dialogu naszego bohatera ze Strangerem.

I to jest piękna scena. Ona nam pokazuje i też zadaje takie pytanie, czy gdyby wymazano nam pamięć, to żebyśmy się zakochali w osobie, którą kochamy. Że gdzieś te emocje są w nas i to one tworzą z nas ludzi. Czuję, że ta scena gdzieś tam pogłębia ten film i sprawia, że on zadaje o wiele więcej pytań niż udziela odpowiedzi. I to jest istotne, bo gdybyśmy się tak naprawdę fundamentalnie zastanowili nad tym, jakie odpowiedzi

daje ten film, to nie jest ich wiele. Ten film i jego główny motyw na temat tożsamości, kiedy już wiemy na koniec, że te tożsamości przepadły, kimkolwiek oni byli oryginalnie, zostało zgubione i nigdy nie wróci. Więc pytanie, kim oni są oryginalnie, nigdy się nie dowiemy. Pytanie, jaki jest cel ich życia i dlaczego działają tak i inaczej, to też nie jest coś, na co dostajemy odpowiedź. To, na co dajemy odpowiedź, to to, że człowiek

to więcej niż suma wspomnień. Prawdziwe, głębokie relacje nie mogą być zredukowane tylko do widokówek, które mamy w głowie bądź na ścianie. I tak, to jest ta dodatkowa głębia, bez której to byłoby po prostu... widowisko noirowe z ciekawymi efektami specjalnymi i twistem na temat tego, jak wygląda ten świat. Ale mamy ten dodatkowy element, mamy tę scenę w więzieniu, mamy ten clash ideologiczny na końcu pomiędzy Murdochiem a Strangerem i to cementuje to jako właśnie coś więcej, coś pełniejszego,

coś bardziej kompetentnego. Coś, co porzuca tą oryginalną oś pod tułem kim jestem i zostawia To nie jest istotne, ważne, że jestem i jest coś więcej niż tylko bycie tutaj w tym miejscu. I bohater na sam koniec przedstawia się swojej w cudzysłowie żonie. Właśnie jak odnajdujecie tą końcówkę? Ja uznałem to za bardzo solidne domknięcie tej historii, ponieważ to jest ten triumf człowieczeństwa nad machiną opresji. To jest triumf nadziei nad beznadziejnością sytuacji

świata, w którym się możesz znaleźć. I to było takie... Definitywne, moim zdaniem, postawienie kropki na końcu zdania, które ten film próbował sformalizować przez cały swój czas trwania, że nigdy nie jest tak źle, żebyśmy nie mogli spróbować zbudować czegoś dobrego. Ostatecznym żartem na koszt Strangersów jest to, że to ludzie ewolują. To John Murdock jako pierwszy z ludzi ewoluuje,

by używać tych ich darów do strajania. Widzimy, że jego opuszki palców, linie papilarne zmieniają się w spiralę, która pojawia się raz, za raz, za raz w tym filmie, jako taki element właśnie tego dostrojania. Jest scena, gdy po przebudzeniu którymś w środku filmu detektyw Bumstead patrzy w kubek kawy i on wiruje właśnie w spiralę. Mamy postać ex -detektywa, po którym... Detektyw Bumstead odziedzicza tą sprawę, który wydaje się oszaleć. Pokazuje swoje notatki, które są wypełnione spiralami.

Gdy doktor Schreber rozmawia z żoną Mordoka na samym początku filmu. Na środku tego pokoju jest labirynt dla myszy. Oczywiście spiralny. Chodzi w niej jedna szara mysz. Po tym jak do pokoju wchodzi żona. do tego labiryntu zostaje wprowadzona druga biała mysz, więc to wydaje się takim właśnie kolejną fajną sugestią na tą nadzieję w połączeniu,

tym prawdziwym, nie sfabrykowanym. Spirala pojawia się też bardzo, bardzo wcześnie, ponieważ przez krótki moment, kiedy widzimy zwłoki rzekomo piątej ofiary Mardoka, ten symbol jest na nich bardzo prominentnie zaprezentowany. Więc tak, jest to jeden z tych wizualnych elementów, który skleja nam tą cykliczność i tą taką... Z jednej strony możemy traktować spirale jako powtarzalność, ale z drugiej strony ona zawsze dąży do tego

środka i tego końca. To też może symbolizować właśnie ten upadek ku wyginięciu, który Strangers mają przed sobą, który jest blisko. Z tego, co nam zostaje zaprezentowane, oni generalnie... zaczynają wyczerpywać swoje pomysły oraz możliwości na to, jak uniknąć końca swojej rasy. Co też potęguje ich desperację w tym, jak często resetują to wszystko, jak bardzo niedbale zaczynają podchodzić

efektywnie do swojej pracy. Ponieważ widzimy te puste albumy, te niezgrywające się manieryzmy wobec wspomnień, które mają te osoby, to jest pewne niechlujstwo, o których byśmy się nie spodziewali po dosłownie osobach, które mogą zmieniać rzeczywistość. No też nie mamy odpowiedzi na to pytanie, ale jak ludzie znaleźli się w tym mieście? W tym mieście, które na końcu okazuje się być statkiem kosmicznym. I znowu to nie jest tak bardzo istotne

pytanie, prawda? Inaczej, pytanie jest istotne, ale jego odpowiedź nie jest taka ważna, ponieważ to wszystko jest, robiąc klamrę do wniosku wcześniejszego, nie jest ważne, ponieważ te wszystkie przeciwności... bledną, kiedy możemy naprawdę mocno wierzyć w to, że jesteśmy w stanie zbudować wszystko od nowa. Że pewne fundamentalne rzeczy na temat tego, kim jesteśmy, przetrwają wszystko i że dopóki będziemy o tym pamiętać, możemy się wygrzebać

i stworzyć coś nowego. I ten monolog, o którym mówiłeś, Łukaszu, pomiędzy Mordokiem a Panem Ręką, właśnie bardzo gustownie i tak amerykańsko bym powiedział, to zawiązuje, bo Mordok ma taki taki one -liner, szukaliście nie w tym miejscu, pokazując na głowę, a później na serce. Piękne, piękne, piękne kino. I kiczowe dokładnie tak, jak powinno być, prawda? Bez popadania w jakąś taką trywialność. To jest po prostu bardzo ludzkie. Nie wysublimowane, nie hiperintelektualne, tylko

po prostu tak ludzko prawdziwe. To jest dobre zamknięcie tego filmu, no po tym finale. Bo o tym też... Możemy chwileczkę wspomnieć, cały film jest raczej taki metodyczny, osoby rozmawiają, jest jakaś oczywiście scena akcji, pogoni, walki, ale raczej jest to eksploracja tej rzeczywistości i tej prawdziwości. Do momentu złapania Mordoka przez strangersów, skandowania przez strangersów, zabijcie go, zabijcie go, zabijcie go, no i...

Na białym koniu wjeżdża doktor. Pędząc na tym białym koniu ku odkupieniu swojej postaci, która była do tej pory pionkiem w rękach strangersów. Jak się dowiadujemy, jego sytuacja nie jest tak uprzywilejowana, jakbyśmy mogli się zwykle spodziewać po ludziach kolaborujących z zewnętrznym wrogiem. Ponieważ jego wspomnienia też przepadły. Jego praca to jest jedyna rzecz. którą on może robić, żeby nie doświadczać tych regularnych resetów. Natomiast to, kim on teraz jest, też jest fabrykowane

przez niego samego. Został zmuszony do wstrzyknięcia swoich własnych fałszywych wspomnień sobie. Więc też dowiadujemy się o tragiczności jego postaci. W sensie jasne, kolaboruje jasne, działa po ich stronie, ale bez niego ten cały bunt by upadł. Bez niego Mardok nie dałby rady pokonać Strangersów. Doktor Schreber wstrzykuje mu specjalnie spreparowane wspomnienia, które powinien dostać, ale zostały spreparowane na ten sposób, że doktor się w nich pojawia. I przez te wspomnienia przekazuje wiedzę.

Już wcześniej było powiedziane w tym filmie, że on chce pomóc Murdockowi. On chce pomóc pokonać strangerów. On ma tą wiedzę. Poprzez te lata, kiedy z nimi współpracuje. Tylko ono nie ma czasu. Nie ma czasu. To jest wszystko nagle, po diable. Ludzie, jeżeli są złapani, to są resetowani co

12 czy tam co 24 godziny. Ich okres świadomości jest bardzo krótki i tutaj nawet mordok jest złapany, więc wspomnienia z jego fałszywego życia są użyte, żeby przekazać mu wiedzę o tym, jak wykorzystywać te dary, które jakoś się w nim... wyewoluowały do strojenia rzeczywistości. Bardzo ładne to jest. Co następuje później, po tym jak Murdoch się budzi z tymi nowymi zdolnościami, no stanowi taką woltę trochę w tym filmie. I

pozwolę sobie tutaj na dygresję osobistą. Zdecydowanie jest to najmniej ciekawy element tego filmu. Muszę się z tym zgodzić. Całość zmierza w kierunku konfrontacji oczywiście. No ale tutaj to jest konfrontacja, ta hollywoodzka konfrontacja. To jest walka. I okej, nie używamy rąk, ani nóg, ani coś tam, ale mamy moce psjoniczne, to znaczy, że rozpierducha musi być, mimo że jest ona pomiędzy naszym głównym bohaterem, a starcem, jest oczywiście bardzo efektywna i brutalna i trwa dość długo.

gdzie te postacie próbują jakoś się przezwyciężyć. Jest to volta. Ale ten finał, o którym wspomnieliśmy, który trochę tak przaśnie, ale jednak z sercem to zawiązuje i mówi damy radę. Jesteśmy więcej niż tym, co zostało nas wtłoczone. Jest nadzieja. Póki jest ta pamięć, póki jest ta chęć, jesteśmy w stanie stworzyć lepszy świat. Taki jest ten finał, no ale ta akcja... Prawda? Ja myślę, że

to bardziej chodzi o strukturę opowieści. Że musimy, jakby opowiadając taką historię, no dojść do konfrontacji dobra ze złem, żeby to dobro zwyciężyło. Też nie czuję tego. Jest to wolta, tak jak mówiłeś, powiedzmy w stylu opowiadania tego filmu, że wcześniej nie mieliśmy takich akcyjnych rzeczy. To, co nagle się zaczyna dziać, że nasz bohater zaczyna latać, zaczyna mocą umysłu odwracać sztylet, no to nie jest tak organiczne,

jak było wcześniej nam pokazywane. Że jednak wcześniej to, jak otworzył, to gdzie był zamknięty jego portfel, to jakoś było w tej opowieści. Ale z drugiej strony, też tak sobie myślę, to chodzi, że on już zrozumiał to, jaki jest silny, co potrafi i jakby ten finał musiał taki być. musiał trochę nam rozsadzić całą tą budowaną strukturę wcześniej. I też dzięki temu, że on jest taki, powiedzmy, przesadzony, no świetnie nam wybrzmiewa finał. Może tak. No może potrzeba

było takiej właśnie drastycznej zmiany. Oczywiście eskalacja musi następować, więc w trakcie trwania filmu widzieliśmy, jak coraz bardziej zaczyna... Panować nad tymi mocami albo bardziej działać na rzeczywistość. No tutaj już to jest tak ekstremalne, że można to uznać za jakiś taki reset. Musi nastąpić na pewno, jeżeli chodzi o tworzenie filmu na takim poziomie hollywoodzkim, musi nastąpić zniszczenie slash zmiana statusu quo. No i to jest takie

amerykańskie zniszczenie statusu quo. Myślę, że problem nie leży tyle w tematycznych decyzjach, czy decyzjach fabularnych na temat tej eskalacji, tego bombastycznego finiszu, jeśli chodzi o konflikt sam w sobie, a bardziej jeśli chodzi o narzędzia, które zostały użyte do tego zaprezentowania, bo tak, teraz jak o tym mówisz faktycznie, pokaz pełni jego mocy, to brzmi jak coś, co jest jak

najbardziej na miejscu, tylko... Coś, co dla mnie wyglądało bardziej jak pojedynek czarodziejów, nie jest chyba narzędziem, które bym wybrał do zaprezentowania tej różnicy i tej jego ascendancji do tego poziomu. Tak, bombastyczność tego jest jak najbardziej na miejscu, ponieważ dzięki temu możemy dużo swobodniej się wyciszyć i zejść do właściwego zakończenia fabuły, a więc jego ostatniego użycia mocy na ekranie, aby eksplorować tą swoją nową osobowość, tak? Znaczy osobowość, którą

przyjął jako swoją. I po tej akcji zniszczenia następuje akcja stworzenia. Przez cały film mamiła go wizja plaży, słońca, którego brakuje w mieście, wiecznie spowitym ciemnością. I używa tych swoich nadludzkich mocy, żeby dać to wszystkim. Żeby Shell Beach rzeczywiście zaczęło istnieć. Wypełnia granicę miasta wodą, tworzy wybrzeże, tworzy taką bardzo ładną przestrzeń, gdzie jest jakieś

molo, jest latarnia i pojawia się słońce. Cofają się chmury, które prawdopodobnie przez strangersów zostały tutaj zaaplikowane, ale to nie tak, że tego słońca nie ma, tylko trzeba je odsłonić. Wychodzi na tą plażę i widzi swoją żonę. ponieważ w tym takim cierpkim zwrocie jej osobowość została zmieniona. Gdzieś tam w trakcie tej ostatniej rozgrywki nastąpił ten reset, który występował wiele razy i nowe wspomnienia zostały jej zaaplikowane.

Ona nie jest już Emma, tylko jest Anna. Jest to takie cierpkie, no bo oczywiście jakakolwiek historia limitowana zostaje tutaj znowu zresetowana, ale to nie... deprymuje Murdocha. To, co on się dowiedział w trakcie tego filmu, to to, że połączenie pomiędzy nimi jest głębsze niż te wspomnienia. I on się jej przedstawia, ona sugeruje mu, czy nie chce przejść się wzdłuż wybrzeża, sugerując na tutaj nadzieję oczywiście i że ta emocja się

tli, mimo że tych wspomnień nie ma. To jest bardzo dobre zakończenie, bardzo... kompletne, ponieważ nawiązuje do wszystkich tych elementów, tak? Nawiązuje właśnie do tej tworzenia własnej prawdy i do tej rekonstrukcji, tak? Mieliśmy tam bombastyczną destrukcję i taką równie, jeśli chodzi o skalę, dużą konstrukcję następnie, ale to wszystko było po to, żeby stworzyć właśnie ten moment rzeczywistości, na którą się decydujesz, tak? Bo Shell Beach też nigdy nie istniało, bo nigdy nie był prawdziwy

koncept, tak? To nigdy nie było prawdziwe miejsce. Ale Murdoch postanawia, że to jest dla niego prawdziwe, ponieważ emocje, które ma związane z tym miejscem, nie są tożsame ze wspomnieniami, które zresztą stracił. I to nie jest dla niego istotne, ponieważ Shell Beach dla niego reprezentuje ten taki wyższy cel, tą taką doskonalszą wersję rzeczywistości, z którą czuje więź. I obecność Emy slash Anny w tym miejscu i jej wewnętrzną

potrzebę odwiedzenia go. co na pewno nie było zaprogramowane przez strangersów, jest kolejnym tym elementem, który waliduje to podejście, że człowiek to więcej niż suma jego części, człowiek to więcej niż suma jego doświadczeń i że ta prawda jest głęboko w nas i jeśli damy jej możliwość, to będziemy jej szukać i ją znajdziemy. I dlatego ten film, mimo swojej postępności, mimo... efektywnie bardzo defetystycznego finiszu pod tytułem bohater nie odnajduje tego, kim był, wygrywa. Bo to nie

jest ważne. Inaczej, to nie jest najważniejszy element. Ważne jest to, co z tym zrobisz. Tak jest. I chyba o tym jest ten film. Zdecydowanie. I teraz, no właśnie, to dlaczego ten film był finansową klęską? Dlaczego nie wyszedł? Jak myślicie? Wydaje mi się, że to po prostu był... Taki, a nie inny zbieg okoliczności. Jednym z elementów, które mogły na to wpłynąć, faktycznie była saturacja końca XX wieku tego typu produkcjami. Produkcje kryzysu tożsamości, produkcje walki z maszyną

opresji i nadzoru, inwigilacji. W moim mniemaniu wychodziły relatywnie często, ale z drugiej strony to są filmy, których ja szukałem w swoich eksploracjach filmowych. To jest motyw, który mi się bardzo podobał i to unikalne pojrzenie końca wieku na ten temat było czymś, co mnie łapało, dlatego oglądałem dużo tych filmów, więc może mam wykrzywioną

perspektywę na ten temat. Ale na poziomie technicznym, na poziomie fabularnym, na poziomie aktorskim... naprawdę nie widzę rzeczy, które mogłyby sprawić, że ten film nie mógł trafić do tak szerokich odbiorców jak jakikolwiek inny film z tego nurtu. Może to też kwestia tego, że tam na tamte czasy nie grali żadni znani aktorzy. Okej, w Matrixie też nie grali znani aktorzy, choć Keanu Reeves

nie był nikim, kiedy grał w tym filmie. Na pewno była saturacja, jeżeli chodzi o tematykę właśnie końca milenium i jakieś rozliczanie się z tym amerykańskim snem, z tą fikcją prawdziwości, z tematyką jednostka kontra system, do którego została jakoś wtłoczona, przystosowana, ale do którego ostatecznie nie pasuje i z którym ostatecznie ma duży konflikt. I to była ta fala. I dużo z tych filmów skręcało w różne strony, bo mieliśmy Gatake, mieliśmy Truman Show, mieliśmy American

Beauty, mieliśmy... Matrix? Tak. Później był oczywiście Matrix. Existence. Existence, Equilibrium. I co łączy te filmy, a dzieli je od Dark City, jest jednak współczesna prezencja. Wydaje mi się, że to mógł być ten trochę trop, który ludzi mógł zniechęcić w tamtym czasie. Wydaje mi się, że widząc taki trailer skupiony się właśnie na tym detektywie, co tam szuka, gotycka architektura, to ponuro. Oczywiście nie mogły zostać przeniesione te jakieś idee tego filmu w takim krótkim, zajawkowym

trybie. I to mogło tak wiać takim anachronizmem. Że to jest taki staroszkolny film. To jest taki film dla moich rodziców. Nie taki współczesny, nie mówiący o tym, co się dzieje tutaj. A jednak mówiący, no oczywiście przewrotnie, używający tej zupełnie innej stylizacji, żeby powiedzieć bardzo podobną historię. I po latach to jest jego siła. Nie ujmując nic tamtym filmom, no ale jest to coś, co go wyróżnia. Mógł się nie sprzedać, ale jest odnajdywany i jego siła jest

dalej tak samo mocna, jeżeli nie... Mocniejsza, bo jest właśnie tym skrętem, czymś innym. No tak, też myślę sobie, że po prostu on na tamte czasy był za mało popowy. Bo właśnie to, o czym mówisz, że on wygląda anachronicznie, to wygląda jak właśnie jakaś wariacja na temat kina lat czterdziestych. I może to o to chodzi, że on wtedy był anachroniczny, a dzisiaj z tej perspektywy czasu, kiedy widzimy też jak technika szybko się starzeje. to taki Matrix, który był super

nowoczesny wtedy. Te efekty bullet time i tak dalej. Komórki. Tak dzisiaj komórka wygląda zupełnie inaczej niż w Matrixie. I ta komórka z Matrixa jest super anachroniczna, a z kolei ten świat powiedzmy technologiczny w filmie Mroczne Miasto no jest taki jakiś nierzeczywisty. Mimo, że korzysta z wszystkich rzeczy, które znamy. Plus też zastanawiam się, czy Mroczne Miasto nie jest zbyt autorskim filmem. Że ten budżet, który był ogromny na ówczesne czasy, nie współgrał z tym, że było to na wskroś

autorskie kino. Może o to chodzi, że właśnie ten film nie jest popowym filmem. Że on jednak trochę więcej wymaga od widza, bo nie jest właśnie, to nie jest taki popcorniak, żeby sobie pójść do kina. spędzić dwie godziny i powiedzieć wow, gdzie ja byłem. To jest takie bardziej, że po tym filmie wychodzisz i zaczynasz się zastanawiać, czy ja nie żyję w jakiejś symulacji i o co w

tym wszystkim chodzi. O byciu w symulacji, czy o byciu w fałszywym świecie, znowu, to nie było ważne pytanie z perspektywy całości Dark City, tylko pytanie o osobowość i twoją własną kreację osobowości i świata, w którym żyjesz. To było to, co zostawało z widzami. To jest dużo cięższe pytanie do odpowiedzenia niż... czy mój świat jest symulacją, czy nie, bo to jest pytanie, które można łatwo przetestować i odrzucić, albo

trwać w jakimś takim przekonaniu. Natomiast takie naprawdę głębokie, introspektywne podejście do rzeczy, z którymi zdarzało się Dark City, nie to, żeby Matrix, czy Gataka, czy Existence nie miało tych samych pytań, prawda, ale to nie były jedyne pytania, które z tobą zostawały w przedsięwzięciu do Dark City, które trzymało to konkretne pytanie na froncie. I na pewno po raz kolejny ciężko było to sprzedać. ciężko było kogoś zainteresować. Ostatecznym dowodem jest to, co zrobiono z wersją

kinową. To, że ostateczny jakiś twist, który bohaterowie odkrywają w trakcie tego filmu, zostaje sprzedany w monologu na samym starcie. Nawet słyszałem taką sugestię, że wersja kinowa jest okej, jako to, czym jest, czyli bardziej nerwową wersją filmu noir. ale wyłącz dźwięk do momentu, w którym nie zobaczysz twarzy Kiefera Satnerlanda. Bo to jest taki cios, po którym to się nie klei. Bo my widzimy, jak bohaterowie biegają i odkrywają

prawdę, która nam została już pokazana. No tak, bo w wersji reżyserskiej, tej, o którą chodziło twórcy, to ten monolog Kiefera Sutherlanda pojawia się gdzieś w trzech czwartych filmu chyba. Tak. Ale jeszcze chciałbym tak wrócić do tego odbioru i nie da się ukryć, to są fakty, ten film się nie sprzedał, był klapą finansową, ale to nie było tak, że nie miał fanów. No i jednym z głównych fanów był Roger Ebert, czyli taki najbardziej

znany pop krytyk filmowy. już nieżyjący, który powiedział nawet, że to jest jego ulubiony film z roku 1998. Roku, w którym wyszedł Szeregowiec Ryan i był wielkim fanem tego filmu do momentu, że nagrał dla niego specjalnie ścieżkę komentatorską, w której poruszał właśnie swoje odczucia i mówił o tym, co widzi i co czuje i dlaczego ten film dla niego jest taki istotny. On mówił o tym, że Odnosił się do słów Wernera Herzoga, że kultura popularna zabrała nam tą ekstazę widzenia nowych

rzeczy. I dla niego Dark City to jest właśnie ta nowa rzecz, która w końcu się pojawiła na tych popularnych ekranach. I jeżeli chodzi o tą ścieżkę komentarzy, to nie jest tak, że to się zdarzało często. Jest chyba pięć filmów, dla których Roger zrobił ścieżkę komentarzy. I to jakich filmów? I to jakich filmów? Casablanca. Film Ozu, Floating Weeds, no naprawdę mocne klasyki

i ze współczesności Dark City. Też super się tego słucha i kiedy można mieć dzięki temu wgląd w ten analityczny umysł badacza kina, gdzie on w takim skupieniu ogląda film, że zwraca uwagę, że zegar w scenie, kiedy nasz główny bohater zastanawia się jak ma na imię. że ten zegar zmienia godziny między ujęciami. I oczywiście jak Ebert zauważa, prawdopodobnie to może być błąd, ale patrząc na ten film, niekoniecznie, bo w tym

filmie to nic się nie zgadza. Dokładnie. Można dzięki temu analizować tego typu rzeczy na wiele różnych sposobów. Można to uznać za jakiś wczesny przykład Mardoka, będącego w skrajnej sytuacji emocjonalnej i modyfikującego rzeczywistość naokoło siebie. Ponieważ on nie wie gdzie i kiedy jest, więc zegar nie wie gdzie i kiedy jest. Mnóstwo

punktów widzenia, które można przyjąć. I faktycznie słuchanie mistrza swojego kunsztu, jeśli chodzi o analizę, komentującego film, który naprawdę głęboko kocha prawdopodobnie, było bardzo przyjemnym sposobem na obejrzenie tego po raz wtóry. Więc pierwszy raz, kiedy oglądałem ten film, aby przygotować się tutaj do naszej rozmowy i to nie jest ostatni. I ja też zdecydowanie będę do tego filmu wracał, bo czuję, że on z każdym kolejnym seansem zyskuje.

I tu myślę, jest nasze miejsce na podwójne uderzenie. Nasze double feature prywatne z filmem Dark City. Porozmawiajmy o tym, o jakich filmach myśleliśmy, na jakich filmach ostatecznie stanęło. Może, Igorze, jako wybraniec, możesz nam popowiadać o swoim double feature, o swoim podwójnym uderzeniu. No i właśnie, jaki był proces dojścia do tego konkretnego filmu? Proces był tak prosty, jak

trudny. To znaczy, proste było w tym to, jak wiele filmów, biorąc pod uwagę moje mniejsze zainteresowań, mogłem sparować z Dark City, a trudne było zdecydować się na jeden z nich. Wiele z tych tytułów już padło. Rozmawialiśmy o Gatace, rozmawialiśmy o Existence, rozmawialiśmy o American Beauty, które w mniej oczywisty sposób, moim

zdaniem, można sparować. I kluczem do moich decyzji było to, że ponad... ten motyw kryzysu osobowości w tej formie znamienny dla końca XX wieku, dokładałem moją własną interpretację troszeczkę bardziej metakontekstualną tego, co ja widzę w antagonistach

tego filmu. Rzeczą, która się przewiła w bardzo różnych formach w kinie tego typu z tamtego czasu, moim zdaniem była skrajna krytyka konsumpcjonalizmu, skrajna krytyka podejścia do... komercyjnej rzeczywistości i korporacyjnych struktur, które wymuszają i definiują tę rzeczywistość dla amerykańskich głównie mas i różne formy buntu z sukcesami bądź

porażkami. Ostatecznie moja decyzja padła na Truman Show, film, który absolutnie uwielbiam ze względu na to, jak nietypowo dla siebie, chociaż jest kilka innych filmów, które mógłbym wymienić w tej samej formie, Jim Carrey odgrywa głównego bohatera Trumana Burbanka. ze znamiennym nazwiskiem, będącym bezpośrednim odniesieniem do miasta, w którym wiele tych masowych produkcji się odbywa. No, ale w takim razie powiedz nam, o czym jest

Truman Show. Truman Show jest historią, która podąża za tytułowym Trumanem, który żyje w idyllicznym miasteczku amerykańskiej rzeczywistości swoich czasów, z elementami anachronistycznymi, z elementami starszymi. Rzecz w tym, że całość tego filmu, całość tego świata to reality show. Truman o tym nie wie. Wszystkie rzeczy, które dzieją się w jego życiu, to fikcyjne storyline pisane przez scenariuszy, wszystkie pomyłki, porażki, szczęścia i sukcesy, tragedie w życiu, jak na przykład

śmierć jego ojca podczas połowu. Walka Trumana i próba wyjścia z tej rzeczywistości, kiedy też zaczyna coraz bardziej zauważać te szwy, o których wspomnieliśmy przy Dark City, jest bardzo, bardzo podobna. Unikalna w rzeczywistości, z którą mierzy się Trumana, z którą mierzył się Mardock. ale funkcjonalnie realizuje bardzo podobny cel. I odpowiedź na to, co go motywuje, jest ta sama. Ta jedna prawdziwa miłość, ta jedna prawdziwa rzecz, której doświadczył, a która została mu

odebrana. Motywacja Trumana i motywacja Mardoka jest bardzo podobna. No to ciekawe. I też ten motyw wody, bo rzeczywiście Alex Projas ma jakąś lotkę na wodę. Film zaczyna się od ujęcia w wannie, potem mamy tego doktora, który lubi być w łaźni, bo... strangersi boją się wody. No i jest tam koniec, kiedy też mamy tą bezkresną taflę wody. Ciekawe, ciekawe połączenie, ale mnie też, zanim zapytam bardziej o Truman Show, to American Beauty

mnie zainteresowało, że... Tylko motyw kryzysu egzystencjalnego łączy American Beauty z Dark City? Nie. Jeśli chodzi o sam kryzys egzystencjalny i jego rozwinięcie, tutaj bardziej mi pasował kontrast tego, jak bardzo to poszło w innych kierunkach. Ze względu na to, że w American Beauty bohaterowie, ale skupmy się na głównym bohaterze granym przez Kevina Spacey 'ego, on nie posiada

żadnego wsparcia. szuka emancypacji od tego korporacyjnego świata i ostatecznie popada w marazm, stagnację i absolutne zachłyśnięcie się wolnością, która tak naprawdę nic nie daje mu, ani satysfakcji, ani prawdziwej wolności, ponieważ nie ma nikogo, kto pomaga i nie ma celu. Jedyna miłość, którą ma w życiu, to jest jego ułuda i fascynacja dużą młodszą kobietą. Więc to wszystko jest tak bardzo płytkie. Natomiast Murdoch miał prawdziwe motywacje.

Natomiast rzeczą, która dodatkowo to dla mnie skleiła jest to, że Ja traktuję strangersów w Dark City jako metaforę ciał generujących konsumpcjonalizm, grup marketingowych, rad nadzorczych, decydujących się o focus targetach i tak dalej. To są osoby, które nie rozumieją ludzkości, ale próbują syntetyzować ją, tak jak syntetyzowanie osobowości w probówce i redukowanie ludzi tylko do tych kilku cech typu tragiczne wydarzenie w przeszłości, motywacja

i praca. Tak samo ludzie są postrzegani przez szerokie byty korporacyjne, jak przez strangersów w Dark City. I dla mnie świat, w którym to się wszystko działo, czyli ten kompletnie złamany i przekłamany American Dream, który był w American Beauty, który pęka i pryska i okazuje się być wydmuszką, był dla mnie kolejną osią połączenia. No totalnie, jako takie przeciwstawne spojrzenie i inne ustawienie tych punktów ciężkości, prawda?

Bo postać w American Beauty, jest ociężała przez swoją historię, a Murdoch w Dark City nie ma historii. I to go trochę pcha do tej zmiany. Oprócz tego, że ma moce psioniczne. Jak wyglądałoby American Beauty, gdyby... Kevin Spacey potrafił robić rzeczy umysłem. Dokładnie. Wydaje mi się, że zrobili film z Kevinem Spacey, który twierdził, że ma moce psioniczne. K -Pax. Tak. Najbardziej znana scena z tego filmu, jak zjada banana ze skórką. Na pewno bardzo mocno i zjawiskowo ruszałby

tą torebką foliową. Oj tak, tak. Ten mistycyzm rzeczywistości raczej straciłby na wartości, gdyby się okazało, że robi ktoś to zza kadru swoim mózgiem. Dobra, super wybór. Dziękujemy, dziękujemy Igorze. Łukasz, jakie jest twoje podwójne uderzenie? Jako, że widziałem ten film pierwszy raz. to szukałem jakiegoś takiego połączenia na poziomie, powiedzmy, emocjonalnym czy wrażeniowym. Więc na przykład miałem takie pomysły, żeby go

sparować z Biklebowski. Właśnie, żeby pójść w tą stronę, gdzie ten nasz bohater w Biklebowskim, jakby życie toczy się gdzieś poza nim. On nie ma za bardzo wpływu. On po prostu chce sobie chillować. I ta postać tego narratora. który na samym początku nam mówi, kim jest Lebowski i na samym końcu mówi, co teraz dalej z nim będzie.

Gdzieś tak zlinkowała mi się z Dark City, ale pomyślałem, że to chyba jest troszeczkę za bardzo na siłę, plus nie będę ukrywał, wybranie Biku Lebowski uznałem za trochę pójście na łatwiznę, więc zacząłem eksplorować dalej, co by tutaj można było z tym filmem połączyć i w sumie Nie nazwałem tego w swojej głowie, ale teraz jak mówiłeś Igorze o tym konsumpcjonizmie, to chyba gdzieś to wyczułem podskórnie, bo też trochę myślałem o Fight Clubie. Bo to jednak 99. rok,

więc też podobna energia w społeczeństwie. Ale znowu, Fight Club to też jest taki film, co chyba wszyscy widzieli. Więc pomyślałem, że poszukam dalej. Cofnąłem się o ponad 30 lat od premiery filmu Dark City i mój wybór padł na film zeszłego roku w Marienbadzie, Alana René. Jest to film, który opowiada historię kobiety, która spędza czas w hotelu, po czym podchodzi do niej mężczyzna twierdzący, że spotkali się tutaj w zeszłym roku. i że się umówili, że się tutaj spotkają, bo się

sobie zakochali. Pojawia się tam również partner tej kobiety, prawdopodobnie mąż, ale tego nie wiemy. No i problem polega na tym, że ta kobieta nie pamięta, żeby w zeszłym roku była w tym hotelu i żeby spotkała się z tym mężczyzną. No i film eksploruje ten motyw, ponieważ pokazuje nam impresyjne sceny z tego hotelu, pokazuje nam różne wersje. jednej sceny. Więc ten film, podobnie jak Dark

City, jest wszystkim. Jest w sensie wszystkim w tym znaczeniu, że to może być film o tym, jak działa nasza pamięć, może być o tym, jak manipulujemy kimś i może być też oboma tymi rzeczami naraz. Więc tak, zeszłego roku w Marian Badzie to jest mój wybór na podwójne uderzenie. Widzieliście ten film? Nie miałem okazji, ale teraz będę musiał

zobaczyć. Bardzo mi się podoba to, że właśnie zwróciłeś uwagę na to, że te słowa, biorąc tylko i wyłącznie to, jak zostały wypowiedziane, w jakim kontekście, można interpretować na bardzo wiele sposobów. Jedna strona może kłamać, druga strona może kłamać. Obydwie mogą kłamać, albo obydwie mogą mówić prawdę, ponieważ kontekst może zmienić wszystko. To brzmi bardzo ciekawie. I właśnie podobnie jak w Dark City mamy labirynt

czy spirale. To tym samym jest ten hotel, czy w ogóle cała ta historia, która dzieje się z zeszłego roku w Marienbadzie. Bardzo, bardzo polecam. 1961 rok. Nie jest to klasyczny film francuskiej nowej fali. No Bartku, dobrze, bo my tutaj gadu gadu, ty nas słuchasz, także czym ty nas zaskoczysz? Słucham i knuję, bo przyznam, że też miałem trochę problemu. I w sumie mówię

to chyba za każdym razem, więc co nowego. Ale no myśląc o tym właśnie, z której strony jakoś uzupełnić to doświadczenie Dark City, prawda? Jak rozszerzyć tą rzeczywistość, czy tę ideę? Miałem taką zagwozdkę, że no nie pasowało mi dużo rzeczy, bo mówiliśmy o tym, że oczywiście ta fala lat dziewięćdziesiątych eksplorowała

bardzo podobne tematy. I na początku lat 2000 też takim moim mocnym konikiem przez jakiś czas był film Eternal Sunshine of the Spotless Mind, czyli Zakochany bez Pamięci, o ile dobrze pamiętam z 2004 roku. Tutaj wziąłem ten wektor pamięci, pamięci i miłości. I pomyślałem o tym, że we współczesności a nawet w jakiejś bliskiej przyszłości, bardzo podobnej do naszej, w przypadku pozbawienia nas jakichś wspomnień, jesteśmy skazani dokładnie

to samo, co prezydenci Dark City. Jesteśmy skazani na przeżywanie tego samego w kółko, bo nie możemy wyciągnąć wniosków ze swoich czynów i ze swojej historii. Swoją drogą, kolejny Jim Carrey, prawda? Drugi mój ulubiony z nim film. No cudowna to jest historia. Cudownie opowiedziana z taką też dużą werwą wizualną, więc oczywiście to połączenie do Dark City też tutaj jakoś miało sens. No ale ostatecznie, mimo że bardzo, bardzo, bardzo, bardzo lubię ten film, nawet kocham, to no postanowiłem

się nie bić z koniem. Przyznaję. Niektórzy to uznają za... Proste wyjście. Możemy się pokłócić, ale ja sparowałbym ten film z Matrixem. Świat połączył te filmy. I nie tylko w oczach publiczności, tylko te filmy wyprodukowało efektywnie to samo studio, bo Dark City to jest New Line Cinema, czyli spółka córka Warner Bros. Matrixa wyprodukował Warner Bros. Oba filmy były nagrywane w Australii, w tym samym studio, z użyciem tej samej scenografii.

z jakimiś oczywiście bardzo podobnymi ideami, z którymi się wychodziło, z częścią ekipy, która była wspólna. Bo mówiliśmy o tych efektach specjalnych w Dark City, które są zdumiewające. I część z tej ekipy, w tym ci decydujący, oni pracowali nad Matrixem. Więc jakby Bóg tak chciał, niektórzy by powiedzieli, prawda? Albo Strangersi. Albo strangersi. W każdym razie jest to te połączenie, które zostało zdecydowane jakoś w biegu historii

czasu. I to działa. Oczywiście, że działa. Piękna paralela, nawet jeśli patrzymy na antagonistów, tak? Mamy strangersów i mamy agentów. Mamy agentów, którzy nie posiadają osobowości, tak samo jak strangersi nie posiadają osobowości. Główny stranger, który wychodzi jako prominentny antagonista, to jest ten, który dostaje osobowość Mardoka, agent Smith ewoluuje w niezależną jednostkę w Matrixie, będąc funkcjonalnie bardzo różny od tej kompletnie pozbawionej wyrazu reszty programów.

Zgadzam się, te paralele są widoczne w wielu innych momentach. Nie sugeruję tutaj jakiegoś sugerowania, czy zanieczyszczenie jednego filmu drugim, ale to znowu wzmacnia ten punkt, o którym mówiłem. Ta trwoga końca wieku na temat kryzysu, kim jesteśmy, gdzie jesteśmy i co tak naprawdę fundamentalnie buduje świat. To było powszechne. I to manifestowało się bardzo często, zupełnie przypadkowo, w synchronistykach, jakbyśmy tego

nie nazwali. Tak się też zastanawiam, bo też o tym myślałem i chciałem o tym powiedzieć, że właśnie fakt, że oba filmy wyprodukowało de facto to samo studio, to też nie sugeruje, że wyciągnęli wnioski z wpadki finansowej, jaką było Dark City i zrobili Matrixa. To jest troszeczkę zbyt gęsty timeline, żeby tutaj coś powiedzieć. Zwłaszcza, że te dwa doświadczenia, mimo jawnych podobieństw

i połączeń, są jednak zgoła różne. I to mi też bardzo pasowało, jeżeli chodzi o utworzenie tego double feature 'a, podwójnego uderzenia, bo mamy Dark City, które jest jednak ociekające przeszłością i mamy Matrixa, który jest teraźniejszy. Jasne, mówisz o tym, że się zestarzał. Siłą rzeczy oczywiście komórki nie wyglądają tak jak kiedyś, ale jest to świat współczesny, który jednak zachowuje tę samą ideę sztuczności i tego systemu, który wykorzystuje jednostki. Więc pod tym względem

są to bardzo fajne paralele i uzupełnienie. No i też biorąc pod uwagę to, okej, z dzisiejszej perspektywy Matrix może być, właśnie komórki tak nie wyglądają, Ale jak spojrzymy sobie na to, że jest rok 99, premierę ma Matrix, rok po Dark City, no to Matrix jest super, nawet nie współczesnym, a filmem mówiącym o przyszłości. No tak jak mówisz, idąc z jednego filmu do drugiego, następuje jakiś taki szok teraźniejszości, mimo że filmy de facto powstawały zaraz po sobie.

Ale jest to ta siła, jest to ta siła różności, różnorodności. Jest różnica w celowości tych zabiegów oczywiście, ponieważ Matrix prezentując jakąś z grubsza, teraźniejszą wersję symulowanego świata miał zaatakować nasze postrzeganie na temat naszej rzeczywistości bezpośredniej i żytej. Natomiast Dark City używając stylistyki, która się nie zgadza i pęka w szłach miał atakować bardziej konceptowe podejście do rzeczywistości, bardziej tematy, które się przewijają. Matrix

oczywiście świetnie... On się zestarzał, jeśli chodzi o tematykę oraz wygląd. Do tej pory jest często przywoływanym filmem w wielu różnych kategoriach. Natomiast myśląc o innych konkurentach z tego samego nurtu, o których nie rozmawiamy dzisiaj i o których generalnie się nie rozmawia, które również próbowały adresować rzeczywistość swoich czasów, to jest ryzykowne zagranie. Ponieważ tak, takie filmy się starzeją. Filmy, które mówią o obecnym dniu, w momencie kiedy wychodzą, mają

bardzo duże ryzyko. bycia kompletnie zbędnymi za pół roku. Dark City nie próbowało tego robić, więc ponadczasowość przy zachowaniu oczywiście odpowiedniej jakości wszystkich innych elementów, które budują dobry film, była dużo bardziej gwarantowana do potencjalnego osiągnięcia, zakładając, że fundamentalnie film jest dobry, niż sytuacja, w której mówimy o tych ponadczasowych elementach, eksplorujemy ludzką psychikę oraz wszystkie jej

aspekty. ale świat się dewaluje i generalnie traci na relewantności bardzo, bardzo szybko. Matrix tutaj zyskuje i utrzymuje swoją świeżość dzięki mariażowi tych wszystkich inspiracji, które nastąpiły w głowach twórczyń. Dark City jest może bardziej takie humanistyczne, mówiąc o tym, co to znaczy być jakimś człowiekiem, co składa się na człowieka, a Matrix może bardziej filozoficzny. Jakie informacje, zmieniają naszą drogę. I gdzie jest nasza rola i rola jakiejś

naszej woli, żeby powiedzieć nie albo tak. Albo jestem taką osobą, jestem taką osobą. To jest ta różnica i to jest te piękne dopełnienie. Bo idee są bardzo podobne. Często się stykają prawie, że przez lustro, ale idą w różne strony. I to dla mnie znaczyło... To jest to połączenie, które totalnie ma sens, które uzupełnia nasze doświadczenie. Ja oglądałem Matrixa wczoraj, a Dark City przedwczoraj

i polecam. A myślicie, że oba filmy w jakim stopniu możemy też połączyć, żeby pomiędzy nimi, jakbyśmy zrobili triple feature, to żeby puścić Akirę na przykład? Absolutnie. Wizualizacja tego, jak strangersi używają swoich mocy i to, jak to wpływa na rzeczywistość, jest bardzo podobna do tego, jak Tetsuo manipulował rzeczywistością, jak ją deformował naokoło siebie, jak to widzieliśmy w Akirze. Ale na pewno trafiłeś w punkt, wybierając dla nas Dark City. Cieszę się, że dzięki tobie

zobaczyłem ten film. To jest przywilej mieć taką możliwość. Po pierwsze trafić na film, który jest w stanie tak jak Dark City przetrwać klapę finansową i nie tylko przetrwać, ale również rozwinąć się w wydawnictwa, dzięki którym możemy sięgnąć po osoby, które były z tym filmem od początku i dowiedzieć się nie tylko jak to wyglądało od kuchni, ale jak to zostało odebrane przez

część ludzi na żywo. To jest naprawdę rzadki punkt, więc tym bardziej doceniam, że mimo tego, że Dark City istnieje w niszy, Ta nisza naprawdę o ten film dba. Dark City to zdecydowanie bardzo ciekawy twór i cieszę się, że podwójne uderzenie dalej funkcjonuje jako taka nasza osobista sekcja odkrywkowa tych właśnie dziwolągów, troszeczkę zapomnianych przez czas. Więc dzięki Igor, dzięki za to, że jesteś tutaj, że znalazłeś czas, żeby z nami porozmawiać. Było nam naprawdę bardzo,

bardzo miło. Zapraszamy ponownie. Dzięki za to zaproszenie. Świetnie było móc porozmawiać z osobami zajawionymi na kinematografię i sprzedać im, zwłaszcza film, który tak bardzo, bardzo jest bliski mojemu sercu. I jasne, jeśli się okazja przydarzy, chętnie odwiedzę was znowu z jakimś, mam nadzieję, kolejnym zaskoczeniem. Dziękujemy słuchaczom, dziękujemy wam. Dziękujemy nam. Dziękujemy nam, sobie, tobie, mamie, tacie. Zapraszamy do słuchania. Może w kolejnym odcinku

też będzie Igor, nie wiadomo. Musicie słuchać. Bo wiemy, że podwójne uderzenie powróci. Tak jest. wspierany jest przez Fundację Real North, a realizowany w studiu Black Zebra. Jeszcze jest jedna rzecz, którą chciałem dodać na sam koniec. To po napisach już jest. Igor, mamy taką moc w naszym podcaście, że każdy film, o którym mówimy,

zostaje wydany na Blu -ray w wersji UHD. I właśnie w tej chwili, właśnie dzisiaj, czyli 28... marca 2025 roku wydawnictwo Arrow Video ogłosiło swój plan publikacji na czerwie tego roku i wśród tych filmów jest film Dark City. Poprosimy o kopię. Dokładnie, Arrow, jeżeli nas słuchasz, poprosimy o kopię. Sugerujesz, że powinienem wrócić z filmem, który chciałbym, żeby został wydany w Ultra HD na Blu -rayu? Myślę, że tak. Jakieś marzenia? Wiele. Zobaczymy następnym razem.

Transcript source: Provided by creator in RSS feed: download file
For the best experience, listen in Metacast app for iOS or Android