[S01E03] Cure (1997) - podcast episode cover

[S01E03] Cure (1997)

May 28, 20251 hr 8 minSeason 1Ep. 3
--:--
--:--
Download Metacast podcast app
Listen to this episode in Metacast mobile app
Don't just listen to podcasts. Learn from them with transcripts, summaries, and chapters for every episode. Skim, search, and bookmark insights. Learn more

Episode description

W trzecim odcinku podcastu „Podwójne uderzenie” Bartek wybrał japoński film „Cure” z 1997 roku, w reżyserii Kiyoshiego Kurosawy. Fama tego mrocznego thrillera zatacza coraz szersze kręgi, ostatnio inspirując chociażby film „Kod zła” (Longlegs) Osgooda Perkinsa. Tokijski detektyw Kenichi Takabe (znany z „Perfect Days” Kōji Yakusho) bada serię tajemniczych morderstw, w których ofiary oznaczane są znakiem „X”, a sprawcy nie są ze sobą powiązani. Wkrótce na plaży pojawia się tajemnicza postać, która może pomóc w rozwiązaniu zagadki.

Oprócz dyskusji o historii produkcyjnej, fabule, języku wizualnym oraz myślach przewodnich filmu prezentujemy nasze PODWÓJNE UDERZENIE czyli filmy, które dobraliśmy do “Cure” jako double feature.

Będą spoilery, więc ostrożnych zachęcamy do obejrzenia filmu przed przesłuchaniem.

~~~~~

Podcast wspiera fundacja Reel North

Studio: Black Zebra studio

Osoby uczestniczące:

Łukasz Laskowski

Adrian Apanel

Bartosz Szturgiewicz

Design okładki: Ela Jelińska

~~~~~

Filmy, o których wspominamy:

[1968] Teoremat / Teorema, reż. Pier Paolo Pasolini

[1973] Czarny Cezar / Black Caesar, reż. Larry Cohen

[1976] Bóg mi powiedział / God Told Me To, reż. Larry Cohen

[1980] Zadanie Specjalne / Cruising, reż. William Friedkin

[1986] Henry – Portret seryjnego mordercy / Henry: Portrait of a Serial Killer, reż. John McNaughton

[1987] Harry Angel / Angel Heart, reż. Alan Parker

[1991] Silence of the Lambs / Milczenie Owiec, reż. Jonathan Demme

[1995] Siedem / Seven, reż. David Fincher

[1997] Kuracja / Cure, reż. Kiyoshi Kurosawa

[1998] The Ring - Krąg / Ring, reż. Hideo Nakata

[2001] Visitor Q / Visitor Q, reż. Takashi Miike

[2020] Pusty Człowiek / The Empty Man, reż. David Prior

[2023] Perfect Days / Perfect Days, reż. Wim Wenders

[2023] Saltburn / Saltburn, reż. Emerald Fennell

[2024] Kod Zła / Longlegs, reż. Osgood Perkins

Transcript

Dzień dobry, tu podcast Podwójne Uderzenie. Ja jestem Adrian, jest z nami Łukasz, Bartek. Oglądamy filmy, a potem o nich rozmawiamy. Dzisiejszym filmem jest film Cure z roku 1997. Wybrał go Bartek, więc Bartku, powiedz nam, dlaczego wybrałeś akurat ten film? Nie ma raczej jednego powodu. Głównym, od którego na pewno wyszedłem, był fakt chęci poznania innej filmografii. Wydaje mi się, że bardzo się skupiamy na filmach robionych przez białych mężczyzn z Ameryki głównie. I nie ma

w tym nic złego. Są dziesiątki naprawdę cudownych filmów, ale Ameryka to nie wszystko. Więc sam staram się wyszukiwać coś z innych kultur. No i tutaj trafiło na Japonię. Muszę przyznać, że współczesna filmografia japońska jest raczej dla mnie mało znana. Więc chciałem poznać bardziej

gwiazdy japońskiej kinematografii. Do Cure trafiłem troszeczkę naokoło, troszeczkę przez firmę kuratorską Criterion, która właśnie też ma za zadanie, oprócz odrestaurowywania i upubliczniania w jak najlepszej jakości klasyków kina amerykańskiego, tak filmów z innych regionów. I oni troszeczkę odkryli na nowo ten film, wydaje mi się, że dla całego świata. Gdy w 2022 Cure dołączyło właśnie do ich kolekcji po 20 latach de facto od amerykańskiej premiery.

I wydaje mi się, że wtedy dla szerszego jakiegoś gremium fanów filmów ten film troszeczkę zyskał na drugim życiu. Słyszałem dużo dobrych opinii jako o filmie ciekawym, bardzo intrygującym i o takiej bardzo intensywnej atmosferze. I to mi wystarczyło. Gdzieś to sobie zakodowałem. No a nasz podcast był bardzo dobrą okazją, żeby to obejrzeć i dać wam ten prezent obejrzenia filmu, którego wydaje mi się, że nie widzieliście.

Nie. W mojej świadomości on się pojawił dopiero w momencie premiery filmu Longlegs, bo wtedy zaczęto więcej o nim pisać w internecie. Ale nawet w samej Japonii, mimo że z tego co mi wiadomo, z tego co czytałem, jest bardzo szanowany, no ale nigdy nie był filmem mainstreamowym, prawda? Wydaje mi się, że ten film troszeczkę też jest odkrywany nawet na swoim ojczyźnianym terenie.

Ale wydaje mi się, że no właśnie, 20 lat to jest ten okres, kiedy mamy zupełnie nowych twórców, nową generację twórców, którzy są zainspirowani właśnie tym filmem. Longlegs jakby totalnie widać. Może jeszcze tam wspomnimy o Longlegs, no ale myślę, że inspiracja to na pewno jest dobre słowo. Twórca, czyli Kiyoshi Kurosawa. dalej jest aktywny. I to trzeba zawsze powiedzieć, przy tym twórcy nie jest w żaden sposób spokrewniony

z Akirą Kurosawą. Ale nazwisko ma dobre. Tak, że ma takie nazwisko na ministera, to jest naprawdę dobre nazwisko. To jest ten rodzaj nazwiska, że ma niebieski odnośnik w Wikipedii. To super, Bartek. To teraz powiedz nam parę słów wprowadzenia do filmu, zanim przejdziemy głębiej. Film Cure chyba polskim tłumaczeniem jest kuracja. Tak przynajmniej widnieje na Filmwebie. Kto go tak ochrzcił, no nie wiadomo, bo film nie ma polskiego dystrybutora. Cure, 1997 rok. Reżyser to Kiyoshi

Kurosawa. Tak jak mówiliśmy, nie ten Kurosawa, ale jednak coś chyba jest w tym nazwisku. W filmie główną postać gra Koji Yakusho, którego mogliśmy widzieć niedawno w Perfect Days Wima Wendersa. Oprócz tego Masato Hagiwara, Tsuyoshi Ujiki i Anna Nakagawa. Szczerze powiem, nie znam z innych produkcji tych aktorów. O co chodzi w Cure? Cure to powieść o detektywie Takabe, który od jakiegoś czasu, od paru miesięcy inwestyguje serię niepowiązanych,

powiązanych morderstw. Wszystkie ofiary łączy X wyryte na ich ciałach, ale sprawcy są różni. i wydają się niepowiązani ze sobą. Przyznają się do winy, ale wydają się co najmniej skonfundowani tym, że coś takiego się wydarzyło. Nasz detektyw próbuje gdzieś tutaj dojść do jakiegoś sedna. Pomaga mu psycholog policyjny. Po pracy opiekuje się żoną, która wydaje się być w zaawansowanym postępie demencji. I w trakcie filmu pojawia

się też tajemnicza postać, która... Ono również ma problem z pamięcią i zaczyna wypytywać spotkanych ludzi o siebie, o sytuację, w której się znaleźli, no i o nich, o swoich rozmówców. Wydaje mi się, że bezpiecznie można powiedzieć tyle. Film gdzieś na przecięciu powieści detektywistycznej oraz czegoś paranormalnego, czegoś nie z tego świata, nie mówiąc więcej. Jeżeli jesteście zainteresowani... Bardzo zachęcamy do obejrzenia, no bo zaraz w sumie wskakujemy w spoilery. Nie będziemy się

tutaj ograniczać. Jest to film detektywistyczny, który również jest horrorem, ale nie horrorem sensu stricte, a tak jak spotkałem się z określeniem, gdzieś przeczytałem o tym w internecie, że jest to horror filozoficzny. Bym też postawił to łamane przez horror psychologiczny, bo jednak przez cały film my przede wszystkim jesteśmy z naszym

głównym bohaterem. z naszym detektywem i to on jest tutaj najważniejszy i to, co on przeżywa i właśnie też ten tytuł, bo nad tłumaczeniem tego tytułu, że w sumie to cure z angielskiego możemy tłumaczyć jako lekarstwo, ale też możemy to tłumaczyć właśnie jako Kuracja i wydaje mi się, że to polskie tłumaczenie pasuje, no bo gdzieś ten bohater na końcu jest wyleczony. z tego swojego, powiedzmy, takiego poczucia pustki,

bo on jest gdzieś taki zawieszony w... No raz, że w tym, że nie wie, jaki jest motyw tych wszystkich zbrodni, znaczy skąd one się biorą, ale naszego głównego bohatera życie zawodowe utknęło gdzieś. Jakby pracował w wydziale Archiwum X, że naprawdę są poszlaki, ale nie wiadomo, jak to zrobić. On przecież ma trupa i ma zabójcę. Ale to się nie zgrywa, bo ci ludzie, którzy popełniają morderstwa, wszyscy cierpią na amnezję i nie wiedzą, dlaczego to zrobili. Więc pojawiają się jakieś tutaj,

powiedzmy, paranormalne rzeczy. No i ten nasz bohater, taki mocno jednak usadowiony w życiu, jakoś musi znaleźć drogę do rozwiązania tej zagadki, która wydaje się być paranormalna. I może jest paranormalna. Ale zmierzam do tego, że właśnie tak jak w tym życiu zawodowym nasz główny bohater, no tkwi na jakiejś mieliźnie, tak samo w życiu

prywatnym, no też nie ma fajnego życia. Jakby ta żona, u której postępuje jakaś choroba, nie wiemy właśnie, czy to jest demencja, czy może oni się z jakąś traumą mierzą, no nie wiemy o co chodzi. Ona ewidentnie popada w jakąś chorobę psychologiczną. Co się z nią nie tak? Że na przykład nastawia pralkę i to też jest ciekawy motyw, o tym pewnie powiemy później, że ten dźwięk w filmie, że tak powiem, robi robotę. Że ta pralka gdzieś stała się takim nemezis, który się pojawia

i mnie straszy potem przez pół filmu. No więc ten nasz bohater właśnie tkwi w czymś takim, na tych mieliznach zawodowych i prywatnych. No i wydaje mi się, że to, co się dzieje przez ten film, to jest taka jego kuracja na wyleczenie się z tego. Cure to nie jest też oryginalny tytuł tego filmu. Oryginalny tytuł tego filmu to coś, co możemy przetłumaczyć jako misjonarz albo wysłannik.

Coś, co jest mówione w trakcie tego filmu, gdzieś tam pod koniec przez pana psychologa Sakume, który mówi o właśnie naszym głównym sprawcy, który nazywa się Mamija, że on jest takim wysłannikiem jakiejś innej siły, jakiejś ciemnej siły i jest tutaj wysłany, żeby krzewić jakiś rytuał. To zostało zmienione, ponieważ dwa lata wcześniej przed premierą nastąpił atak w metrze tokijskim, no i on został właśnie spowodowany przez kult

religijny. I tutaj właśnie połączenie religijne wydawało się troszeczkę nie na miejscu, więc uznano, że okej, zmienimy tytuł na cure. To była dobra decyzja, oprócz tego, że była właściwą decyzją w kontekście czasów, ale to jest fajne w tym filmie właśnie, że On się nie odnosi do jakiejś konkretnej religii. On się odnosi właśnie

do jakiegoś rodzaju wiary w coś. To może być hipnoza, to może być jakiś kult, no bo jednak mamy tą, to jest bodajże małpa, która się pojawia i tak też nie wiem, czy ona była tam naprawdę, czy nie, czy to jest tylko wizja naszego detektywa, bo mam wrażenie, że za każdym razem, kiedy pojawia się w tym filmie małpa, jest to POV. naszego detektywa. Więc to, czy ona jest w tym mieszkaniu mamii tam w tej łazience, czy jej tam nie było,

nie wiem. Mi się wydaje, że tak. Ja to odczytałem jako pewien rytuał przejścia chyba na tą ciemną stronę, biorąc pod uwagę, co się dzieje na końcu z żoną naszego głównego bohatera, z Fumie. To jest takie bardzo krótkie ujęcie, ale widzimy, że ona też nie żyje, ma X właśnie na krtani. Widzimy, że też jej ręce i nogi zostały wykręcone na przeciwne strony. Jest taka sugestia, że poświęcenie istoty żyjącej w ten sposób może być właśnie

konieczne do tego rytuału przejścia. Więc tak podsumowując rozważania o tytule tego filmu, to wydaje mi się, że to polskie tłumaczenie jest trafne i ktokolwiek je zrobił, według mnie zrobił to dobrze. Jeżeli założymy, że on przechodzi kurację, no to tak samo kuracje przechodzą ci inni mordercy. Do tego też przejdziemy dalej. Ale każdy z nich zabija dlatego, bo miał to głęboko w sobie, więc też każdy leczy się z tego, co

go gryzło wewnętrznie. O czym mówił właśnie Kurosawa w wywiadach, że gdy słyszał w wiadomościach informację o tym, że właśnie ktoś zabił i później były wywiady z sąsiadami albo ze znajomymi, no i mówili, że taki normalny i ten, i grzeczny i coś tam. to kto by pomyślał, że zabójca? I on pomyślał, że może to jest w drugą stronę, że to nie jest tak, że on się stał zabójcą, tylko że ten element jakiegoś zabójcy jest zawsze w nas. I to jest

to, o czym mówi pan psycholog Sakuma. Mówi o tym, że hipnoza, już w sumie możemy do tego przejść, bo to jest taki element właśnie tutaj paranormalny, jeden z, hipnoza nie przezwycięży jakichś moralnych barier. jednostki zahipnotyzowanej. Czyli jeżeli jednostka w głębi uważa, że morderstwo jest niedobre, to nie może być zmuszona do popełnienia morderstwa. Co nam mówi, że każda z tych osób tak w głębi

duszy nie uważa. W głębi duszy uważa, że morderstwo jest jakimś wyjściem dla nich moralnie dobrym. I to widzimy w sumie raz, za raz, za raz. Tylko te pierwsze morderstwo, które widzimy, pana na prostytutce, jest takie totalnie odarte z kontekstu, ale w każdym kolejnym mamy rozmowę właśnie z tym mordercą i każda z tych osób mówi, no że to wydawało się jakby dobrym rozwiązaniem. I

każdy miał jakiś powód. Policjant, który zabija swojego kolegę po fachu, no bo on był takim trochę gryzipiórkiem i wszystko robił według protokołu i chyba był taki ambitny, no i go denerwował ogólnie. Więc... No zabił. Pani lekarka przez jej szowinizm, no jej gdzieś zostało wtłoczone, że nie może być chirurgiem, więc sama się troszeczkę poddała podczas swojej nauki. Została lekarzem internistą i to zostało jakoś tam użyte jako powód do spróbowania rozetni człowieka. Zobacz,

co tam jest. Dasz radę. Bo to pierwsze morderstwo, to jest ekspozycja tego świata i że jakby my jesteśmy razem z tym naszym detektywem. No nie wiemy, dlaczego tak się dzieje. Musimy sobie to wszystko poskładać. Mamy tego pierwszego trupa, który ma wycięte na gardle X i od razu jest schwytany sprawca. Bo oni zawsze są gdzieś obok miejsca zbrodni. Ten początek jest taki dość ciekawy stylistycznie w sumie. Oglądając film od początku do końca, za drugim razem widać tą woltę, która

się dzieje zaraz po początku. Bo raz, że mamy wstęp... naszego detektywa Takabe, który jest troszeczkę no tak jak właśnie z typowego filmu policyjnego. Widzimy koguta i on jedzie na miejsce zbrodni, no i właśnie przeprowadza jakąś tam wizytację i szybko odkrywa, gdzie się skrywa złoczyńca. Ten początek to jest totalnie kino gatunkowe, mamy film kryminalny i to jest właśnie

ciekawe, co się dzieje potem. Oglądając ten film nie wiedziałem w ogóle, o czym on będzie i dla mnie początek był bardzo zaskakujący, jakby... Wesoła muzyka przy pierwszym morderstwie. Zastanawiałem się, dlaczego to zostało użyte. To jest normalne rozpoczęcie filmu o seryjnym mordercy. Tylko nagle on wchodzi do łazienki i się okazuje, że znajduje dowód osobisty tego mordercy. I tu już

jest coś nie tak. a parę kroków dalej znajduje go w ścianie i wtedy sobie myślisz, o kurcze, co tu się w ogóle dzieje, jakby morderca jest znaleziony w pierwszych pięciu minutach filmu i dopiero później się dowiadujemy, że jakby, że to jest jakiś ciąg morderstw, jakby tak naprawdę nie wiemy, co się dzieje i jak dla mnie oglądając ten film, no to właśnie budowanie tajemnicy w

tym filmie było bardzo ciekawe. Właśnie ten początek, później, gdy pojawia się nasz tajemniczy bohater na plaży, trochę tak jak z Feliniego i nie potrafi odpowiedzieć ani kim jest, ani skąd pochodzi. I nawet później, kiedy już wiemy, że on jest sprawcą tego wszystkiego, to i tak nadal jest tyle tajemnic i tyle niewiadomych, że ten film dla mnie był zagadką do samego końca. Nawet ostatnia scena jest zagadkowa. Ostatnie pół godziny to jest... No tam nie ma odpowiedzi. Tam już są

tylko pytania w sumie. I to jest super. Ale tak jak mówisz, też tak miałem z tym początkiem, że właśnie początek filmu, rasowe kino kryminalne, a potem nagle jest ta plaża. Ja bym tu powiedział bardziej... że to jest taki bardziej Antonioni,

przez to, że jest tam tak smutno i zimno. No jest to ewidentnie film psychologiczny, że jest ten gość, nie wiadomo skąd, w tym prochowcu, zagaduje do mężczyzny, który sobie siedzi na plaży i jest jakiś taki dziwny dialog między nimi i ja też wtedy od razu poczułem, tak coś tak sobie to uzyskowiłem po tam kilku minutach, że też kamera zaczyna inaczej pracować, że w ten film on ma takie... tempo na samym początku

i nagle na tej plaży to siada. I ta kamera tam, wydaje mi się, że to jest cały czas jedno ujęcie, kiedy oni ze sobą rozmawiają i ta kamera cały czas z nimi idzie. No i to mnie przykleiło do ekranu. I w zasadzie od tego momentu już mnie nie odkleiło od tego filmu. Styl reżyserski jest naprawdę, według mnie, niesamowity w tym filmie. Ta scena na plaży to nawet nie jest pierwsza

scena, w której jest długie ujęcie. Pierwsze długie ujęcie jest, gdy właśnie dowiadujemy się, że Ta sprawa, którą widzieliśmy na samym początku jest jedną z spraw, które się wydarzały. To jest chyba trzecia sprawa w ciągu dwóch miesięcy, oni mówią. I on wtedy rozmawia właśnie z panem psychologiem i sobie no tak gdybają, o co tutaj chodzi. I to wszystko jest tak bardzo, nie chcę powiedzieć statecznie, no ta kamera jest w jednym miejscu, ale tutaj troszeczkę podejdzie w lewo.

Aktorzy cały czas się przemieszczają, lewo, prawo, zmieniają swoje plany. I tak naprawdę z tego jednego setupu jest wyciągnięte, nie wiem, pięć, siedem minut naprawdę wciągającej dyskusji pomiędzy dwoma osobami i nawet sobie nie zdajesz sprawy, że, hej, nawet nie przecięliśmy tutaj ani razu. Oni po prostu rozmawiają. To już nas gdzieś podświadomie przygotowuje do tego, że zaczynam się gdzieś zacierać ta granica między tym, co nam się wydaje,

a tym, co tam jest. Reżysersko to bardzo jest konsekwentnie poprowadzone właśnie i operatorsko. I tak jak tu wspomniałeś o tym ujęciu, to prawie cały film jest zrobiony na takich bardzo długich ujęciach, ale właśnie tego się nie widzi, bo tam jest tak dużo ruchu i zmian położenia kamery w trakcie tego jednego ujęcia, że tego się w ogóle nie zauważa za pierwszym razem. I też na co zwróciłem uwagę, że raczej obserwujemy to wszystko z dystansu. Całą tą akcję jest bardzo

mało zbliżeń. Jeżeli są już zbliżenia, to one tak naprawdę się zaznaczają. I tak mi się wydaje, że to trochę odpowiada temu bohaterowi, który jest taki wyprany i odklejony od świata. Właśnie jak ten styl wizualny. Wyprany, że pralka. Na pralka chodzi. Można było tego użyć. Ale odnośnie właśnie naszego bohatera, co reżyser i otwórca głównej roli mówili w wywiadach, że stres to jest człowiek, który żyje pod wielkim stresem. I ten stres... W trakcie tego filmu on sobie

radzi z tym stresem. Mówili o tym, że stres ostatecznie czyni nas ludzkim i to, czym się staje nasz główny bohater na koniec, wydaje się straszne w sumie chyba przez to, że on przeszedł właśnie przez tą drogę, ale wydaje się absolutnie spokojny, wychillowany. Nawet zje sobie obiad do pełna. Pierwszy raz, na samym końcu filmu on pierwszy

raz je. Jest jawny kontrast, bo on wcześniej je w tym samym dinerze, zostawia prawie cały talerz, a na koniec filmu zjada wszystko, pani zabiera, czyściutki talerzyk, ta pani później sięga po nóż. Koniec. Koniec, ale ponoć jest wersja filmu, która jest kawałek dłuższa i widzimy jak ona zabija kogoś jeszcze w tej restauracji. Tak. To zostało nakręcone, zostało nawet przedstawione w pierwszym montażu, ale później Kurosawa uznał, że będzie ciekawiej to zostawić w ten sposób.

I absolutnie się zgadzam. Tak jak mówiliśmy, końcowe 30 minut tego filmu to już jest masa pytań bez praktycznie odpowiedzi. Tak zwana jazda bez trzymanki i wolna Amerykanka, jeżeli chodzi o znaczenia. Władzenie tego śledztwa, też to w filmie nie jest tak wszystko punktowane, jakby było w normalnym filmie detektywistycznym. Na przykład to, w jaki sposób on się dowiaduje, gdzie mieszkał nasz nieznajomy, to jest dla mnie

bardzo zagadkowe. To jest scena, w której okazuje się, że ten chłopak z zanikiem pamięci ma bliznę od oparzenia na plecach i ta blizna jest okrągła i mamy cięcie, kiedy detektyw jest już tutaj w hucie, ale też on wie, gdzie on mieszkał, znajduje to jego mieszkanie, okazuje się, że jego tam nie było przez pół roku. Tu mi się wydaje, że gdyby trzeba było to wytłumaczyć, jakby jak on

go znalazł, no to nie byłoby takie łatwe. I to po prostu reżyser jakoś tak przeskoczył, no bo nie było to dla niego ważne, bo jakby sama to śledztwo nie jest dla niego tak ważne, bardziej jest ważna ta atmosfera i to, że jak już tacy czujemy się, no że czujemy po prostu przez cały czas ten niepokój, nawet nie rozumiejąc do końca tego, co się dzieje. Jest trochę takich skoków zarówno w logice filmu, jak i w logice naszych

głównych bohaterów. Bo to, że właśnie nasz główny bohater niby ma ofiarę i niby ma sprawcę, ale czuje, że coś tutaj jest więcej. Rozmawia z panem psychologiem na dachu, że on tylko chce znaleźć słowa, które wytłumaczą te zbrodnie. Kiedy tamten go ostrzega, żeby za bardzo tam nie drążył. Czasami zbrodnia jest niewytłumaczalna, nikt nigdy nie wie, co siedzi człowiekowi w głowie itd. Dostajemy

trochę takich ostrzegawczych sygnałów. gdzieś właśnie w tej desperacji poszukiwania sprawcy no szybko właśnie skacze do a co jeżeli hipnoza? Czy hipnoza jest możliwa? Jakby poza filmem wydaje się nagłe, ale jakby rozumiem, że to jakaś desperacja gdzieś go zawiodła, no a logistycznie potrzebowaliśmy oczywiście wpleść ten motyw hipnozy. Tak, ale normalnie w kinie decyfistycznym byłoby coś, co by natknęło, że to mogła być hipnoza, nie?

Tutaj troszeczkę to było. Tylko właśnie on sam najpierw wpadł na tą hipnozę, a potem dostaliśmy potwierdzenie, no bo jest w jego mieszkaniu, a tam są podręczniki do psychologii i tam bodajże też było coś a propos hipnozy. Później tak, ale on jakby sam na to wpada, nie wiadomo skąd. I też sam początek filmu, kiedy on znajduje tego pierwszego mordercę, no to... Okazuje się, że ten morderca jest schowany w ścianie i też nie

wiadomo skąd on to wiedział. Nawet on nie słyszy tam niczego, tylko po prostu nagle się odwraca i otwiera to i znajduje tego morderca w ścianie. Więc jest tu parę jakichś takich elementów, które nie dadzą się logicznie wytłumaczyć. Może logika tego polega na tym, że nasz bohater też coś takiego doświadczał, że może on też słyszał jakiś głos,

który kazał mu otworzyć te drzwi. i tak dalej, że może możemy to nazwać intuicją, jakby jest detektywem od wielu lat, więc można powiedzieć, że jest tutaj starym wygą i trochę tak wygląda ten początek filmu, że właśnie on jedzie samochodem, kogut na dachu, muzyczka, on jest zmęczony, więc widzimy, że to jest na pewno stary detektyw, to jest japoński brudny Harry. Więc może to jest

tak. Ale to jest rzeczywiście, kiedy o tym myślę po filmie, to też zaczynam te dziury gdzieś mi się o wiele bardziej wybijają niż w trakcie seansu. Bo w trakcie seansu ja jestem totalnie gdzieś kupiony przez ten klimat i to właśnie to dobry też temat, co powiedziałeś Bartku, z tym stresem.

że ten bohater jest ciągle pod wpływem stresu i to jest to, o czym powiedziałem na początku, że ja mówię, że on jest właśnie w jakiejś takiej mieliźnie zawodowej i życiowej, a to chyba to słowo stres jest tu lepszym, jest kluczem do tego. Stresuje go praca, bo nie może znaleźć logicznego wytłumaczenia tych zbrodni, no i stresuje go życie prywatne, gdzie ma żonę, u której postępuje

jakaś choroba. On nawet to mówi temu głównemu złemu w pewnym momencie, że właśnie życie powinno być takie, że po prostu żyjemy szczęśliwie, bez zmartwień, a tutaj jest zupełnie odwrotnie. No i że ta jego żona to jest dla niego takie wielkie brzemię, ale też jakoś wrzuca to na społeczeństwo i wrzuca to na tego właśnie chłopaka, który tak naprawdę nie ma z tym nic wspólnego. Więc też taka nienawiść, która się rodzi w pewnym momencie od tego detektywa do tego podejrzanego chłopaka.

to ona też nie ma jakiegoś takiego racjonalnego uzasadnienia według mnie. Tylko po prostu jakaś ta jego frustracja narasta i narasta i widzimy jej erupcję w pewnym momencie. No to jest jakby istotne, żeby powiedzieć i co mówił sam twórca, reżyser, pan Kurosawa, że film jest mocno gatunkowy, ale jest też bardzo podstępny. On był zainspirowany milczeniem owiec i tym faktem, że nasz najbardziej

charyzmatyczny zły jest za kratkami. I nasz główny policjant, policjantka, w przypadku umilczenia owiec, musi z nim wejść w jakąś relację i oboje zostają jakoś zmienieni w trakcie tego filmu. Więc pan Kurosawa powiedział, okej, w pierwszym akcie nasz policjant szuka naszego głównego złego. W drugim akcie główny zły zostaje złapany i w trzecim akcie oni wchodzą w jakąś dyskusję i

oboje zostają zmienieni. I mówiąc o tych inspiracjach to też warto powiedzieć, że Kurosawa zaczynał w latach 80 -tych od kręcenia filmów telewizyjnych, reklam i tak dalej. I on był bardzo zainspirowany, bo dużo też się naoglądał, amerykańskiego kina klasy B. To są jego ważne inspiracje, to, że on przesiąkł amerykańskim kinem gatunkowym, amerykańskimi horrorami i z tego też gdzieś wyrasta właśnie

ten film. Ale też amerykańskimi filmami, On mówił o filmach tuż za tym trendem nowego amerykańskiego kina, gdzie tacy twórcy jak sam Peckinpah zaczęli wchodzić na scenę i oni tworzyli bardzo klasyczne, ale jednak rozwinięte w tym klasycznym stylu produkcje, które jednak tematycznie mówiły troszeczkę o czymś innym. Już nie były takie proste. Ale

też były gatunkowe. Tak. I to było dla niego też dużą inspiracją, że może robić coś... na dużym jakimś takim poziomie rzemiosła klasycznego i to na pewno widać w przypadku Cure, jeżeli mówimy właśnie o tym stylu wizualnym i ogólnie stylu filmu, ale jakby jego zawartość jest taka podstępna i przechodzi od czegoś dobrze znanego w coś na granicy światów, gdzie każdy może mieć taką troszeczkę odpowiedź, jaką sobie zamarzy. Okej, to w takim razie, gdzie... Kończy się pierwszy

akt. No ja bym powiedział, że złapanie naszego głównego złego, czyli Mamili. Wcześniej mamy jego wstęp, kiedy właśnie pojawia się na plaży, widzimy jak on zaczyna rozmawiać z panem, który też jest na plaży, no i już czujemy, że coś tutaj jest nie tak z tym osobnikiem, prawda? On wydaje się totalnie skonfundowany, totalnie odklejony od czasu. I nawet gdy zada pytanie i dostanie na nie odpowiedź, zaraz może zadać dokładnie to samo pytanie. Gubi się w tej rozmowie tysiąc

razy. Czym frustruje tą drugą osobę? Pojawiają się jakieś emocje. I wydaje się, że to jest jakiś taki klucz do jego zainteresowania tymi osobami, tego jak on na nie wpływa. To właśnie powoduje te emocje w nich i później zadaje im ważne pytanie. Kim jesteś? Opowiedz mi o sobie. Ta osoba jakoś tak... mimowolnie zaczyna mówić i przechodzimy

tutaj do hipnozy. I w tej hipnozie widzimy tą taką woltę, która się dzieje w samym Mamiji, kiedy on z takiego bardzo zagubionego osobnika, troszeczkę takiego chłopięcego, bezbronnego wydaje się, bardzo zagubionego, nagle staje się pewniejszy. Mówi, patrz tutaj, wyciąga zapalniczkę. albo nalewa wodę. Zaczyna mówić o drugiej osobie, dając troszeczkę nam znać, że potrafi jakoś odczytywać emocje i pamięć tych osób. Kiedy mówi do pani lekarki, mówi właśnie o tym, że on jest pusty.

Kiedyś miał coś w środku, ale to wszystko jest teraz na zewnątrz. I dlatego może widzieć to, co pani ma w środku. I on mówi jej, Wyczytuje z jej środka jej zmartwienia o tym, że ona chciała być chirurgiem. Mówi jej, nie patrz na mnie. Patrz na tą wodę, która się tam rozlewa. Powoli po podłodze płynie. Bo on też chciał ją podejść. Najpierw zapytał o palenie. Czy możesz zapalić papierosa? Nie, nie możesz. To nagle wymyślił, ale chce mi się pić. I zaczął sobie nalewać wody

i potem tą wodę rozlał. Tak, myślę, że można powiedzieć, że używa elementów, bo widzimy ogień właśnie z zapalniczki, widzimy wodę, a później widzimy też dźwięki, które się roznoszą po szpitalu, kiedy on wali w kaloryfer. Więc wydaje mi się, że wykorzystuje te żywioły, żeby jakoś skupić uwagę swojego celu. Jestem absolutnie przebiegły, konsekwentny i świadomy tego. I sugeruje im zabójstwo. Sugeruje właśnie pani lekarz. Oni nie pozwolili ci być chirurgiem. Oni uważają, że jesteś tylko

kobietą. Oni, czyli mężczyźni. Oni, czyli mężczyźni. Rozetnij mężczyznę. Zobacz. Pokaż. I to się dzieje. To było super wybijające w tym filmie, kiedy każde morderstwo jednak polega na przecięciu szyi w ten znak X, a ta lekarka... zaczęła gościowi zrywać twarz z czaszki. I to zrobiło wrażenie. Zrobiło to na mnie o wiele mocniejsze wrażenie niż 3 czwarty obecnych filmów, w których chodzi o to, żeby komuś zerwać twarz. To było naprawdę

użyte w sposób genialny. No i ciekawe jest to, jak my poznajemy to imię naszego głównego złego, no bo on ma przy swoim płaszczu, ma przyszyty fragment materiału ze swoim imieniem. Po czym, kiedy ten bohater, który go spotyka na plaży, właśnie to czyta i pyta go, czy się nazywasz Mamija, to Mamija bierze ten płaszcz i to wyrywa. I to jestem ciekaw, skąd się to wzięło w płaszczu Mamiji. No może z tej pracy. Może jeżeli pracował w tej hucie, może ich kurtki były po prostu tak

oznaczone nazwiskami pracowników. No to jest jedyne, co mi przyszło do głowy. Prawdopodobnie, ja bym powiedział, że jego stan się pogarszał, tak jak stan żony detektywa Takeby. gdzie miał gorsze dni i lepsze dni, ale było wiadomo, że do jakiegoś poziomu jarzenia już tutaj nie doskoczy raczej, więc trzeba sobie troszeczkę poradzić. Czyli na przykład mieć jakiś dokument albo inną informację o tym, kim jesteś, bo jest wysoka szansa, że możesz to zapomnieć. Tak jak żona

detektywa Takeby zapomina, gdzie jest. Wychodzi po zakupy i się gubi. Tak, i w ogóle wprowadzenie tego bohatera to mocno mi przypomniało Memento i właśnie bohatera tamtego filmu, który nie miał pamięci krótkotrwałej i właśnie wszystkie rzeczy musiał sobie zapisywać na ręku, nawet właśnie jak się nazywa, no bo jakby nic nie pamiętał. I tutaj z tym bohaterem jest bardzo podobnie. No więc jest to super zabieg ze strony Kurosawy.

My szukamy do tego jakiegoś znaczenia, a może to chodziło tylko i wyłącznie o to, żeby w ciekawy sposób wprowadzić imię bohatera, nie? Dobra, więc możemy powiedzieć, że akt pierwszy właśnie kończy się złapaniem Mamii tuż po akcji w szpitalu. No i rozpoczyna się taka troszeczkę rozgrywka. To, co mówiłeś, Adi, o tej jawnej niechęci detektywa Takeby do Mamii, jest widoczne bardzo szybko podczas ich rozmowy pierwszej, kiedy on pokazuje mu zdjęcia i tamten, tak jak widzieliśmy wcześniej.

zadaje kuliste pytania. Dlaczego? Kim jesteś? A po co ci te zdjęcia? Jeżeli ci się nie podobają, to dlaczego je masz? I tak próbuje troszeczkę go rozłościć. To mu się bardzo udaje. Tamten mu wybija zapalniczkę z rąk, a później rzuca kawą w niego. Jawnie daje znać, że pała do niego niesamowitą niechęcią. Ale to też jednocześnie pokazuje nam, że... Tak chyba to jest mocny zawodnik, którego nie da się zahipnotyzować odpaleniem

zapalniczki. Czy puszczeniem wody. Też ja to tak odczytałem, że o, w końcu nasz główny złoczyńca natrafił na równie godnego sobie przeciwnika. Tak. No jest scena drugiego wywiadu pomiędzy nimi w celi, a raczej w celi szpitala psychiatrycznego, która jest właśnie już dowodem na to, że Mamija chciałby go zahipnotyzować, ale tak jakby się nie daje. I zaczyna używać hipnozy przeciwko

niemu de facto. Po czym ten pokazuje jakieś inne swoje moce, które można odczytać różnie, ale widzimy nagle krople deszczu, które są na suficie w pokoju. Ten deszcz zaczyna skapywać i gasi właśnie tą zapalniczkę. Ten pokój ciemnieje. Jawne są tutaj jakieś... paranormalne zdolności, które mamija albo posiada, albo jakoś mimowolnie potrafi użyć. Ale też to może być przypadek, że akurat spadł deszcz, że ten film jest jakby tak niejednoznaczny, że możemy to sobie różnie

tłumaczyć. Tak, że po prostu ktoś zalał w celi wyżej podłogę. Dokładnie, takie rzeczy się zdarzają. Ale też tu gdzieś zaczyna się powoli ten horror, że ten klimat zaczyna gęstnieć i my też zaczynamy tak razem z tym Takebą kwestionować to wszystko, co się dzieje na ekranie. Scenę, w której Takeba widzi swoją żonę, która popełniła samobójstwo. I to było dla mnie na maksa szokujące. Ja naprawdę myślałem, to mi też grało, że ona popełniła

samobójstwo. I nagle jest twist? Nie. to on to widzi, a ona jest tutaj normalna w tej scenie. W sensie zachowuje się w sposób daleko odmienny od tego, w którym widział ją Mamija. Ijąc tą konstrukcją aktową, no to mamy w drugim akcie powolne... Czy możemy to nazwać popadaniem w szaleństwo przez Takebę? Dla mnie nie popadanie w szaleństwo, tylko on coraz bardziej sobie uświadamia,

co by chciał. Gdy jest scena, kiedy jemu się wydaje, że jego żona się powiesiła, no to on tak naprawdę chciałby, żeby ona się powiesiła, bo wtedy już nie miałby tych kłopotów. I później są takie sceny, kiedy on sobie wyobraża właśnie, że bierze nóż i mamy takie cięcie. W tamtym momencie to w ogóle myślałem, że zabił tę żonę nożem. Na samym początku filmu też jest ciekawe połączenie

montażowe. Kiedy on jest wkurzony na tę żonę za to, że znowu włączyła tę pralkę czy suszarkę i on idzie, wyłącza tę suszarkę i mamy cięcie i wtedy ten drugi morderca nagle wypada przez okno. I to jest tak zmontowane, że w pierwszej sekundzie myślałem, że nasz główny bohater tę swoją żonę wywala przez okno. Ale co prawda jest gdzieś takie podskórne to poczucie właśnie, że tak chyba ma problem z tym, że ta żona popada w jakąś chorobę i jest to dla niego ciężar, ale

no jak sobie z tym poradzić? Tak. W końcu sobie z tym radzi, oddaje ją też do szpitala psychiatrycznego, tak jak mówi lekarzowi, tylko do końca tej sprawy, no ale raczej chyba tam zostanie. Tak samo jak obiecuje jej od następnego początku, że jak tylko skończę tą sprawę... to pojedziemy gdzieś na wakacje. I co tutaj jest istotne, lekarz właśnie ze szpitala psychiatrycznego patrzy na pana detektywa i mówi nie pracuj tak dużo, bo wyglądasz gorzej niż swoja żona. Dla mnie ty wyglądasz na chorego.

Co też jest taką sugestią, że coś jest z nim nie tak. Za drugim razem, gdy oglądałem ten film, totalnie widziałem tą rozchodzącą się rzeczywistość. Ja bym tak to troszeczkę określił. Raz, że ten film próbuje nas zahipnotyzować. To, że my też widzimy właśnie co rusz są błyszczące światła, albo słyszymy właśnie te dźwięki, niepokojąca, irytująca pralka, jakiś biały szum, te fale, które są takie bardzo agresywne, bym w sumie nawet powiedział, nawet przez ściany je słychać.

Tak samo jak bohaterowie widzimy właśnie, jak ta rzeczywistość się troszeczkę zaczyna nam rozchodzić. I jest... Gdzieś chyba na przecięciu drugiego i trzeciego aktu, właśnie jak Takebe jedzie z żoną do psychiatryka, żeby ją zostawić, oni wsiadają do autobusu. Gdzie on jedzie, ten autobus? Widzimy autobus z czerwonymi siedzeniami i za oknami są chmury. Jakby nie ma w ogóle rzeczywistości. To jest autobus do fantazji. Ciężko tutaj określić. To jest pierwszy raz, kiedy widzimy coś jawnie

nierzeczywistego w tym filmie. Ja zacząłem się wtedy też zastanawiać, czy to czasem nie jest tak, że jeszcze jak była ta scena właśnie, że Takeba bierze nóż. Bo to autobus jest dokładnie po tym. To jest kolejne ujęcie też. Myślałem, że on po prostu ją zabił. Tak, tak. I ten nóż jest przecież, on jest tam przez ułamek sekundy wręcz. I potem jest właśnie ten autobus taki bajkowy. I naprawdę myślałem, okej, on ją zabił i to jest jakiś jego teraz wizja po prostu. Mamy

to ujęcie, że on chwyta nóż. No to to mnie już gdzieś tak nie tyle wypięło, co ja już wtedy jakby odleciałem razem z nimi tym autobusem w chmury, bo nie wiedziałem, czy to mu się wydaje Takebie, czy nie. I tak naprawdę już w zasadzie do końca filmu potem, to my już nie wiemy, co mu się wydaje, a co nie. I to jest super w tym filmie. I to jest też właśnie to mistrzostwo

Kurosawy. Takie rzemieślnicze. Naprawdę, że to, jak ten film jest opowiedziany, korzystając z instrumentarium gatunkowego, to nie jest to film stricte gatunkowy. Że nawet jak na początku mówiłem, że to jest jednocześnie film detektywistyczny, kryminalny, ale jest też to horror psychologiczny, horror filozoficzny, ale że właśnie jest taki pomiędzy gatunkami, to sprawia, że ten film jest super ciekawy. Że jednocześnie korzystając z takich... super gatunkowych rzeczy, no nie jest

to film gatunkowy. Jest to coś więcej. Jakby naprawdę nie dziwię się, że nawet Martin Scorsese mówi o tym filmie jako o takim najbardziej niepokojącym filmie Kurosawy. To jest świetna robota rzemieślnicza. Ten film tak nas cały czas zwodzi. Gdzieś igra z naszym, z tym naszym stopniem poinformowania, że tak powiem, to jest coś, co sprawia, że ten film gdzieś tak siedzi w głowie. Gdzieś przeczytałem w jakiejś recenzji, że To jest takie porównanie, jak śpicie i budzi was w nocy jakiś dźwięk, że

ktoś stoi, nie wiem, na schodach w cieniu. To ten film jest właśnie tym, jest tym dźwiękiem. I myślę, że to jest super trafne porównanie, że niby to wszystko znamy, te wszystkie elementy, znamy ten film detektywistyczny, znamy ten dramat psychologiczny o właśnie radzeniu sobie z ciężko

chorą żoną, ale... No niekoniecznie, że to właśnie jest takie znajome, ale jest też gdzieś przerażające, że właśnie ta pralka, to było dla mnie mistrzostwo, kiedy za drugim razem ten nasz główny bohater siedzi w mieszkaniu, wrócił właśnie i chyba było to surowe mięso, nie mam pewności, ale kiedy on wraca do mieszkania i działa ta maszyna, no więc idzie ją wyłączyć, wraca do pokoju i w tym momencie wstaje jego żona i ją na nowo odpala. I też myślę, że ta scena to jest pokazanie tego,

z czym na co dzień mierzy się Takeba. Wtedy też jest jawna różnica w sposobie kręcenia tej sceny. Bo o ile większość jest właśnie taka dość stateczna, tak ta wydaje się troszeczkę jak z Handycama. Ten obraz się troszeczkę porusza, dając takie chyba wrażenie właśnie tego rozedrgania wewnętrznego Takeby i zarazem jego domu, który jest niestabilny. To, że jego żona... gdzieś pamięta, jak to jest wykonywać jakieś obowiązki domowe, no ale to

są jakieś takie puste czynności. Ona pamięta, że się nastawia pranie, ale nie wrzuca tego prania. Ta pralka po prostu chodzi, chodzi i chodzi i chodzi, aż nasz główny bohater ma dość. I ten styl właśnie wizualny jest tutaj bardzo, bardzo ciekawy. To jak wprowadza właśnie napięcie przez utrzymywanie tych długich ujęć. Wydaje się, że Zostaliśmy troszeczkę tak przyzwyczajeni do cięć, że gdy widzimy tak długie ujęcie, no zaczynamy jakoś odczuwać dyskomfort. To jest za długie,

jakoś tam podświadomie coś nam mówi. Patrzymy, patrzymy i zaczynamy się doszukiwać. Co tu się stanie, prawda? Też widzimy, jak te emocje zaczynają się rozwijać w tych scenach długich. Możemy przejść od właśnie spokojnego... wywiadu pomiędzy detektywem a podejrzanym, no a skończyć praktycznie na bójce. Coś, co wydaje mi się, że właśnie zostało odebrane przez koreańskich twórców później, na przykład przy Memories of Murder, która też ma długie ujęcia z wieloma planami, gdzie wydaje się, że

są minifilmy w sumie w tych ujęciach. Właśnie jest bardzo dużo długich ujęć, ale czasami te krótkie ujęcia, te inserty, one są tak krótkie, że wygląda to jak błąd. Że na przykład, kiedy nasz główny bohater jest w pralni, gdzie czeka na odbiór jakichś swoich rzeczy i to nie przychodzi i mamy nagle takie bardzo krótkie ujęcie na taką kobiecą sukienkę, która wjeżdża. I to jest po prostu tak krótkie, że przy normalnym montażu

to by było uważane za urwane. I podobnie właśnie różne sceny jego wizji, albo to jak bierze ten nóż. To wszystko wygląda na za krótkie i to też jeszcze potęguje to, że czujemy się niekomfortowo oglądając ten film. No to jest ten kontrast, prawda? Właśnie w tej scenie drugiego wywiadu z mamiją w celi psychiatryka, to też jest długa scena, w której oni przechodzą z pokoju do pokoju, jeden do jednego, drugi do drugiego, ciemność, jasność, żarówka i tak dalej. Jeden siada, drugi

wstaje. I to trwa właśnie parę dobrych minut. I tak aby przejmuje jawną inicjatywę w tej dyskusji, bierze właśnie tą zapalniczkę, mówi mu, co, bez zapalniczki nie możesz mówić? I odpala tą zapalniczkę. Wydaje mi się, że w tym momencie jest dosłownie właśnie takie bardzo ostre cięcie. Proste, trochę tak jak z Ozu. Dokładnie na niego, który mówi

jakby przez nas do Mamii. I to jest tutaj ten kontrast, że widzieliśmy coś bardzo długiego i nagle zaczynamy to rozgrywać shot, reverse shot na dwóch rozmówców, aż do zakończenia tej sceny. Więc tutaj ten kontrast właśnie, to, że długo, krótko, to nam wprowadza taką niepewność, że Nie wiemy, jak ten film funkcjonuje. Gdzieś pomiędzy tymi dwoma stylami jest styl tego filmu. Nie można go określić jednym stylem właśnie.

I to jest chyba coś, o czym też mówi ten film i o czym mówił Kurosawa i mówi jakby do dzisiaj, że on nie jest zwolnikiem prostych jakichś takich dyskrypcji. Nie można człowieka określić w jeden sposób. Tam jest dużo ludzi w tym człowieku. Możesz być właśnie lekarzem i zabójcą, prawda? Możesz być detektywem i zabójcą i dobrym mężem

i złym mężem i wszystko naraz. Jest to kino przez wielkie K. Myślę, że możemy bez najmniejszych oporów ten film postawić obok zbrodni i kary Dostojewskiego i to też jest bardzo złożony portret psychologiczny. To naprawdę tutaj Kurosawa myślę, że pokazał, że jest równie świetnym twórcą jak wcześniejszy Kurosawa. Ja tutaj czuję ewidentnie, że jest to twórca. Jest trochę taki, jak u Kubricka, coś takiego czuję właśnie, takie napięcie, które wytwarza mam wrażenie, jak mimochodem. To jest

naprawdę, no wybitne. Ale tak jeszcze, a propos tych ujęć, tylko chciałem powiedzieć, że właśnie te krótkie cięcia, one są takie na granicy percepcji, że to jest takie mrugnięcie okiem. I nie wiesz, czy to się wydarzyło, czy nie. I naprawdę to wprowadza w jakiś trans. No tak się czułem po tym filmie. To jest magia tego filmu, jakby. To jest ten... klimat, który rozsiewa na widzu. Go hipnotyzuje właśnie tą niepewnością, tymi

różnymi stylami. Dla mnie też ten film trochę jest o tym, że w realnym życiu, jakby poza filmowym, też mamy w społeczeństwie dużo morderstw, które są popełniane przez normalnych ludzi. I tego jakby społeczeństwo nigdy się nie spodziewa, że ktoś, kto właśnie jest tam, no nie wiem, nauczycielem, czy fryzjerem, czy kimś nagle zabija siekierą

swoją żonę i dzieci. Później czytamy o tym w gazetach, ale nikt się tak naprawdę nie zastanawia, skąd to się wzięło i dlaczego ktoś, kto wydawał się normalny, popełnia nagle taką zbrodnię, która jakby nie ma uzasadnienia i racjonalnie na pewno się dla niego nie skończy dobrze. I w tym filmie wydaje mi się, że mamy to fajnie uchwycone, że cały czas mamy taki klimat, że każda z tych postaci, którą mamy w filmie, może się okazać zabójcą.

Tak samo się dzieje z psychologiem. W pewnym momencie widzimy, że X pojawił się u niego na ścianie w pokoju, więc on też może kogoś zabić. Później się okazuje, że on nie zabija, ale zabija się sam. No i film kończy się na takiej nucie, że tak naprawdę każdy teraz może zabić nie wiadomo kogo. To mi się wydaje tylko bardzo niepokojąca koncepcja, ale właśnie trochę tak jak w prawdziwym życiu, tylko nad tym się tak na co dzień nie zastanawiamy. Tej niepewności na pewno jest dużo

i jest ona specjalnie tam przechwycona. Kiedy detektyw właśnie wchodzi do pokoju, Mami widzi wiele podręczników o psychologii, o schizofrenii. To, co głównie go interesuje, na co natrafia, jest podręcznik o mezmeryzmie. I tutaj nawet tytuł tego podręcznika jest według mnie bardzo istotny. Co do znaczenia całego filmu, to mezmeryzm albo koniec oświecenia. Oświecenie, czyli jakiś nurt, który mówi, że możemy poznać esencję czegoś. No tutaj mówimy, że nie da się poznać tej esencji.

Ta esencja jest rozmyta, rozlana w wielu odcieniach szarości i tak jak mówił psycholog na samym początku, nie można powiedzieć, co człowiekowi siedzi w głowie. Możemy widzieć tylko takie właśnie poszatkowane wizje jak na końcu. Gdzieś na granicy jawy i rzeczywistości. Myślę, że możemy tutaj opowiedzieć, jak sam film się kończy, bo to też jest bardzo ciekawe. Po raz kolejny nasz detektyw wsiada do tego magicznego autobusu, który wydaje się

podróżować gdzieś na granicy światów. Trafia do starego bloku mieszkalnego, takiego drewnianego i tam spotyka właśnie Mamiję. Wcześniej widzi zdjęcie osoby, która rozpoczęła kult mezmeryzmu. Piękne, wyblakłe zdjęcie człowieka bez twarzy. za kotarą. Cudowna wizualka. No i wtedy widzi tam się z Mamiją, który jest taki bardzo rozochocony i mówi, że w końcu tu trafiłeś. Każdy, kto chce

poznać siebie, w końcu tu trafia. No ale Takebe dalej jakby nie jest przyjacielem Mamiji, mimo że wydaje się, że ich jakieś istoty tutaj stoją na tym samym poziomie moralnym. No i Takebe wyciąga pistolet, strzela do niego. Pyta się go, czy teraz pamięta swoje życie, kim jest, tamten mu potwierdza. Próbuje jeszcze zrobić ten ruch X ręką, żeby albo go zaczarować, ciężko powiedzieć, jest to element rytuału. Tak jakby daje mu skończyć, albo nie daje mu skończyć. Kolejne niedopowiedzenie.

Strzela do niego jeszcze jakieś 6 razy, żeby się upewnić, że ta cholera już nie wstanie. Po czym mamy przebitkę do restauracji, gdzie zjada właśnie obiad, mówiliśmy o tym i wydaje się właśnie pozbawiony tego stresu, tego ciężaru, który na

nim spoczywał przez całe życie. No i to też jest pytanie, czy on naprawdę zabił tego Mamieje, bo właśnie ta scena jak trwała, to miała taki sznyt powiedzmy magiczny, ale w momencie, w którym właśnie nasz bohater strzela tyle razy, do tego Mamii, to zacząłem się zastanawiać, czy to jest naprawdę, czy nie. No i nie mam na to odpowiedzi, bo zaraz potem jest scena w restauracji, która też się kończy idealnie przed akcją, przed tym,

jak ta kalnerka bierze nóż. No zwłaszcza, że gdyby nasz główny mohater zabił naprawdę tego Mamię, to raczej miałby problemy. A tutaj wygląda, że nagle wszystkie jego problemy się skończyły. Tak, pozbył się żony, pozbył się Mamii i w końcu spokojnie zjadł posiłek. Ale po tym posiłku nie nastąpił spokój, no bo nie wiemy, czy ta kelnerka zabiła go, czy zabiła kogoś, czy zabiła siebie, że jednak ta śmierć dalej jest i dalej jest niewyjaśniona.

Tak, że śmierć tego Mamie nie zakończyła tego procesu, że to jakby dalej trwa, że to się roznosi dalej. No jedna z sugestii filmu jest taka, że nasz detektyw Takabe został właśnie nowym misjonarzem mrocznego kultu, czy jakiejś mrocznej prawdy, której się nie da poznać. On właśnie zabija mamiję, później odsłuchuje jakieś stare nagrania na fonografię. Na jego twarzy nie pojawiają się żadne emocje, wydaje się. Widzimy, że szaleństwo jakiegoś morderstwa

dalej jest w świecie. Kelnerka bierze nóż, tuż po tym, jak zresztą rozmawia z naszym detektywem, czy on ją zaczarował. jedna z wielu otwartych kwestii tego filmu. I to nas sprowadza do jednoznacznego stwierdzenia, że jak na razie to jest nasz trzeci odcinek i każdy film to jest film Henry. Bo Cruising również kończy się tak, zło dalej jest na świecie. To jest ta współczesna prawda. No nie da się wyplenić tego. Więc zobaczymy, co będzie w następnym

odcinku. No ale teraz myślę, że wszyscy czekają na nasze drugie uderzenie, więc Bartek, z czym byś sparował Cure? Zacznijmy od takiej linii myślowej, o jakich filmach myślałem. No Longlegs już coś tam powiedzieliśmy, to jest film bardzo świeży, też mówi o detektywie, pani detektyw, która poszukuje jakiejś prawdy, jakiegoś mordercy, który wydaje się paranormalny. Longlegs to nie jest mój wybór. Myślałem też o filmie, który się nazywa Harry Angel. Wydaje mi się, że z początku

lat dziewięćdziesiątych. Louisiana, Diabeł, Poszukiwania. Mickey Rourke przed operacjami plastycznymi. Mickey Rourke przed operacjami plastycznymi. Al Pacino grający... Robert De Niro. Robert De Niro grający Belzebuba, obierający bardzo sugestywnie jajko. Ale to też nie jest mój wybór. Mój wybór

to film też w miarę świeży. The Empty Man. 2020 rok, amerykańska produkcja, raczej mało znana bym powiedział, troszeczkę ofiara połączenia firm Fox i Disney, gdyż większość produkcji była za kadencji jednego, później Disney za bardzo nie wiedział, co z tym zrobić. W trakcie pandemii wrzucił ten film do kin, gdzie był grany przez tydzień, po czym oczywiście zszedł, no bo kto chodzi do kina, kiedy... Ludzie umierają. Został wrzucony na Disney+. No i troszeczkę tak sobie

leży. Gdzieś na niego trafiłem po poleceniach i na pewno polecam też wam. To jest film o detektywie, eks -policjancie, teraz prywatnym detektywie, który zostaje wplątany w poszukiwanie dziewczyny, która wzięła udział w jakimś rytuale. Jest trochę taka legenda miejska o Empty Manie. Gdy pójdziesz na most, pomyślisz o Empty Manie, zadmuchasz butelkę, no to on do ciebie przyjdzie. Pierwszego dnia go słyszysz, drugiego dnia go widzisz, a

trzeciego dnia przychodzi. Koncept wydaje się mega sztampowy, zwłaszcza współcześnie, bo mieliśmy już trochę takich straszaków po linii Slendermana, ale bez spoilerów ten film jest po pierwsze mega solidnie zrobiony rzemieślniczo. Reżyser David Prior to był uczeń Davida Finchera i ma, ja bym powiedział, że perfekcyjną kontrolę nad obrazem i dźwiękiem, że nawet jeżeli to, co widzisz, może się wydawać sztampowe, to to, jak to jest przedstawione, no trzyma cię naprawdę w uwadze.

I co mi się bardzo podoba w tym filmie jest to, trochę tak jak w Cure, ile mnogości w sobie zawiera. Empty Man zaczyna się takim w sumie dwudziestominutowym shortem horrorowym, który się dzieje w Butanie, Później mamy opowieść detektywistyczną, która się przeradza w jakieś poszukiwanie jaźni siebie, horroru kosmicznego. Mega ciekawa rzecz. Rozumiem, że dla wielu się gdzieś tam rozchodzi, bo to jest długi film. Ja to kupuję i mam nadzieję, że reżyser dostanie kolejną szansę na długi metraż.

To jest moje podwójne uderzenie. Okej, to powiedz co jest tym elementem spajającym Cure i The Empty Man jako ciekawy double feature według ciebie? No detektyw i to przez jaką podróż on przechodzi, gdzie się kończy. To jest troszeczkę spoilerem do Empty Mena, no ale... Że to jest psychologiczne połączenie, powiedzmy. Psychologiczne połączenie zmiany, drogi, tego poszukiwania. Bardzo istotne właśnie w Empty Mene jest właśnie myślenie o

Empty Mene. Prawda? Jakieś wejście w tą... zbiorową psychozę i dla mnie też jest to jednym z tematów Cure i o to chodzi w mezmeryzmie, czyli właśnie takie wpływanie na świat myślami i to jest też takie połączenie pomiędzy tymi dwoma filmami plus właśnie detektyw na tropie, paranormalia, niepewność, dziwność. Według mnie to się łączy. Fajnie, że wziąłeś film, który jest w miarę nowym filmem. że gdzieś jednak to połączenie, że jednak ponad 20 lat różnicy między filmami. No, jestem

ciekaw. Ja nie widziałem Emptymana, więc chętnie sobie nadrobię. A o twój film, Łukasz? Najpierw powiem, o jakich filmach myślałem. No i taka pierwsza myśl była taka, o której wszyscy myślą, jak mówią, cure, czyli porównanie do Siedem Davida Finchera. I według mnie to jest porównanie, które no, umniejsza filmowi Cure, bo wydaje mi się, że Fincher zrobił świetnie skrojony film, ale jednak jest to amerykańska produkcja, która nie

bawi się w filozofowanie. że 7 jest kinem psychologicznym, ale Cure stoi gdzieś wyżej, że jest to zupełnie inna rzecz i naprawdę nie jestem fanem takiego porównywania, ale jeżeli ktoś ma zobaczyć Cure, bo usłyszał, że jest to japońskie Siedem, to jest to świetny powód, żeby zobaczyć Cure, ale nie nastawiałbym się na porównywanie tych dwóch filmów.

Więc to była gdzieś taka pierwsza myśl, ale pierwszym filmem, o którym pomyślałem przy Cure... był film Perfect Days Wima Wendersa, bo pomyślałem sobie, że to byłoby ciekawe te dwa filmy ze sobą połączyć, bo przez to, że gra tam ten sam aktor i ja najpierw widziałem Perfect Days, gdzie ten główny bohater jest takim człowiekiem bez historii, nic o nim nie wiemy, tylko on sobie żyje i po prostu jego życie polega na tym, że pracuje jako sprzątacz publicznych toalet i sobie żyje tym

życiem. I tu myślałem, że to jest ciekawe, że właśnie może to jest właśnie to, co się zadziało z tym naszym głównym detektywem, że właśnie po tych tylu latach on w końcu się odciął od wszystkiego, mieszka sam i sobie sprząta te toalety i żyje takie miłe życie. Ale to nie jest film, który bym wybrał jako double feature. Filmem, który najbardziej mi pasuje jest amerykański film z 1976 roku God Told Me To. Po polsku Bóg mi powiedział. Cześć, tutaj Łukasz. Wkradł się mały chochlik

montażowy. Larry Cohen jest, to znaczy był reżyserem i scenarzystą filmu Black Caesar 1973 roku. Czyli tego klasyka Blacksploitation. No więc, jest to historia chrześcijańskiego detektywa. który próbuje rozwiązać zagadkę wielu morderstw, które łączy jedna rzecz. Każdy ze sprawców na pytanie, dlaczego to zrobiłeś, mówi, tak powiedział mi

Bóg. I nasz główny bohater nie ukrywa się z tym, że jest wierzący, ale nie chcę tutaj za dużo zdradzać, bo w tym filmie na tropie prowadzenia tego śledztwa pojawiają się przewodnik duchowy, motyw Maryi i to naprawdę jest bardzo ciekawie utkane. A jednocześnie Larry Cohen nie jest tak precyzyjnym reżyserem jak Kurosawa, bo jednak on wywodził się z amerykańskiego kina niezależnego. I na przykład w tym filmie jest scena w czasie

parady św. Patryka. No i Larry Cohen nie miał pozwolenia na kręcenie w trakcie tej parady i wszystko zostało nagrane. Tak na żywca, że tak powiem. Więc czuć w tym filmie taką surową energię i wydaje mi się, że może dziś tak przypadkiem wyszło z tego takie kino, powiedzmy, filozoficzne, ale jednak Cohen o wiele bardziej skręca w takie nurty kina klasy B. Ale on naprawdę tak świetnie eksploruje temat wiary. Tylko, że w przeciwieństwie

do kuracji. Tutaj mówimy jasno o wierze katolickiej i że to jest bardzo ważna rzecz dla naszego głównego detektywa. Bardzo polecam ten film. To dlaczego też te filmy połączyłem? No to właśnie ten temat wiary, że gdzieś w Cure mówimy o szukaniu tego sensu w jakimś sensie, a z kolei w God Told Me To zagłębiamy się czym jest wiara i czy na przykład nie jest tylko jakimś pretekstem do tego, że ktoś może uznać siebie za wybrańca na przykład.

Bardzo ciekawy film. Bardzo ciekawy film. Myślę, że szerzej raczej nie jest znany, ale naprawdę kawał ciekawej historii. Jest dość dosłowne nawiązanie, można by powiedzieć, że nawiązanie przynajmniej do konceptu w Cure, bo pan psycholog Sakuma, kiedy rozmawia z detektywem wiele razy, mówi mu, no i co? Szatan im powiedział? To mnie naprowadziło na myślenie o tym, że kurczę, ten God Told Me To to może być fajne połączenie, fajne właśnie jako double feature. Dlatego nie wiem, może Kurosawa

widział God Told Me To? Może nie? To Adi. A ja jeżeli chodzi o parowanie, no to zastanawiałem się nad Teoremat. To jest taki film Pasoliniego z 1968 roku. I tam premis jest w pewnym momencie podobny. Pojawia się chłopak znikąd, który wchodzi do arystokratycznej rodziny i jakby jego zachowania, o nim niewiele wiemy, ale jego zachowania doprowadzają do tego, że każdy z nich odkrywa jakąś prawdę o sobie. I ten film jest jeszcze bardziej tajemniczy

i bardziej symboliczny niż Cure. Więc to jest taki film, gdzie bardzo wiele różnych znaczeń można odnaleźć i... Ten koncept był później często wykorzystywany. Na przykład Takashi Miike zrobił później swoją wersję teorematu, taką o wiele bardziej brutalną i ona się nazywa Visitor Q. To też wam bardzo polecam. To jest mało znany film, a jest naprawdę ekstremalny. A z ostatnich czasów, no to na przykład Saltburn. To też jest jakby wersja Teorematu. Ale pomyślałem sobie,

że... To jest podobny koncept, ale nie wiem, czy to byłoby dobre na parowanie, więc do parowania dałbym jednak Siedem. Więc ciekawy Łukasz, że przed chwilą powiedziałeś, że ty byś nie dał. Tylko lamusy dają Siedem. Ale dla mnie i Siedem, i Cure, no to jakby dzieją się w tym samym wszechświecie. Gdyby nie to, że Cure się dzieje w Japonii, to równie dobrze mógłby się dziać w tym samym mieście, w którym dzieje się Siedem. Że oba te miasta to są jakieś takie anonimowe, brzydkie miasta. o których

nic nie wiemy. Paleta kolorów jest podobna. I dla mnie też ten vibe, jakby nihilizm tego świata jest bardzo podobny, że jakby i jeden, i drugi film nie daje nam żadnej nadziei. I jak dla mnie, to nawet ci detektywi mogliby się powymieniać pomiędzy jednym i drugim filmem, że to mogła być naprawdę druga część tego samego filmu, bo po prostu wydźwięk obu filmów jest dla mnie bardzo

podobny, że świat jest po prostu zły. I jakby no, oba filmy zostawiają nas z takim uczuciem, że nie ma żadnej nadziei, że wszystko się po prostu źle kończy, mimo starań tych niektórych ludzi. Więc dlatego bym to połączył. Byłby to taki dosyć depresyjny double feature. No nie wiem, dla mnie to jest takie bardzo bliskie połączenie. Tak, ale no, okej. Tylko, no tak jak powiedziałem, że dla mnie Siedem to jest inny film, w tym sensie,

że tak, klimatycznie... To się zgodzę, oczywiście, tylko właśnie Siedem jest na tym poziomie tutaj prostsze od Cure, bo jednak mamy 7 grzechów głównych. No tak, to znaczy tam nie ma takich tajemnic jak w Cure, jakby po obejrzeniu Siedem wszystko wiesz. Mimo iż, że główny zły tam też jest tajemniczy, no to jest bardziej amerykańskie kino, takie gdzie film się kończy, zostawia cię powiedzmy, że z depresją trochę, ale jednak wszystko jest

wyjaśnione, to nie jest... Siedem nie jest filmem, który musisz oglądać drugi raz, żeby pewne rzeczy wyłapać. Więc tu się zgodzę, że Curious inaczej poprowadzony, że to jest bardziej filozoficzne kino. Ale jednak ten mood, nihilizm, to nieokreślone miasto i ten vibe łączą mi te filmy. Ja bym je polecił jako double feature. Podobieństwo jest jawne. Totalnie widzę to połączenie. Oczywiście Siedem to jest świetny film. To zawsze warto być. Zawsze warto. To jak tam działają twisty. Jest

to super gatunkowy film. Wyreżyserowany przez świetnego reżysera. Świetnie napisany. Świetnie zagrany. Ale właśnie czuję, że w Siedem jest duży nacisk na tą gatunkowość i opowiedzenie nam historii, jednak to jest opowieść detektywistyczna o powiedzmy jakichś takich aspektach, nie wiem czy paranormalnych, ale jednak, że to jest... Nienormalnych. Nienormalnych, no. Że jednak jest tam ten motyw, no 7, biblijne 7 grzechów jest osią spajającą wszystkie morderstwa,

no a jednak w Cure... Nie wiemy, co spaja. W Cure mamy o wiele więcej znaków zapytania i to myślę, że te Cure można oglądać wiele razy i są tam pewne rzeczy, na które nie mamy odpowiedzi. I to jest bardzo ciekawe. I też bardzo odważne, jeżeli chodzi o reżysera. Pozostawianie tylu tych wątków. No i to też jakby ma swoje konsekwencje. Dlatego Siedem wszyscy znają, a Cure mało kto zna.

No i to też jest to właśnie, że Siedem jest filmem amerykańskim, więc też myślę Fincher nie dostałby takiej wolności twórczej, żeby nie podomykać wątków. Też myślę, że to jest fajny pomost do tego, żeby powiedzieć, że właśnie Siedem to jest film amerykański, który no musi się trzymać gdzieś tych gatunkowych ram, ale też musi się sprzedać. Jakby to jest produkt. No i Cure... przecież

zapoczątkowało falę na japoński horror. Potem Amerykanie to wszystko przerobili na swoje, no i amerykańskie remake'i jednak są gorsze od tych oryginałów. No tak, ale też właśnie Cure kojarzył mi się z filmem The Ring. W sumie i japońskim i amerykańskim, ale jednak The Ring jest prostszy. Jak poznajemy tajemnicę, to wiemy skąd to się wszystko bierze i wszystko jest powyjaśniane.

A Cure to jest naprawdę film, który bardzo wiele rzeczy nie wyjaśnia, że on bardziej idzie w stronę Davida Lyncha miejscami, właśnie w niedopowiedzeniu tych tajemnic. W ogóle bym się zastanowił, jak bardzo jest tak, że to Cure rzeczywiście zapoczątkowało te horrory, bo te japońskie horrory jednak są... To są horrory, one nas naprawdę straszą i tam nie ma tylu niedopowiedzeń. Masz jumpscare'y których tu nie masz. Trochę inaczej jest to wszystko skonstruowane. Ale jest to jakiś dziadek albo

starszy kuzyn tych filmów, tak jak mówisz. 97 rok, kiedy Ring, który właśnie zapoczątkował tą nową falę, był rok później i był już prawdziwym horrorem osadzonym we współczesności. Bo trochę o to chodziło, prawda? To były współczesne horrory o ludziach, którzy muszą się borykać we współczesnym świecie z dziwnymi tworami. Nie oglądałem nigdy Pulsu, ale właśnie słyszałem bardzo dobre opinie o nim. No i teraz, tym bardziej po seansie Cure, jestem bardzo zaintrygowany, co Kurosawa zrobił

innego. No bo Kurosawa jest, trzeba też powiedzieć, bardzo płodnym twórcą. początku swojej kariery, jeżeli mówimy tylko o filmach, nie o właśnie takich budżetowych produkcjach, mówimy o 28 filmach. Sporo. Bardzo pracowity koleś i no musi być tam jeszcze parę perełek, wydaje mi się. Więc myślę, że Kurosawa jeszcze wróci do naszych podwójnych uderzeń i my chyba też jeszcze wrócimy. A tymczasem żegnamy, pozdrawiamy. Adrian, Łukasz i Bartek. Oglądajcie filmy, podwójne uderzenie powróci.

Cześć, tutaj Łukasz, jeszcze ważna informacja na koniec. Wspierany jest przez Fundację Real North, a realizowany w studiu Black Zebra.

Transcript source: Provided by creator in RSS feed: download file
For the best experience, listen in Metacast app for iOS or Android