¶ Wstęp I Przełom W Karierze
Cześć, tu Ola Kwaśniewska, a to kolejny odcinek podcastu Jestem Kobietą Marki Jest Biżuteria. Razem z naszymi wyjątkowymi gościniami i gośćmi będziemy zastanawiać się, jak tworzyć świat, który będzie dla nas, kobiet, lepszym miejscem. Zanim zaczniemy, chciałabym Cię zachęcić do wspólnego budowania społeczności, która dąży do równości i empatii. Zaobserwuj Jest Biżuteria w mediach społecznościowych i odkrywaj razem z nami świat kobiet. Zaczynamy?
Witam serdecznie w kolejnym odcinku podcastu Jestem Kobietą, ja się nazywam nieustająca Ola Kwaśniewska, a moją dzisiejszą wspaniałą gościnią jest Malwina Wędzikowska, kostiumografka. Projektantka, stylistka, od dwóch lat najbardziej znana jako prowadząca program The Traitors, którego od razu powiem, jestem fanką. I wiesz co, spotykamy się. Dzień dobry może od tego zacznę. To zawsze tak życzę. Dzień dobry.
Jestem kobietą, jeszcze się okazuję. Jesteś dodatku kobietą. Bardzo, bardzo się cieszę, że mnie tutaj odwiedziłaś, bo tak sobie obiecujemy od lat, że się gdzieś tam... Coś, co do siebie wpadamy, to sobie obiecujemy, że się spotkamy i dopiero dzisiaj do tego doszło przed mikrofonami. Więc to jest bezprecedensowa sytuacja w gruncie rzeczy. Natomiast wiesz co, pretekstem do tego spotkania
Jest to, że jesteś dla mnie takim przykładem kobiety, który może być bardzo inspirujący dla innych kobiet. Ponieważ my jesteśmy równolatkami, jesteśmy z tego samego rocznika, stąd wiem, jakby mam dużą świadomość twojego wieku tylko dlatego. Ty jesteś osobą, która taki swój, powiedzmy, przełom w karierze, w każdym razie rodzaj przebranżowienia, przeszła po czterdziestce i to z dużym sukcesem, bo ty mówisz o tym głośno, że teraz jesteś w takim bardzo dobrym momencie swojej kariery, prawda?
I do tego wydarzyło się to w taki sposób, że nie... odpuszczałaś różnych okazji i szans, które się tobie przytrafiały, mimo, że nie do końca wiedziałaś, gdzie cię doprowadzą. I myślę, że to jest bardzo ważne, żeby właśnie o tym opowiedzieć, bo myślę, że często nie doceniamy takich małych szans, że często...
Wydaje nam się, że żeby gdzieś dojść, to musimy mieć ten plan rozpisany, wszystko takie punkt po punkcie, iść jak taran, nie oglądać się na boki, bo masz plan, tylko musisz się trzymać. A bardzo często, i nie jesteś tu pierwszym przypadkiem, który znam, bardzo często jest tak, że do tego miejsca, które okazuje się być dla nas bardzo dobre, prowadzą właśnie te opłotki, prowadzą właśnie te wszystkie dróżki, na które po drodze zbaczamy.
¶ Filozofia Pasji I Doświadczenia
Tak, to jestem, no to tutaj też możemy kończyć właściwie, bo mnie podsumowała się, wiesz, można wejść na górę na przełaj, tak, można wejść na górę na ośmiotysięcznika po prostu, wiesz, z celem z misją, z takim celem, żeby wszyscy o tym pisali, a możesz wejść na górę dookoła, właśnie zbaczając, do świątyni buddyjskiej, żeby się pomodlić, czy żeby pomedytować, żeby się pochorować na przykład gdzieś na uboczu, napić się wody ze strumienia i nie wiadomo po co to jest. Dzisiaj jak...
Ludzie, którzy wiążą swoją przyszłość z modą, zadają mi pytanie, jak to zrobić. Ja mówię, po prostu róbcie. Po prostu nie zastanawiajcie się, nie myślcie przede wszystkim o pieniądzach i nie myślcie o sukcesie. o tym całym splendorze, który może nie przyjść po prostu, tylko skupcie się na pasji i róbcie, róbcie jak najwięcej, bo każde doświadczenie przyniesie wam coś,
Nie wiecie, kiedy się dowiecie, jak ważnego. Ja wczoraj miałam taką sytuację. To jest właśnie kwintesencja chyba tej drogi. Napisał do mnie na Whatsappie producent, który robi z ramienia TVN-u Tratorsów. Mówię, Malwina, słuchaj, bo my mamy za dwa dni finał Afryka Express i utknęła nam sukienka gdzieś tam na cle. Czy ty nie masz może kogoś w Nairobi, kto mógłby się zająć stylizacją Izy? A ja mam. No nie.
Tak, mam. Mam krawca, którego szkoliłam w trakcie warsztatów na, nie wiem, z 10 lat temu w slumsach w Kiberze, który aktualnie jest... świetnie rokującym projektantem, ubiera raperów w Kenii, króla jakiegoś ubierał afrykańskiego. I skontaktowałam państwa, bo chyba w większym szoku, jak po prostu napisał, wiesz, w momencie desperacji do mnie i okazuje się, że są takie, ale to jest...
przypadek, że on napisał i że ja 10 lat temu robiłam ten projekt. Po prostu trzeba robić, się nie zastanawiać, ale zawsze, żeby ta pasja wiodła prym w twojej motywacji. Nawet jeżeli to nie jest w 100% związane z ubiorem. Czyli żeby to nie było wyrachowane i jakby obliczone na efekt, tylko żeby to było...
bardzo jakby ze środka serca i coś, co faktycznie chcesz robić, nawet jeśli okaże się, to jest mądre w sumie, już to zdążyłam przeanalizować, ponieważ nawet jeśli nie osiągniesz sukcesu, to to nigdy nie będą stracone lata, bo poświęcała się pasji. Nigdy nie będą to stracone lata.
¶ Redefinicja Sukcesu: Spokój Wewnętrzny
To bo w ogóle, w ogóle, wiesz, pytanie, czym jest sukces, Ola? Jezu, mam w ogóle, patrz, jak definiujesz sukces, mam takie pytanie. Dobrze, ale czy sukces odbierany w kategoriach... naszego świata, naszej cywilizacji, czyli, że musisz mieć pieniądze, dobry samochód, najlepiej helikopter i fajny dom z basenem. Co jest sukcesem w dzisiejszych czasach? Bo jeżeli się skupimy na tych
sukcesach materialnych, to ja tego nie mam. Ale jeżeli się skupimy na tym, że ja od kilku lat, już skończywszy 40 lat, w końcu zaczęłam budzić się ze spokojem w sercu. To ja mam ogromny sukces. I bez względu na to, czy jestem aktualnie robotna, czy bezrobotna, po prostu budzę się od kilku lat i...
Sytuacja, jaka mamy na świecie nie jest najciekawsza, a ja mimo to mam w sobie spokój, bo mam poczucie, że na wielu płaszczyznach zrozumiałam. Zrozumiałam, w jakim systemie funkcjonuje, że nie daje się temu systemowi. zaszufladkować, zaszafować, że rozumiem frustrację ludzi, że bardziej współodczuwam ludzką jednostkę w ogóle, dzięki temu, że poznałam siebie. ale też challenge'ując się poprzez całą tą swoją karierę w różnych projektach, z różnym wiesz, wkładem.
Nie zawsze z tego wychodziłam zadowolona, bo też to wszystko zależy od tego, jakich ludzi na tej drodze spotkasz. Dzisiaj mam większy taki luz wewnętrzny, zrozumienie chill. chociaż jest to niemierzalne materialnie. No i teraz wiesz, no to jest też pytanie do kobiety, która siedzi naprzeciwko mnie. Co jest dla ciebie też sukcesem?
No dla kobiety po czterdziestce, mówmy się. No jeśli to jest pytanie, które mi zadajesz w tej chwili właśnie, to ja też bym powiedziała, że dla mnie sukces to jest takie poczucie, że zgody z samą sobą. To jest poczucie, że masz wokół siebie ludzi, których chcesz mieć wokół siebie, którzy nie są tam z przypadku, tylko że są to relacje, które cię wzmacniają.
I generalnie dla mnie dobre relacje z ludźmi to jest w ogóle sukces. I uważam, że to wcale nie jest proste. Znaczy myślę, że dużo ludzi tego nie ma. Albo wydaje im się, że ma tak naprawdę te relacje są bardzo często toksyczne. Albo uwarunkowane czymś, bo po prostu jakimś nie są... jak się mówi, bezinteresowne.
Więc moim zdaniem takie w ogóle zdrowe relacje to jest taki sukces nadrzędny. Dwa, to są dwie składowe. Jedna to są te relacje, a drugie to jest właśnie takie poczucie, że robisz rzeczy po prostu, które chcesz robić, a nie... które powinnaś albo zostałaś w to, nie wiem, wmanewrowana przez jakieś, nie wiem, tradycje rodzinne, oczekiwania społeczne i tak dalej, i tak dalej, i tak dalej. No i to jest ten klucz. Albo wiesz, że musisz zapłacić ZUS i podatki i na przykład...
napędza twoją firmę, to ten lęk przed bytem po prostu. Co jest też zrozumiałe. Co jest też zrozumiałe, bo ja też w tym jestem. Jakby jestem w tym, ale też umiem tak wychillować, że no nie, jakby... Ja wolę jednak mniej zrobić w tym momencie. Bardziej potrzebuję tego balansu, żeby się nawet skupić na jednym projekcie, z którego materialnie może nie wyniosę tyle, ale go zrobić tak.
Tak go dopieścić, tak się w niego zanurzyć i go tak doszlifować i też zobaczyć, co jest na tym backstage'u, jak się ludzie do tego odnoszą, co zapamiętują z tego, co wnosisz. To jest dla mnie największa przyjemność. Ale też powiedziałaś jedną super, mocno rezonującą ze mną rzecz. Sztuka pożegnań. Właśnie zrezygnowania z czegoś, co nawet może być związane z moją pasją, z moim zawodem, ale jednak środowisko, które to tworzy jest tak dla mnie nieakceptowalne. Zachowania są tak toksyczne, że...
Ja po prostu wolę zrezygnować ze swojej stopy postawionej tam w tym środowisku. Mieć mniej, ale jednak otaczać się tymi, którzy mnie kochają, którzy mnie wspierają, którzy jeżeli ja coś robię, to oni oglądają mój program. Dziękuję ci bardzo. którzy jeżeli wypuszczę jakiś produkt, to będą kupowali ten produkt. Dla mnie to jest wsparcie, nie? Jakby tak po prostu zdrowie to jest jedno. Jakby zdrowie psychicznie jest jedno. I chodzi o to, żeby docenić...
To otoczenie, które cię wspiera i cię buduje, tak? A pożegnać to, które działa z innego klucza. To co byś wykreśliła z definicji sukcesu?
¶ Pułapki Sławy I Publicznego Wizerunku
Co bym wykreśliła z definicji sukcesu? Pieniądze? Sławę. Sławę. Sława jest czymś, co mnie kompletnie nie wypełnia. Do tego stopnia, że jak przez ostatnie dwa lata... billboardy z moją... z moim wizerunkiem, podpimpowanym, wiadomo, bo ja tak nie wyglądam, ale billboardy z moim wizerunkiem są wyklejone w całej Warszawie i w okolicach, to ja naprawdę rezygnuję z wychodzenia z domu.
Po prostu mnie to cały czas krępuje i jest mi to, znaczy to jest jakby obserwowała jakąś inną rzeczywistość, jakby muszę sobie przypominać, że jestem w roli. Tak mnie to nie wypełnia. aczkolwiek projekt, który robię, bo The Traitors totalnie mnie wypełnia Zawodowo, z pasji, kocham ten format, kocham to, czego się dowiaduję o sobie, to, czego się dowiaduję o ludziach. W ogóle cały ten anturaż i to, że to ma taką estetykę jednak filmową, a nie...
wiesz, ganianie z kamerą po prostu i widocznymi kablami. Tak, ja bym powiedziała, że to jest takie teatralne wręcz. Tak. Tak, że wracamy do takiego rzemiosła, wiesz, że Krzysiu Pudzianowski, który jest operatorem, że on tam po prostu mnie katuje o czwartej nad ranem, a Malinka, a weź się jeszcze przejdź po schodach tak z piętnaście razy.
Nienawidzę cię człowieku, ale zrobię to, bo wiem, że walczymy o naprawdę super ujęcie, które będzie trwało trzy sekundy. Wiesz, to jest mój świat. Ale ja wiesz, no jakby żartuję sobie oczywiście, natomiast... Ludzie, którzy przy tym pracują też są w to wkręceni. Natomiast mówię, projekt tak, ale cała ta otoczka i wiesz, stąpanie po czerwonym dywanie nie jest...
tym, o czym marzyłam. To jest w ogóle bardzo interesujące. Wiesz, bo ja bardzo często słucham różnych wypowiedzi też hollywoodzkich różnych aktorów, tudzież innych tam... takich celebrities. Chciałam powiedzieć celebrytów, ale w Polsce słowo celebryta się kojarzy z czym innym niż to amerykańskie celebrity, gdzie to są te wszystkie największe nazwiska.
Nie tylko filmu, ale też muzyki i tak dalej, i tak dalej. I to się tak często powtarza, że właśnie sława jest przereklamowana. I z mojej perspektywy również. Popularność i cokolwiek. To jest coś, do czego ludzie dążą, w ogóle nie rozumiejąc, że naprawdę tu jest... Oczywiście, na pewno są osoby, które świetnie się w tym odnajdują i ja widzę te osoby, które widzisz, że po prostu, że one tego łakną. Wtedy się stają pełne. Tak.
Tak, tak. I widzisz, że one wręcz, jak przez chwilę jest o nich cicho, to muszą coś zrobić, żeby z nami było głośno. Ale to jest straszna pułapka. To jest pułapka, ale ewidentnie one są stworzone do popularności. Tak, ale potem zaczynają od... odkrawać kawałek siebie, żeby tylko jeszcze zaistnieć i żeby jeszcze być i potem widzimy straszne upadki tych gwiazd. Bo jeżeli ten kawałek w człowieku nie jest przepracowany i tam jest pustka, to
to się tak kończy. To prawda. Dążyłam do tego, że w moim odczuciu jednak jest więcej negatywów niż pozytywów, mimo, że właśnie, tak jak słusznie zauważyłaś, to jest trochę jedna, to jest na tym podium z napisem sukces. Że właśnie ta popularność, pieniądze i tak dalej. Zresztą jak wykazują jakieś badania, już teraz nie będę tutaj cyframi ani procentami, to wśród młodych ludzi bycie influencer...
i youtuberem jest tam na liście w ogóle najbardziej pożądanych zawodów, tak? Więc jednak zresztą moja prawniczka coś takiego mi kiedyś powiedziała, że... Jej zawód polega na tym, że ludzie po prostu wszyscy chcą być popularni, bez względu na to, czy jesteś kochanką, czy jesteś w jakiś sposób...
No musisz z tego prawnika skorzystać. Każdy chce być popularny na sekundę. Nieważne, czy to w dobrym świetle, czy w złym. To pokazuje nam, znaczy to jest właśnie coś, od czego ja się od... jakby ja nie mam tej części sklejonej z tym, z tą potrzebą. Więc ja wiem, że mój czas jest policzony w telewizji. Ja wiem, że zrobię ten projekt i jeżeli się nie pojawi nic innego, to nie będę za wszelką cenę prosić, żeby, nie wiem, żeby móc myć, nie wiem, podłogę w programie o myciu podłóg, tak?
No po prostu jest to, a potem tego nie ma i ja muszę sobie z tym poradzić. Akurat mam szczęście, że mam zawód, właśnie pasję. I najgorszą rzeczą wydaje mi się dla gwiazd, które chcą być cały czas na świeczniku jest właśnie ta potrzeba bycia na wciąż. To jest najbardziej zgubne, bo musisz w pewnym momencie z czegoś zrezygnować, znaczy musisz zrezygnować ze swojej prawdy.
Tak, plus... Musisz się sprzedać w jakiś sposób. Poza tym chyba też naturalne jest to, że to jest pewna sinusoida. Że zawsze ktoś tam się pojawi nowy, ty na chwilę jesteś może nie tak hot i jeśli na to się zacznie reagować nerwowo, no to zaczynasz po prostu patrzeć na te...
inne osoby, które w tym momencie są popularne i wiesz, dobra, co one robią, czego ja nie robię. I zaczynasz lepić siebie na modłę kogoś innego, tylko po to, żeby się utrzymywać na tym właśnie przysłowiowym topie. A wiesz, ostatnio byłam na bardzo ciekawym warsztatach,
¶ Autentyczność, Media Społecznościowe I Dobrostan
które Martyna Wojciechowska organizowała, młode głowy. I akurat w aspekcie social mediów to padło, ten cancel culture, w sensie, że jakby w momencie, zobacz, no funkcjonujemy na Instagramie, tak, obie. I jaka jest nagonka eventowo-produktowa, że jakby w pewnym momencie już przestałyśmy być nazwiskami, do których ewentualnie jakiś produkt pasuje, tylko klienci wybierają nas, bo my pasujemy do jakiegoś produktu i jest taka ilość eventów, na których się powinno być.
Jeżeli się sobie nie uświadomisz tego, że to też jest z tego klucza, że masz prawo odpuścić, masz prawo nie chcieć po prostu wycierać swoimi torebkami. kolejnych siedzeń, na kolejnych śniadankach, obiadkach i kolacyjkach, które służą tylko i wyłącznie promocji danego produktu. No, wiesz, ale widzę, że ludzie się gubią w tym.
A ja mogę powiedzieć z mojego doświadczenia osoby odmawiającej wszystkich tego typu imprez, że naprawdę nic się nie stanie, jak się tak chodzi. Nic się nie stanie, ale to też jest z tego klucza właśnie, jak to nie jest przepracowane w głowie, jak nie masz... balansu w życiu pomiędzy tym, co dzielisz tylko z najbliższymi, ze swoim partnerem, ze swoimi zwierzętami. Obie jesteśmy walnięte, jeżeli chodzi o te kwestie. To są po prostu członkowie rodziny, mówmy się. Rodzicami.
Bo się nie dogadały między sobą moje psy z twoimi kotami raczej. Chyba, że twoi koty są bardziej psami. Jakbyś zaprosiła do podcastu, to myślę, że wykonałyby jakieś przewartościowanie tej swojej niechęci i usiadłyby do stołu i pogadały. Żartuję. Że tak, że to... Właśnie tak, chyba to jest ten mój 40-letni bagaż doświadczeń, w którym ja mówię, dobra, jak będę za dużo robiła tego, to się będę gorzej czuła, więc ja po prostu z tego zrezygnuję.
I to jest mój sukces, bo ja się właśnie dążę do tego, żeby rano wstać. Jak mnie nawet tam coś strzyka, boli i muszę czasami wstać do toalety w nocy, to nadal jestem w tym... bilansie dodatnim życiowo niż ujemnym. Czekaj, miałam jakieś takie, o właśnie, takie bardzo ładne pytanie. Czy trzeba być odważną, żeby być autentyczną, czy wystarczy być zmęczoną udawaniem? filosoficzny Kierkegaard.
Ja generalnie jestem zazwyczaj zmęczona, bo sobie biorę jednak za dużo na głowę. Bo to też jest a propos tego twojego pierwszego pytania, że trzeba po prostu robić. wstępu, że żeby dużo zrobić, no to się trzeba napracować. Ale żeby być autentyczna, tak, trzeba być odważnym. Nie, to trzeba być odważnym. To...
No to nie ma inaczej niż być... Ja mam chyba taki problem, że ja po prostu sobie coś pomyślę i od razu to powiem i tego nie przeanalizuję, a potem się okazuje, że to jest jakieś... kontrowersyjne albo przełomowe, a to po prostu czułam. Rozumiem, znam ten problem. Nauczyły mnie lata przymusowej dyplomacji, żeby czasami się jednak powstrzymać, ale generalnie znam ten stan, że słowa są na języku jakoś szybciej niż przeszły przez wszystkie zakamarki umysłu.
¶ Prawda Osobista I Media
I zdążyłaś wykalkulować, co z tego będzie dalej. Ale wiesz co, nauczyłam się, bo tak, bo ty masz... Ty cholernie trudną drogę ty masz, Ola, nie? No bo... Dobrze, porozumiemy. Nie, no ale słuchaj, no spotkałyśmy się... Niech państwo wiedzą, że się lubimy, tak? Tak. Pomimo tego, że nie mamy czasu się spotkać prywatnie, tylko musimy to robić w świetle Jupiterów. Lubimy się, ja lubię ciebie właśnie za tą twoją autentyczność i taką niezłomność.
taką, wiesz, posiadanie swoich zasad i ja nie wyobrażam sobie tego, żebyś ty robiła inaczej. Tak, dla mnie to jest takim człowiekiem, który... Jak o czymś nie chcesz mówić, to po prostu o tym nie będziesz mówić. Chyba, że przyjdzie taki moment w twoim życiu, kiedy coś tam w głowie ci kliknie i stwierdzisz, dobra, już teraz właśnie chcę o tym mówić. Ty po prostu wyznaczasz na swoich zasadach i ja mam podobnie.
Ja nie znam inaczej, tak? Mnie się nie da przekupić, wiesz, lizakiem, żebym ja coś powiedziała dla sprawy. Głupi przykład, znaczy to nie jest głupi przykład, to jest bardzo taki z trudnego klucza. Ja od liceum mam problemy kobiece, w sensie mam problemy hormonalne. I nigdy nie przyszło mi do głowy, żeby z tego robić temat, jak już miałam, mogłam tym próć. Natomiast w momencie, kiedy zadzwonił do mnie poprzez tam produkcję Dzień Dobry Piotr Adamczyk,
którego żona się boryka z endometriozą, uznałam, że to jest właśnie ten moment, to jest ten facet, z którym ja chcę porozmawiać. Mogę o to zrobić w telewizji. Nie mam z tym problemu. Ale generalnie nie mam w ogóle potrzeby mówienia o tym. I jestem otwarta, bo zdarzają się różne sytuacje w życiu, kiedy nagle masz jakieś swoje zasady, ale one ulegają do konstrukcji. Jakieś zmianie. Ale to nic nie jest. Ewolucji. Czy dla mnie to coś zmieniło? Nie.
Nadal mam endometriozę. Ja piję trochę do czegoś takiego. Trochę tych wywiadów zrobiłam w życiu i od w ciągu ostatnich 20 lat. Bo bardzo długo dla Wiwy robiłam wywiady i tak dalej. I tam szczególnie interesujące były momenty autoryzacji, bo bywało tak, że na przykład siedziała naprzeciwko mnie dziewczyna, która była...
super autentyczna, fajna, taka, wiesz, jakaś. I miałam takie poczucie, że mam taki super wywiad, po czym ten wywiad trafiał do, wysyłałam do autoryzacji i z powrotem dostawałam coś, tak jakby walec po niej przejechał. I to zwykle było to zwykle była autoryzacja robiona razem z agentką. Oj, oj.
I to, ja tego nigdy nie mogłam pojąć, wiesz, dlaczego, i to są właśnie takie osoby, które funkcjonują w tym naszym show biznesie, jako takie miłe i sympatyczne. Takie, co to właśnie, wiesz, że starasz się z kogoś zrobić, kogoś, kogo wszyscy będą lubili, co dla mnie... jest... Ja nie wiem, ja nie mogę pojąć po co. Znaczy mi się wydaje, że to jest...
że traci się strasznie dużo. Jest mi bardzo trudno znaleźć w ogóle jakąś wartość w tym, że ktoś jest odarty ze wszystkiego, co go wyróżnia, tylko po to, żeby się podobać wszystkim. A i tak nigdy się nie podasz wszystkim. A i tak w pewnym momencie się narąbiesz na evencie i cię sfotografuję po tym momencie, że musisz trzy lata milczeć, żeby... Wiesz co, ale nawet... Ty sobie wyobrażasz tak siebie cały czas censurować. Tak, ale w pewnym momencie i tak to wyjdzie gdzieś bokiem.
Zawsze i tak wychodzi gdzieś bokiem. Wie, że tam akurat w przypadku tej osoby chyba do tej pory nie wyszło, bo w sensie nie było żadnej wpadki, nic takiego, ale mi się trochę nie chce wierzyć, że tam gdzieś w środku nie gotuje się, nie gotuje się taka potrzeba, żeby ludzie zobaczyli jaka jestem na To by trzeba było tej osoby zapytać. Ale czy ty sobie potrafisz wyobrazić takie ciosanie siebie właśnie na modło jakichś oczekiwań albo takiej po prostu kalkulacji, że ludzie by cię...
bardziej łyknęli, mówiąc kolokwialnie, jakbyś była mniej taka, bardziej taka. Ale wiesz co, ja tych wywiadów może nie udzieliłam zbyt wielu w swoim życiu, bo i tak jakby dla mnie i tak jest za dużo. Jakby ja... Po takiej rozmowie z tobą pójdę do domu, się schowam na trzy dni. Znaczy akurat, pewnie może z tobą nie, ale było parę takich podcastów, po których ja naprawdę musiałam odchorować, bo czułam, że dużo naprawdę dałam, wybebeszyłam się, co nie jest moim jakimś naturalnym syndromem.
Natomiast też autoryzuję wywiady, tylko bez agentki. Ale wiesz, dlaczego? Dlatego, że akurat czasami w tych pytaniach dostrzegam jakąś... pułapkę, taką właśnie scedowaną na... naklikanie i tak dalej. Czasami dziennikarze zmieniają pytania w autoryzacji też, żeby wypaść lepiej. I lepiej, tak, tak. A ja po prostu uważam, że rozmowa ma sens wtedy, jeżeli jest jakaś puenta.
I mi czasami po prostu w tych wypowiedziach, które dostaję, jest ten sensacyjny, mamy ten sensacyjny nagłówek, a tam dalej już jakby o nic to nie chodzi, więc ja wolę się wtedy albo to wyciąć, albo wiesz, natomiast, słuchaj, Trudno mi jest się wypowiadać o innych, dlatego że tak bardzo jestem od nich oddzielona i gdybyś mi podala imię i nazwisko tej osoby. Nie, ale mi nie chodzi, żeby oceniać tę osobę. Chodzi mi o to, czy ty sobie wyobrażasz siebie, bo rozmawiamy o autentyczności.
Czy wyobrażasz sobie, że ktoś by ci powiedział, że Malwina, słuchaj, bo tak, na potrzeby na przykład programu bardziej pasowałoby nam, żebyś teraz spróbowała unikać wypowiedzi, które będą, nie wiem, w jakikolwiek sposób nawet, nie wiem, czy sensacyjny, czy takie, nie wiem, dzielące, żeby to było, wiesz, że masz wychodzić na osobę taką...
Po prostu jak najmniej kontrowersyjną. Ja akurat nie uważam, że to jest jakaś super kontrowersyjna, ale chodzi mi o to, żeby tak cię rozmiękczyć, żebyś wydawała się taką po prostu bardziej, nie wiem. Dziewczyno z sąsiedztwa. Nie, wręcz odwrotnie. Moje doświadczenia z telewizją na przykład, kiedy robiłam jeszcze pod dowództwem Lidii Kazen w TTV programy, dowodziły tego, że właśnie moja... autentyczność w
¶ Od Kostiumografii Do Telewizji
Kurw, jak kobiety na przykład. Także jestem zbyt niezależna, że jestem za bardzo hop do przodu, że mężczyźni mnie kochają, a ich żony mnie nienawidzą, bo nie mogą zrozumieć, dlaczego ja mogę dobrze wyglądać, dobrze świetnie. się wypowiadać i jeszcze nie idzie za tym żadna ckliwa historia. Jakby okej, no to trzeba podejść do tego tematu inaczej. Natomiast wiesz, program, który robię, no to znaczy, żeby właśnie może...
Pokazać też swoją miękką część. Czyli jakby pokazać, że nie rywalizujesz z tymi kobietami. Nie rywalizuję. W sensie, że to o to chodzi. Może pokazać ścieżkę, którą przeszłam, żeby być w tym miejscu. Bo ja właśnie tej historii nie odkrywałam i ludziom się mogło wydawać, mieli mylny obraz mojej osoby.
No bo ja właśnie chciałam tą ścieżkę. Udzielam ci głos. Dziękuję. Ja właśnie chciałam, żebyśmy prześledziły tą ścieżkę, bo ona nie jest taka dla wszystkich znana i oczywista. My oczywiście wiemy, że ty byłaś przez wiele lat, odpowiadałaś za kostiumy na Na przykład Tańców z Gwiezdami przez ile edycji? Wydaje mi się, że 12, było to 8 lat, bo liczyłam sobie miesiące, które spędziłam w ATM-ie i wyszło 8 bitych lat, jakbym siedziała... 24 godziny w studiu.
Okej, ja w ogóle wtedy ciebie chyba tak najbardziej odkryłam jako kostiumografkę, mimo że znałyśmy się chyba wcześniej już, nawet pamiętam dokładnie, kiedyśmy się poznały, ale jakby zawsze wiedziałam, kim jesteś i czym się zajmujesz i tak dalej, ale twoja praca w Tańcu z Gwiazdami była dla mnie absolutnie zachwycająca. Bo to było wtedy, jak tylko do Polsatu przyszedł format. I naprawdę byłam w szoku, że można tak piękne rzeczy robić na ten parkiet.
I to było to, reklam zrobiłaś ileś tysięcy też? Tak, bo ja lubiłam właśnie dużo, dużo w różnych miejscach, z różnymi środowiskami, od studiów. I pracowałaś też z różnym, na przykład z Marylą Rodowiczem, odpowiadaj za jej kostiumy sceniczne i tak dalej. Tak, przez jakiś czas, tak. Więc to jest taka bardzo, w ogóle to było dla mnie ciekawe, jak ja przeczytałam gdzieś, że ty właśnie powiedziałaś, że...
że teraz jesteś takim, że w końcu masz ten moment, Jezu, ja w ogóle wiem, kiedy to powiedziałaś, to było jak cię okradli wtedy i to nagrywałaś tak, jak cię okrali i właśnie tam mówiłaś, że to jest taki, że to miałbyś ten najważniejszy dzień twojej kariery, a tu po prostu jaka cię spotkała przykrość i mnie wtedy uderzyło, po pierwsze było mi strasznie przykro, ale po drugie myślałam, jejku, najważniejszy dzień kariery, a ja ciebie postrzegałam bardzo jako kobiety sukcesu, już!
Przez te wszystkie lata. I pomyślałam, że właśnie ewidentnie jest tutaj dużo rzeczy takich, dużo zakomarków, których nie znamy na tej drodze, że ty masz jednak takie poczucie, że ta droga była trudna. Czy ja mam takie poczucie? Nie, ja mam poczucie, że ja bardzo dużo pracowałam i jestem... 44-letnią zmęczoną kobietą, która jak bierze projekt, to się mu oddaje w pełni, chociaż nie musi wcale. Ja nie muszę robić 3 godzin nad godzin na planie po to, żeby mieć idealne ujęcia.
Rozumiesz, jakby ja nie muszę tego robić. Ale robisz. Ale robię, bo lubię pracować w zespole i doceniam pracę też innych pionów i wiem, że właśnie od ich pracy zależy... finalny efekt. Natomiast ta droga, wiesz, to był ten czas, kiedy mieliśmy pierwszy odcinek premierowy Traitorsów. To był czas obkupiony też bardzo dużą presją.
Oczywiście nikt tam nie stał z TVN-u i nie chuchał nade mną, wiesz, za moim muchem, ale ja wiedziałam, ile pieniędzy jest, wiesz, ktoś w końcu we mnie zainwestował taką kasę. Tak, ktoś na mnie, znaczy ktoś, no Lidia Kazę na mnie postawiła i jestem za to jej doskonnie wdzięczna, w ogóle za to, jak ona stawia na ludzi, którzy małymi kroczkami dochodzą do większych i widzi też gotowość, bo ja nawet nie wiedziałam, że jestem gotowa. Rozumiesz? I nagle...
Ma być ten wybuch, eksplozje i fajerwerki, a ja się budzę rano, mam iść do Kuby Wojewódzkiego do podcastu i ja otwieram torbę i ja nie mam swojej ukochanej biżuterii. Dzięki Bogu złodziej zostawił nausznicę, którą moja mama zaprojektowała, bo jakby to zabrał, to bym po prostu nie wyszła na scenę. Nie poszłabym do niego, do programu. Byłam tak rozczarowana człowiekiem, tym, że wiesz, no... Kurde, znowu. Ale zostawmy to. Myślę, że każdy projekt, który zrealizowałam,
Czy to była etiuda studencka na studiach? Czy to było projektowanie dla firmy Tatum? Ja byłam jakby w stu... 50, nie wiem, wiem, że tak nie mówi, w 150% zawsze oddawałam siebie do danej realizacji i czułam się spełniona. Ale rzeczywiście, żeby tak ktoś zainwestował w Malwinę Wędzikowską, tak wiesz, że...
teraz ty jesteś królową, to ja miałam pierwszy raz tak. Przecież ja byłam pięć lat z producentem telewizyjnym, który nigdy mi nie zaproponował tego, że mnie postawi na podium i da mi program. Też nigdy o to nie prosiłam, ale...
I nawet nie wiedziałaś, żebyś mogła się sprawdzić. Nie wiedziałam, nie. A możemy tak prześledzić, jak to się wydarzyło? Tak, proszę bardzo. Bo ty studiowałaś na łódzkim ASP. Tak, projektowanie ubioru i... akcesoriów, czyli buty i torebki i od trzeciego roku sobie poszerzyłam ten profil o grafikę.
I bardzo, trafiłam do bardzo fajnej pracowni profesora Pierzgalskiego, świętej pamięci, która była też pracownią wideo. I Rafał Kuzyczyn, który był moją taką... takim duchowym przewodnikiem, pokazał mi, jak bardzo jestem w tej dziedzinie kostiumu, ubraniowej odcięta jednak od tego... czym ma być artysta, jego misją jest mówienie poprzez warsztat o swoich emocjach, swoich doświadczeniach.
z życiem, z rzeczywistością. Tam zmieniłam myślenie, zobaczyłam pracę Billa Wajoli, różnych artystów, wiesz, ekstremalnie w różnych estetykach. I zaczęłam trochę inaczej myśleć też na tym trzecim roku. Zaczęłam myśleć bardziej nie jako konstruktor odzieży, tylko bardziej konstruktor emocji. Będąc na drugim roku, zaczęłam pracować w Tatumie jako projektant, projektantka męskiej kolekcji i nadruków. Potem byłam...
Dostam taką propozycję od mojego dziadka świętej pamięci, żeby prowadzić jego szwalnię. Tam przez dwa lata zobaczyłam, czym jest prowadzenie biznesu w Polsce w produkcji. są podatki, zatrudnianie ludzi, którzy przychodzą, nie przychodzą do pracy, więc się trochę zderzyłam. Miałam tam projektować swoją kolekcję, a finalnie zderzyłam się z biurokracją, z
z takim ludzkim aspektem zarządzania firmą, na którą nie byłam gotowa. A potem pojechałam do Warszawy, dostałam propozycję zrobienia pierwszej fabuły i już tak w tej Warszawie zostałam. I to jest kostiumów do firmu, serialu? do filmu, a potem zaczęłam robić, jakby równolegle robiłam reklamę. To nie było one project, tylko to był jeden duży i kilkanaście mniejszych.
No i ci reżyserzy i operatorzy, którzy studiowali w szkole filmowej, którzy mi dawali joby, oczywiście non-profit, przy swoich etiudach jako kostiumograf i scenograf, wychodzili na rynek reklamowy i zaczynali mi dawać joby. już potem za kasę, przy kampaniach reklamowych, przy teledyskach. I tak trafiłam do telewizji, gdzie Piotr Kumik szukał kostiumografa do Szymona Majewskiego i tak trafiłam do telewizji.
No dobrze, ale jaki, kiedy był ten moment, że pojawiłaś, że przeszłaś za kamery, przed kamerą? To było wtedy, nie podam ci roku, bo mam z tym problem, na tej mapie życia. No to szkoda, szkodniczyłam na to. Ale możemy... Ja mam dłoń na to. Właśnie. Czekaj zaraz. Dokładna data. No powiedzmy, że to było 7-8 lat temu. Zadzwonił do mnie Marcin Tyszka i powiedział, że jest taki program, który on będzie współtworzył.
współprowadził i szukają stylisty, ale ten stylista ma być też, no, jakby na wizji i to był program pierwszy dla TTV. I teraz uwaga, druga twarz. Współprowadzącą była, znaczy prowadzącą była Karolina Gilon, Był Łukasz Urbański, Marcin Tyszka jako fotograf, osoba ze świata mody, urody i biznesu. No i stylistka, która po prostu tam ogarnia... Tak, to był program metamorfozowy, tylko jakby bohaterami...
były osoby, które przychodziły do nas z szerszym problemem. Ja uważam dzisiaj z perspektywy czasu, że to byłoby o wiele bardziej zrozumiałe dla widza i gdyby tam był też psycholog, bo te osoby miały ekstremalne ścieżki życiowe i były gdzieś nieakceptowalne w swoim środowisku.
I chodziło o to, żeby wtedy, wiadomo, no jak w trzy dni możesz zrobić makeover człowiekowi, no tyle, ile mogliśmy, powiedzmy, nie, przepraszam, nie trzy dni, tam było pięć dni, bo mieliśmy równolegle kilku bohaterów i okazało się, że... Ten program nie polega na tym, żebym ja przyszła tam z ubraniami, tylko żebym ja przyszła i usłyszała, co ten człowiek, z czym ten człowiek się boryka, z jakim problemem, czy...
¶ Program Z Mamą I Dynamika Rodzinna
I wychodziły, wysypywały się różne historie. I tak to się zaczęło. Cześć, chwila przerwy. Czy rozmowa jest dla Ciebie wartościowa? Jeśli tak... Zaobserwuj nasz podcast i wystaw ocenę, dzięki czemu będziemy mogli dotrzeć z naszymi treściami do większej liczby kobiet i wspólnie budować lepszy świat. Dziękujemy. Jesteśmy w tym TTV, jesteś w tym programie...
Ostatnia szansa, nie? Druga szansa. Druga twarz. A potem był taki program eksperymentalny, w którym ja sobie pisałam teksty, tam mi pomagał pisać teksty Boże Łukasz Sychowicz i to była, to nie był format, tylko to miało być taki makeover dla mężczyzn. I to się skończyło jednym sezonem. Wydaje mi się, że to nie był czas dobry, chociaż to był fajny program.
I on do dzisiaj jest aktualny, chociaż myślę, że część moich tekstów może już nie być aktualna, bo jadę czasami z tymi facetami, wiesz, jak z... Z grubej rury, no. A jak to się nazywało? Ostatnia szansa. A, to ostatnia szansa. A, dobra, czyli myślałam, że coś wymyśliłam zupełnie. I potem był jeszcze taki epizod w takim programie 99. Grało wszystko.
I zrobiłyśmy z moją mamą program o relacjach matki i córki. Ok. I to wszystko właśnie się działo pod czujnym okiem Litki, która cię obserwowała, obserwowała, obserwowała, obserwowała.
Ale rozumiem, że tam nie było żadnych... Ty nie miałaś żadnych nadziei, że to się przerodzi w... Czy miałaś? W coś takiego jak prowadzenie programu w dużej stacji. Znaczy ja czułam... że ta propozycja już zrobienia programu z mamą to jest coś, gdzie będą się przyglądać też inne pary oczu i że Warto to zrobić, bo wiesz, znaczy nikt mi niczego nie obiecywał i nie było takiej obietnicy.
Natomiast widzisz, wydaje mi się, że żeby wejść po tym schodku, ten jeden stopień wyżej, to trzeba zaryzykować po prostu. Nie chciałam powiedzieć, że to była bardzo odważna decyzja, bo wszystko to, co wcześniej... To jednak było bardzo ściśle związane z twoim zawodem. Tak. I ty tam byłaś po prostu w roli ekspertki, która akurat stoi przed kamerą, ale generalnie zajmujesz się tym, co zawsze. No oprócz programu 99 grało wszystko, gdzie się po prostu bawiłam, jak dzieje.
w piaskownicy, z ludźmi, których w ogóle dopiero miałam szansę poznać z tej stacji. Fantastycznych ludzi, naprawdę fantastycznych, prostolinijnych, ale takich właśnie z takim, że... Jak ty jesteś w naszej ekipie, to my za ciebie, wiesz, oddamy po prostu serce i... pomimo tego, że większość z nich nie ma dyplomu, rozumiesz, ASP, ale są świetnymi, po prostu prostolinijnymi osobami. To były gwiazdy TTV, prawda? Tak. Ale tam poznałam też Janka Pirowskiego. Tak, tak.
Janka Pirowskiego, też Przemek Kossakowski jeszcze wtedy było, aczkolwiek on się bardzo alienował na tym planie. Bo to po prostu była, wiesz, no jesteś, rozumiesz, jesteś na wyjeździe grupowym, tak, kolonie i rozumiesz... obsługa gasi światło o 22, wtedy się zaczyna impreza. I to było fantastyczne, natomiast to kompletnie nie miało związku z niczym, ani z moim zawodem, ani z moimi jakimiś aspiracjami, ale wiesz, ja też...
Lubię właśnie, to są te wszystkie wyimki, takie szczeliny rzeczywistości, w które ja lubię wejść. Nie wiem, bo ja są cholerę, ale mi to daje... przyjemność po prostu z obcowania z życiem. Wiesz, jak będę leżała na katafalku, to na pewno przypomnę sobie to 99 grało wszystko, bo to było super. Rozumiem, no ale potem mamy właśnie, jest ta propozycja tego programu z mamą, który już jest taką trochę wiwi sekcją waszej relacji, jest to bardzo, no to jest takie, wszystko jest na wierzchu, nie?
się bardzo obnażyć. I tu wygrała, rozumiesz, moja głupota. To znaczy moja słowa, które kiedyś właśnie moja szefowa Litka powiedziała. Nie oglądaj tego, co masz robić. To znaczy nie, jakby żebyś sobie... właśnie starałam się też nie przesłuchiwać twojego podcastu za bardzo, żeby się tam nie wgryzać w różne osobowości, żeby nie nabrać naleciałości. Nie oglądaj programów, które są w oryginalnej wersji za bardzo wnikliwie, żebyś
żebyś nie straciła autentyczności. I ja, słuchaj, nie obejrzałam tego pierwszego sezonu. Ja go włączyłam na chwilę, powiedziałam, a dobra, ojciec, rzeczy, których nie nauczyła mnie matka. A panowie... rzeczy, których nie nauczył mnie ojciec, to był pierwszy sezon i ja go włączyłam, zobaczyłam, że sobie motyka, motykowie dwaj rozmawiają, tam przybijają gwoździem coś do ściany i mówię, dobra, to ja coś takiego zrobię. Nie potrafię przybijać gwoździem.
ale może, wiesz, zamieszam, chochlą będzie, jakoś to będzie. Moja mama była w straszliwym stresie, bo to jednak były warunki, no, nie telewizyjne, bez make-upu, bez fryzury, wiesz, takie odarte z tego całego blichtru. Ale ja mówię, mamo, słuchaj, ja czuję, że my to powinnyśmy zrobić. Ja nie wiem jeszcze dlaczego, ale coś...
No spróbujmy, to będzie fajna przygoda. Ja się tutaj poślizgnę na skurce od banana i... A potem się okazało, że to hihihaha to nie jest ten program. Że to już nie jest to TTV, który ja znałam. Że są momenty ciszy między nami, które świadczą po prostu o bardzo dużym napięciu w naszej relacji. Że jest mnóstwo tematów, których nie...
Nie przegadałyśmy jeszcze i prawdopodobnie byśmy nie przegadały, bo widzimy się tylko w święta i takie okolicznościowe sytuacje. Każdy, kto ma taką relację z rodzicem zrozumie, że... Wpadasz do tego domu rodzinnego na chwilę, nie po to, żeby się kłócić i żeby przegadywać traumy z dzieciństwa, tylko po to, żeby pobyć z tym rodzicem, tak? Żeby mu, nie wiem, umyć talerzyk.
żeby odstawić na tą serwetkę w to miejsce, gdzie mama lubi. Nie ma takiej przestrzeni w moim życiu, nie było takiej przestrzeni na to, żeby... No żeby chociażby nawet porozmawiać, no w moim przypadku to był rozwód moich rodziców, żeby będąc już dorosłą kobietą dojrzałą, włożyć ten palec między żebra i zapytać się mojej mamy, co ona tak naprawdę czuła. Z czym się mierzyła w momencie, kiedy została sama. Więc to było bardzo trudne.
Ale dzisiaj uważam, że to było bardzo potrzebne, nie tylko nam, ale też innym osobom, gdzie ten temat takiego gloryfikowania relacji matki i córki jest po prostu jednym z bardziej stereotypowych... aspektów, dopiero dzisiaj się rozmawia o tym i się obnaża i rozwarstwia tą relację. Dopiero dzisiaj mamy odwagę, może my jako córki musiałyśmy przepracować na tych terapiach. swoje. I ja teraz wiesz, jakby hipotetyzuję, ale no w mojej mamie na pewno nie byłoby takiej odwagi i takiej
takiej brawury i może moja głupota po prostu sprawiła, że żeśmy się szarpnęły na taki format. Masz na myśli, że mamy trzymały wszystko w... W tajemnicy. I że ta relacja matka-córka, że dopiero teraz się mówi jednak o tym, jak jest trudna, że wcześniej trochę jej była... Gloryfikowana. Ma przyjaciółki. Tak, lukrowana. A to jest najtrudniejsza relacja.
I to każdy terapeuta ci powie, który tutaj usiądzie, że jak przepracujesz matkę, to już naprawdę jesteś wolnym człowiekiem. To jest najbardziej najbardziej tkankowo Bliska tobie osoba, z którą musisz mieć nie tylko dobre doświadczenia. Nawet jeżeli matka o tym nie wie, że na przykład cię za mało przytuliła wtedy, kiedy ty potrzebowałaś. To są rzeczy, które zmieniają człowieka na zawsze nawet.
Tak, myślę, że szczególnie jak to jest matka i córka i tam jest cała kwestia takiego wybijania się na niepodległość. U nas jest to. Jest ten element jakiejś rywalizacji często. Tak, też myślę, że to jest najtrudniejsza relacja w ogóle jaka jest. Najtrudniejsza, więc trochę weszłyśmy, wiesz, z buta w nieświadome rewiry. Dzisiaj z perspektywy czasu mogę powiedzieć, że... Mamy naprawdę...
Pomimo tego, że ja pracuję w terapii, moja mama nie. Naprawdę nie wyobrażałam sobie, że tak dojrzałą relację z moją mamą stworzymy i że... No rozmawiamy, wiesz, rozmawiamy o śmierci, o tym, co nadejdzie, tak. Moja mama 72 lata, ja mam 44. i rozmawiamy o tym, na przykład, co ja mogę na przykład tego córka zrobić, żeby moja mama mogła bardziej pełnie pożyć jeszcze. Co mogę, wiesz...
i dać, żeby mogła sobie gdzieś pojechać. Bardzo bym chciała moją mamę zabrać do Japonii na wycieczkę, bo wiem, że marzy, uwielbia tamte rejony i inspiruje się. w całej swojej drodze zawodowej właśnie Azją, Japonią. No myślę, że to naprawdę sobie to wszystko dobrze ułożyłam. Nieświadomie czasami, ale jestem zadowolona bardzo z tego.
¶ Wypalenie Zawodowe I Nowy Kierunek
Masz poczucie, że ten program, ten konkretnie, dał ci więcej prywatnie czy zawodowo? Ten z mamą. I to, i to. Dał mi... Dał mi na pewno jakąś przepustkę do większych rzeczy. Pomimo tego, że nie wiedziałam jeszcze, co to będzie, ale czułam intuicyjnie, że coś tam dalej jest. że nie chce już wracać jako kostiumograf do telewizji, albo ani do reklamy, że jeszcze nie wiem, gdzie ja idę, ale prywatnie rozmasował wiele, wiele aspektów, wiele.
A jak to się zbiegło w czasie? Bo był taki moment takiego twojego wypalenia zawodowego właśnie jako projektantka w tańcu, tak? W tańcu z kwiędzami. I ty zrezygnowałaś po prostu z dalszej... To, że ja to nazwałam wypaleniem zawodowym, to ja to nazwałam po latach, wiesz, bo ja się chyba z tym nie byłam w stanie zmierzyć w tamtym czasie, że ja się zapętlam i że to jest z tego klucza, że jakby ja, wiesz...
Ja jestem też sportowcem, znaczy mam taki charakter sportowy, zadaniowy i ja po prostu w pewnym momencie już nie miałam z kim rywalizować. W sensie i tak nie miałam z kim rywalizować, no bo był tylko jeden daniec z gwiazdami w Polsce, ale... brakowało mi napędu. No miałam napęd w postaci ludzi, którzy przychodzili i dawali mi różne historie i różne stygmaty i różne kompleksy i różne potrzeby, wiesz, jak się chcieli właśnie bardziej
z piórami wyskoczyć. To mnie napędzało, ale ja czułam, że jako projektant zaczynam się w pewnym momencie oszukiwać, bo ja nie robię progresu. No co z tego, że ja zamówię koronkę u innego dostawcy i inaczej to upnę na sukience, ale jakby ja jestem cały czas w tym takim kolowrotku jednak. I mnie to zaczęło frustrować, bo ja traktuję życie jako taką przygodę jednak.
wyzwania. Ja chcę czegoś nowego. Może to też ta moja nadpobudliwość, no bo ja jestem nadpobudliwa z jakiegoś względu chyba po prostu tak mam od dziecka, z tego co mama mi opowiada. To się podobno do piętnastego roku życia... karmiłam, wiesz, solarnie i napędem na wiatr. Potem w ogóle nie jadłam, tylko po prostu, wiesz, byłam wszędzie. No mam coś takiego w sobie, ale...
Już mi nie odpowiadała po prostu tamta rola. Czułam, że wracam do skansenu, a nie do czegoś, co jest rozwojowe, co mnie rozwija i wiesz no... Oczywiście, że mogłam w tym zostać. To były super pieniądze. To była super pozycja. Zresztą poczułam to, jak padła ta informacja w mediach. Oczywiście nie wypuszczona ode mnie, tylko z produkcji, że już ktoś jest na moje miejsce.
Że ja dopiero wtedy poczułam właśnie, czym jest dla ludzi sukces. Że to, co teraz będziesz robiła, to ty teraz chyba film do Hollywoodu będziesz jechała robić, bo już nie możesz. A ja mam takie, ja pierniczę. Ja właśnie chcę, potrzebuję nic. Potrzebuję przestrzeni, bo ja kompletnie nie wiem, co ja chcę dalej robić ze swoim życiem. No na pewno nie chcę już tego dalej robić, bo już od pięciu lat o tym mówię na terapii. To znaczy, że coś jest nie tak, że chcę się od tego uwolnić.
rystał lęk za tą decyzją? Ogromny. Ogromny. Rezygnujesz z dobrej posady. Rezygnujesz ze statusu. Czyli to wszystko, co daje ci... społeczne przyzwolenie na bycie lepszym obywatelem, rezygnujesz z tego. Ale ja wiem, że ja muszę z tego zrezygnować, bo to już nie jest moje. I nic za tym nie idzie, bo właśnie nie miałam tego planu B. I co, pojechałaś gdzieś? I pojechałam z mamą zrobić program. Ach, to wtedy właśnie było. Tak.
I to było coś, zobacz, to była ta szczelina istnienia. To było takie, wiesz, wpadnięcie w coś zupełnie innego, żeby się... żeby się nie wyłączać na 100%, bo myślę, że gdybym się kompletnie wyłączyła, to bym zanurkowała w straszną depresję, bo jednak, wiesz, życie na takich ekstremalnych... wibracjach i właśnie tym zasilaniu się ciągle tym, wiesz, fejmem, że te twoje kostiumy to są po prostu wszędzie, że wszyscy o nich mówią i
Ale też masz cały czas jakieś problemy z tymi ludźmi, którzy na przykład nie chcą czegoś założyć i musisz rozkminić. Ja byłam cały czas czymś zajęta. Permanentnie byłam zajęta nie sobą, tylko... wykonywaniem zadań. No więc ta szczelina z tym programem z moją mamą była zupełną odskocznią. I ja powiem tobie szczerze, że 2022, to pamiętam tą datę, odeszłam. Mamy 2025 i ja dopiero dzisiaj zaczynam czuć gotowość do tego, żeby wrócić do projektowania.
Potrzebowałam naprawdę dużej przestrzeni. Żeby wróciły do mnie linie, żeby w głowie miała nowe formy, nowe... cięcia, nowe rozwiązania, jeżeli chodzi o detale. Designer to jest w stanie, już byłam po prostu przemęczona tym, ale wiesz, rozmawiam z ludźmi, jest to bardzo spychany temat. Rozmawiam z ludźmi z branży kreatywnej. W tej branży nie mam przestrzeni na kryzysy. To jest kompletnie niezrozumiane przez i kolegów.
którzy tylko czekają na to, żeby zająć twoje miejsce. I szefów. Masz być na najwyższych obrotach i masz nie mieć kryzysu. A kryzys jest naturalną częścią naszego rozwoju. Dokładnie. Znaczy w ogóle w psychologii kryzys to jest coś, co jest niezbędne do tego, żeby pójść poziom wyżej. Tak, tylko że wiesz, teraz sobie wyobraźmy Malwinę Wędzikowską 2022, która jedzie na plan 99 gra o wszystko, wygrywa ten program.
Bo też sobie zaprogramowałam w głowie plan. A co by zrobić, żeby to wygrać, nie? Po prostu jak tutaj do tego podejść tak strategicznie inaczej, nie? Ale to jakby nie o tym... I wiesz, wychodzę dosłownie z hali zdjęciowej z tym takim kartonem, rozumiesz, 50 tysięcy na fundację TVN i... Dostaję Google Alert, że właśnie mnie wymienili na Stefano teraz w Tańcu z Gwiazdą. Jakby, co ja teraz mam zrobić? Czyli naprawdę? Tak.
Po prostu zostało to za, wiesz, zadecydowane. To znaczy, wiesz, produkcja musiała coś zrobić. Ja też jakby rozumiem ich, tak? Natomiast i nie masz tego planu B i... I tak ci się to wszystko, wiesz, kręci w głowie, jakby wokół twojej głowy i myślisz sobie, fuh, to jest wyzwanie dla głowy teraz, żeby nie spanikować.
Żeby nie rzucić się w coś głupiego teraz. Żeby się nie rzucić w coś głupiego. Więc się zgodziłam na program z moją mamą. I to była świetna decyzja. I to była świetna decyzja. Bo dzisiaj z perspektywy czasu też wiem, że... mówienie o sobie w kategoriach właśnie tej słabości, tej historii, wiesz, bo my też rozwód mojego, rozwód moich rodziców też był pewnego rodzaju
no, może nie tajemnicą, bo wszyscy o tym wiedzieli, ale nie rozmawialiśmy o tym. To był temat tabu. Dzisiaj wiem, że nic mi nie groziło.
mówiąc o tym... Ale wiesz, w ogóle nie przegadywaliśmy tego. Po prostu to się wydarzyło i żeby nie ranić mamy, żeby nie ranić ojca, żeby nie ranić dziadków, bo dziadkowie też to straszliwie przeżyli. Żeby nie ranić... nic mojego brata, który był malutki i też to przeżywał, po prostu się o tym nie rozmawiało, po prostu się to przeszło przez to, jak po układce i trzeba było do tego wrócić i nic nam nie groziło, nic nam się nie stało.
Jesteśmy najlepszą rodziną w tej chwili, pomimo tego, że mojczycy są po rozwodzie. Po prostu ostatnio mojczycy zrobił imieniny, to jak oni wywijali na parkiecie razem. Po prostu wspaniale, wspaniałe jest to, że w końcu jesteśmy naprawdę rodziną. Tak. No to też jest dobry przykład. Tak, szanujący swój czas. Wiesz, mamy rodzinka.pl na Whatsappie i sobie wysyłamy zdjęcia. To jest naprawdę, jestem bardzo szczęśliwa jako też, wiesz, część tej rodziny, no. I to wszystko dzięki tej...
¶ Niespodziewana Szansa: The Traitors
dwutygodniowej... Nie, nie, nie, nie, nie, nie. Myślę, że każdy członek rodziny pracuje. Okej. Na swój sposób. No i dobra, no i wyszło na to, że zamknęłaś za sobą jedne drzwi i pootwierały się okna, bo faktycznie, jeśli mówisz, że to był 22, no to chwilę później pojawiła się propozycja z trajtorów. Tak, 2023. Byłaś bardzo zaskoczona, że jesteś brana pod uwagę... jako prowadząca, że dostosowałaś zaproszenie, bo ty byłaś na castingu, czy to był jakiś sesj? Byłam bardzo wystraszona.
Ja byłam bardzo wystraszona, ale bardzo chciałam to zrobić. Ale to był casting na miejscu? Tak, casting chyba trwał wiele miesięcy i brano różne nazwiska pod uwagę. I to takie nazwiska, które... Są w TVN-ie, niektórych już nie ma, są w teatrze, na Instagramie, duże nazwiska, takie... O wiele większo, jakby właśnie w tej nomenklaturze sukcesu o wiele większe od mojego. Ale dobra, już tam palicho z tymi nazwiskami. Ja po prostu widziałam ten teaser. I ja to pokochałam.
po prostu miłością pierwszą. Ale teaser brytyjski. Tak, świetny. Ja widziałam tą brytyjską edycję w ogóle zanim się dowiedziałam, że będzie Polska, więc ja już byłam totalnie podjarana, że będzie Polska edycja, że ty to będziesz prowadzić, bo już zdążyłam pokochać ten program. Ale wiesz, to jakby też każdy kraj ma, co chatka to zagadka, każdy kraj ma inną mentalność w ogóle i...
I też innego prowadzącego, bo ten amerykański Alan Cumming, przepraszam. Alan Cumming jest ekspresyjnym, takim cynicznym, poprzebieranym, po prostu bardzo teatralnym. Zresztą jest Broadway-owskim aktorem, ale jest zupełnie inny niż każdy z prowadzących na świecie. Ja byłam przerażona za ten casting.
bo wiedziałam, jakie są moje słabe strony, a oczywiście jak człowiek jest przerażony, to nie myśli o tych swoich dobrych. Okazało się, że jednak te dobre strony, czyli to doświadczenie z telewizji, Umiejętność, brzydko mówiąc, wyciągnięcia od człowieka w krótkim czasie informacji potrzebnych do tego, żeby ocenić, czy ta osoba się nadaje na lojalnego, czy na zdrajcę, przeważyła.
Poczekaj, czekaj, czekaj, to ty naprawdę, to naprawdę ty decydujesz? No, ja mam jedną czwartą głosu. O kurczę, ja byłam przekonana, że to jest decyzja produkcji. No, ja jestem też w produkcji. Myślałam, że tak wygląda tylko, że tak musi być. Myślałam, że w ogóle po castingu już wiadomo, kto będzie kim.
Tak myślałam, że po castingu na tych uczestników. Nie, nie, właśnie w tej edycji, znaczy w poprzedniej też, ale jakby skupmy się teraz na tym drugim sezonie, bo jego, wiesz, jeszcze we mnie to rezonuje. Mieliśmy kilku kandydatów na zdrajców. Ale pierwsze sekundy ich zachowania na zamku sprawiły, że usiadłyśmy z Martą, która produkuje i Zuzą, która jest producentem wykonawczym i powiedziałeś sobie, no nie.
Jest za głośny, za chwilę go, za chwilę się wysypie, po prostu za bardzo zwraca na się uwagę. A na castingu był bardziej stonowany, dystygowany i tak dalej. Więc ta decyzja rzeczywiście jest podejmowana tego pierwszego dnia. kiedy oni wchodzą na zamek i możemy poprzez te ukryte kamery obserwować ich też zachowanie w grupie. Bo nam zależy na tym, żeby no jednak się tam działo.
ale nie możemy nic zrobić, to oni rozgrywają tę grę. Więc my nie mamy, tam nie ma możliwości, ja nawet nie mogę się z nimi spotkać pomiędzy ujęciami. Żeby się wzrok nie spotkał i żebyśmy, żeby nie dawać moim spojrzeniem albo, wiesz, uśmieszkiem jakimś moim, w którym mam aktualnie po zjedzeniu tabliczki czekolady, że na przykład... nie jesteś zagrożony, albo uważaj. Właśnie tam jest rajca. Wiesz, no jakby nie mogę się z nimi, nie mogę się z nimi kontaktować.
¶ Psychologia Gry The Traitors
A czy masz, o Boże, Boże, poczekaj, bo już poczułam się taka szalenie usatysfakcjonowana, że mówisz w tym programie. Czy ty jako prowadząca kibicujesz lojalnym, czy kibicujesz zdrajcą? Kibicuję im wszystkim, ale nie mogę tego pokazać. Kibicuję każdej jednostce, która mierzy się z czymś, co wychodzi w trakcie tej gry. Już teraz nie mówmy o imionach, ale trudno będzie bez imion. Dobra, powiem. Kasia Księgowa. Bardzo wysoko postawiona osoba w ogromnej korporacji międzynarodowej.
na ogromnie odpowiedzialnym stanowisku. Pierwszego dnia powiedziała. przyszłam się zabawić. Mam tutaj takie patenty, takie, no po prostu, wiesz, mega inteligentna babka, która sama wychowała syna, synów chyba. Mateusz był z nią w programie. I słuchaj, pierwszy, drugi okrągły... O czym nikt wiedział aż do odejścia Mateusza. Do odejścia Mateusza. Drugi chyba okrągły stół, kiedy ona jest wyrzucona, szargają takie emocje, że to nie jest...
Ta reprezentacja, którą ja miałam dzień wcześniej, wiesz, na fotelu, wiesz, w trakcie rozmowy, tak? Nie panujesz, wychodzą różne rzeczy z twojej przeszłości, może nawet z twojej przyszłości, które... sprawiają, że zaczynasz poznawać siebie na nowość, swój umysł. Wiesz, co jest w ogóle fascynujące dla mnie, też jako osoby po psychologii, jak ludzie...
mylnie interpretują różne rzeczy, że jak często jest tak, że ktoś, ludzie generalnie jak są postawieni, wiesz, no po prostu muszą się zmierzyć z jakimiś zarzutami. To niezależnie od tego, czy te zarzuty są prawdziwe, czy nieprawdziwe, też nam się strasznie denerwować. To jest normalne. Tak. I to jest tak ciekawe, jak często to, że ktoś się zaczyna bronić. No tak, no bo po prostu oskarżasz go o coś.
I on się broni nie dlatego, że jest zdrajcą i go właśnie namierzyłaś. On się broni, bo właśnie nie jest i on nie wie, co on ma zrobić, żeby ci wytłumaczyć, że nie jest kimś, kim nie jest. I to jak od razu to jest interpretowane, że o, to jest jego nerwy, to jest dowód na...
na to, że nas okłamuje i tak dalej, i tak dalej. To jest tak często. I ta bezsilność, która jeszcze się, wiesz, jakby potęguje w momencie, kiedy dostajesz coraz więcej ciosów z każdej strony. Widzisz obok swojego syna, który tam po prostu, wiesz, się dwoj i troj, żeby cię ratować. My widzowie się pocimy, już litry nam płyną po plecach. Nic nie możemy z tym zrobić. I widzimy po prostu konflikt wewnętrznej jednostki, która jest wystawiona właśnie na odrzucenie.
Na ocenę, na zrozumienie. No i kto tego nie przeżył? No i mi ktoś po prostu teraz wstanie i powie, że nie byliśmy w takiej sytuacji. Więc ja jako osoba szalenie empatyczna po prostu przeżywam każdego z nich. I nawet jeżeli nie zgadzam się z jakąś moralną postawą, to ja też rozumiem tą osobę, że myślę sobie, Boże, jak on musiał, nie wiem, mieć ciężko w dzieciństwie, bo na przykład nie potrafi...
przypomnieć sobie, że jest cały czas, że jest w grze, a nie, to nie jest naprawdę, tak? Tak, to też jest niebywałe. Jak dziecko zachlipie, po prostu, ile jest dla niezaopiekowanych... kawałków w środku tej osoby, że ona sobie po prostu, że to wszystko się rozpada. Ja sobie totalnie mogę wyobrazić to. Jakby każdy z nich, jakby ja ich kocham, uwielbiam i mam ogromną
szacunek za tą odwagę, bo to naprawdę trzeba być odważnym. Wiesz co, oczywiście psychopatycznie jakieś jednostki, które po prostu mają odcięte emocje, świetnie się będą w tej grze, wiesz, odnajdywać, bo będą sobie po prostu, wiesz, pociągać. Ale jednak ten casting trwa tak długo i jest tak skomplikowany, żeby jednak te osoby były ustabilizowane w miarę emocjonalnie i psychicznie, tak, żeby tam nie trafiała. No tak, ale pewnie, że ty też nie przewidzisz. Ja właśnie totalnie...
Totalnie rozumiem to, że jednak te okoliczności są tak specyficzne, że nie jesteś w stanie sobie też wyobrazić, jak zareagujesz w tym pod... To musi być jednak straszny stres cały czas. I to musi być stres dla tych... Ja przepraszam w ogóle wszystkie osoby, które nie widziały programu The Trader's Innocence.
Nie mają pojęcia, o czym rozmawiamy, obejrzyjcie i wróćcie. Naprawdę bardzo ciekawy program, świetny format moim zdaniem. I też właśnie z psychologicznego punktu widzenia to jest fascynujące dla mnie, co tam się dzieje. Bo myślę sobie, że to jest i potwornie stresujące dla tych wszystkich lojalnych, że oni idą spać każdej nocy w tym lęku, że mogą zostać w nocy zabici w cudzysłowie. Taka jest nomenklatura programu i że po prostu odpadają, bo ich ci zdrajcy.
w nocy zdecydowali się zamordować. Ale myślę, że też musi być napięcie, jakie muszą odczuwać ci zdrajcy przez cały program, musząc non-stop kłamać, musząc zapierać się tym osobom, z którymi są w jakichś tam sojuszach, że oni absolutnie nie. czas na kogoś innego kierować uwagę.
z pełną świadomością, że właśnie kręcą na kogoś, że nakręcają ludzi przeciwko komuś, to na pewno jest lojalny. Tak. No przecież to musi być takie obciążenie. Chcę użyć bardzo nieładnego słowa po angielsku. Powiedz po angielsku. Mindfuck. To jest mindfuck. Brain rot się teraz mówi. To bardziej po scrollowaniu Instagrama. Ale tak, to jest mindfuck. Plus wiesz, zdrajzy tak naprawdę też nie są kryci. bo też mogą się zdradzać.
Więc mają do siebie niby zaufanie, ale też w każdej sytuacji mogą zostać wystawieni przez innego zdrajcę, więc no nikt sobie nie może ufać, nawet prowadzącej nie można ufać, bo ja przychodzę i na przykład zmieniam zasady gry. Ale czy ty żyjesz w ciągłym niepokoju o to, że zginiesz? Czy ty również, czy tobie towarzyszą takie uczucia, jak mi towarzyszą przed telewizorem, bo ja w tej edycji byłam już tak wkurzona na tych lojalnych, że oni po prostu są tak ślepie,
I mało tego, że są wśród nich osoby, które mówią i pokazują palcami, dają im argumenty na to. A tam po prostu jest, oni idą za kimś, kto po prostu krzyczy głośniej. Ja po prostu już miałam naprawdę od pewnego momentu tak życzyłam tym zdrajcom, żeby wygrali ten program, bo po prostu miałam poczucie, że oni są rozsądnisi, no po prostu grają lepiej, a jak ktoś gra lepiej, to zasługuje na zwycięstwo. Czy ty masz podobne emocje jako prowadząca?
Ja mam takie emocje, że i tak wszyscy umrzemy. Myślę o tym, że wszystkich nas doczeka. Serio. I że jak ja to powiedziałam na konferencji, to mi akurat Marta podsunęła ten tekst. że było 22 graczy i prawie wszyscy zginęli i nikt nie żałował. Że to jest po prostu nieuchronność procesu, który i tak zakończy się dla wszystkich tak samo.
Ale tak, no słuchaj, ja jestem, ja muszę przez dwie godziny stać na obradach okrągłego stołu i pomimo tego, że przepływają przeze mnie przeróżne emocje, ja muszę być niewzruszona, czasami mi się nie udaje. I czasami tam dwa razy się zdarzyło teraz w tym sezonie, że Marta do mnie mówi na ucho, mówi, czy mogłabyś zrobić taką minę, żeby nie było takiej pogardy w tym spojrzeniu?
O Jezu, naprawdę, to wiesz, po prostu muszę się cały czas resetować, jakby cały czas sobie muszę, to jest taka medytacja dla mnie, wiesz, ja muszę się cały czas przywoływać do obecności, żeby nie płynąć właśnie w te frustracje, ale też nie mogę nic zrobić. I to jest, albo się z tym godzisz, tak jak ja się po prostu z tym pogodziłam, żeby nie zwariować, Ola. Ja bym tam zwariowała.
Ja muszę to poprowadzić do końca. Jestem kapitanem i bez względu... To znaczy, wiesz, no wiadomo, że wiesz, akurat dla mnie, może ja mam już ten instynkt telewizyjny taki, wiesz, wyrobiony. I jednak posiadanie Lidii Kazen, która jest naprawdę dla mnie fenomenem, jeżeli chodzi o czutkę tego, co będzie. Jakby ty jeszcze o tym nie pomyślisz, a ona już wie, że to po prostu będzie hit.
że tak naprawdę to, co się dzieje gorszego z tymi ludźmi, mnie bardziej satysfakcjonuje, bo to są te sekundy prawdy. Wiesz, że jak ktoś się łamie, Na okrągłym stole i nagle z dwóch przyjaciół robi sobie wrogów. Była taka sytuacja w tym sezonie. A potem parę odcinków później się okazuje, że ta osoba była regularnie oszukiwana przez partnera. I po prostu ten mindfuck nie wynika z tego, że ci ludzie są źli, tylko że ona ma takie doświadczenia. I to jest najbardziej, najlepsza kwintesencja.
To jest ten łamek prawdy, który wychodzi, dla którego warto robić ten program. Ja w ogóle myślę, że to jest... Że tam jest dużo prawdy i takiego, że to jest soczewka. Bo myślę, że w ogóle sytuacja, w której nie wiesz komu ufać, to jest samo to, to jest masakra. Że nie wiesz, kto jest przyjacielem, kto jest wrogiem, a wszyscy udają przyjaciół. I ty musisz namierzać, i wiesz, że to jest, nie dlatego właśnie, że oni są śli, bo to na tym polega ta gra. Nie polega, tam są wszyscy dobrzy.
¶ Starzenie Się W Mediach I Samoakceptacja
Tam są wszyscy dobrze. Jest to naprawdę fascynujące. Słuchaj, będziemy niestety kończyć. Jestem załamana tym faktem absolutnie. A miałam fantastyczny jeszcze cały wątek. No to już tak na koniec. Słyszyłaś tak tą rozmowę. Miałam takie fajne pytania. Nie, ja po prostu rozgadałam. Pomyślałam się z tobą na temat, który mnie interesuje. Bo wiesz co, chciałam jeszcze zapytać, jako kobieta w mediach, jakby nie było... I tutaj już przed kamerą w naszym wieku, to...
Jak postrzegasz takie wyzwania właśnie, jeśli chodzi o oczekiwania względem kobiet w tak zwanym pewnym wieku? w który wkraczamy, bo ja uważam, że tutaj od lat jest bardzo wiele takiej niesprawiedliwości i myślę, że właściwie ty pewnie miałaś największą szansę doświadczyć tego pracując z Marylą Rodowicz, która jest jeszcze bardziej w pewnym wieku niż my jesteśmy.
I czy ty, czy właśnie masz jakieś przemyślenia na ten temat? Jak sobie poradzić z tym, wiesz, z jakąś taką presją tego, że masz być z jednej strony wiecznie młoda, z drugiej strony nie popadać śmieszność, starzeć się z godnością. też kamera nie wybacza już z trzeciej strony. Jaki ty masz stosunek do tego wszystkiego? Ja to w ogóle, wiesz co, pierwszy taki kryzys tożsamości i wieku miałam w wieku 20 lat. A potem miałam w wieku 30 lat, bo jednak te cyfry, kiedy one...
przychodzą już, nie da się tego zatrzymać, no to one mnie jednak skłaniają do takiej większej refleksji. Przy czterdziestce, wbrew pozorom, już tak jakby rozpędziłam tą swoją machinę rozwojową, no Cały czas, no niestety, no muszę to powiedzieć i to jest obrzydliwe, ale te książki, kurczę, jednak mi najwięcej dają. Bo dla mnie to jest taki dialog. gdzie ja mogę zweryfikować też swoje myśli z myślami autora. Dlaczego to jest obrzydliwe? No bo wiesz, w dzisiejszych czasach się głównie scrolluje.
Aha, ty ironizujesz. Ironizuję, tak. Wiesz, że przestępując tą czterdziestkę, to ja, wiesz, ja miałam w wieku naprawdę... 30 lat miałam bardzo poważny kryzys taki w okolicach macierzyństwa. W sensie tego, co mi społecznie jest narzucane, że ja teraz muszę już mieć męża i dzieci, a ja miałam po prostu kryzys tożsamości. Bo nie chciałam, jakby ta presja zewnętrzna była tak ogromna, a ja byłam w zupełnie innym punkcie. Ja potrzebowałam zupełnie czegoś innego, jakby innych rozwiązań.
A te teksty o tym małżeństwie i o tym partnerze, jakby też nie wiedziałam, czy ten partner to jest ten, z którym ja chcę spędzić czas. Ja po prostu potrzebuję czasu. Dajcie mi czas. Jakby mnie to tak rozwaliło. że ja od wszystkich się odsunęłam i wszystkich po prostu, wiesz, prostując nogi, po prostu wyparłam z pokoju. I wtedy już, mając te 30 lat,
poczułam właśnie najbardziej, najsilniej tą presję społeczną. Dzisiaj tego tak nie przeżywam. Bardziej właśnie przeżywam to, że rano się nie mogę patrzeć z łóżka. Bo mi coś strzyka i myśli sobie... No cholera, no jednak to, no to jednak się zbliża, tak? Ten wiek to ma znaczenie, jak mam 44 lata, a jak miałam 20, jak wyskakiwałam z łóżka, ale społecznie...
Widzę to na przykład w współpracach reklamowych, że jest teraz jakiś boom na Gen Z i muszę sobie jakoś z tym poradzić, że już ktoś inny robi te rzeczy, które ja robiłam wcześniej, ale... Jak przychodzi do mnie ktoś na Instagram i zaczyna mnie moralizować na temat tego, że uuu, zestarzałaś się. To mam taką refleksję, Boże, ile jeszcze masz, masz jeszcze daleką drogę do tego, żeby zrozumieć, że to przede wszystkim dotyczy ciebie. Tak, tak, tak. I wiesz, ja się już chyba rozwarstwiłam, wiesz.
Jestem przed systemem. Moja głowa jest przed tym, już wyprzedziłam tę presję z zewnątrz. Mnie to jakoś, nie wiem, albo już to przeleciałam. Nie czuję tego, wiesz, nie czuję tej presji.
Na pewno ma to związek z tym, jakimi ludźmi się otaczają, że na przykład Tamary Larodowicz, no to w ogóle ona po prostu ją nie interesował, nigdy nie interesował wiek. Tak, ale właśnie to było fantastyczne, bo to jest dla mnie taki przykład osoby, która jest... że ona właśnie cudownie pokazywała, jak to może jej nie dotyczyć i równocześnie spotykało się to
Bardzo często z taką agresją ludzi, że jak ona w swoim wieku może w czymś takim wyjść na scenie, a ja właśnie za to Marylę kocham najbardziej. Tak. Właśnie za to, jaka ona jest na tej scenie, że właśnie ona pokazuje, że jej wolno wszystko. Pomimo tego, że na pewno ją bardziej strzyka niż mnie i ciebie. Tak, jest absolutnie, ale wiesz, Maryle niesie ta potrzeba bycia cały czas na świeczniku. To jest jakby z tego klucza. Ja myślę, że ty mówisz o tym, Ola, no też nie da się ukryć, że...
Ty też zostałaś wrzucona w jakieś środowisko, w jakąś bańkę. Możesz podziękować swoim rodzicom za to, tak? Ale sobie przez lata tak wypracowałaś swój świat, że... Podejrzewam, że nawet jak do ciebie przychodzą takie, wiesz... deszcze niespokojne i ci pukają, wiesz, przez szybę, że halo, halo, pani Kwaśniewska, ale ty już teraz nie będziesz w trzewikach różowych nad ogniskiem skakać, bo to już powinnaś w garsonce siedzieć
na fotelu bujanym, to myślę, że środkowy palec taki niewidoczny wędruje w tamtą stronę. No po prostu, no co mamy z tym zrobić? No jakby ja... Czuję, że jako kobieta po 40 mam o wiele bardziej złożoną
wrażliwość duchową niż jak miałam 20, 30. Ja po prostu ja czułam, czułam, ale nie umiałam tego nazwać. Dzisiaj potrafię nazwać o wiele więcej rzeczy i dobrze mi z tym, a jak mi się komuś nie podoba, że mam zmarszkę, wiesz, przed uchem, czy tam... pod powieką, to znaczy, że nie zaakceptowała ta osoba w sobie tego, że też to ją czeka w pewnym momencie.
¶ Własna Droga Do Sukcesu
To już nie jest moja sprawa, no. Dzisiaj w ogóle nie mam ochoty ani czasu się nad tym zastanawiać. I tym musimy zakończyć, ponieważ skończył nam się czas. Ale moim zdaniem to jest bardzo dobra puenta, szczerze mówiąc. Tak, tak. Co to jest za puenta? Nie, to jest właśnie puenta o tym, że po pierwsze w ogóle dla mnie, ty jesteś takim przykładem, to rozmowa cała jest o tym, że wszyscy... Nie ma żadnych właściwych scenariuszy. Wszystko może się dziać w swoim tempie.
Tak jak mówiłaś wcześniej, jedni wykonają sprint po prostu w górę z flagą i tą flagę wbiją i robią sukces. Bardzo szanuję również, ale zdarza się, że potem to zejście jest dużo trudniejsze niż to wejście.
albo dużo trudniej pogodzić się z tym, że na tym szczycie nie zawsze będzie się siedziało i czasem trzeba go... czasem tą górę trzeba w te i we w te parę razy wchodzić i schodzić, czasem się idzie naokoło, czasem ten sukces przychodzi wcześniej, czasem później, czasem to jest w ogóle jakoś rozłożone bardzo tak porówno, ale generalnie nie ma co się też oglądać na innych, tylko trzeba
po prostu iść własną drogą, a swoją drogą wiek naprawdę jest absolutnie drugorzędny. Ale trzeba dbać. Na pewno, słuchaj, no na pewno trzeba dbać o siebie. To jest największa troska. Tego za nas nie nie zrobi. Sport, ruch, zdrowe środowisko, to są, to są, to jest gwarancja długowieczności. Po prostu. Ale nie ze względu na innych, tylko ze względu na siebie. Bardzo ci Malwina dziękuję. Bardzo żałuję, że nie możemy gadać kolejnej godziny, ale nie możemy. Chyba, że po studiu. O! A to dopłatą.
Znaczy ty dopłacisz. Oczywiście. Dziękuję. Dziękuję bardzo. Dzięki. Dziękujemy ci za wysłuchanie tego odcinka. Wspólnie tworzymy przestrzeń, w której każda kobieta może czuć się usłyszana i inspirowana. Jeśli doceniasz naszą pracę, prosimy o chwilę, żeby ocenić nasz podcast i podzielić się swoimi myślami na temat tego odcinka na Instagramie lub Facebooku Jest Biżuteria.
